poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Nie ma cudownych diet, ale jest smoothie


Nie jestem exertem od spraw żywienia i często idę po najmniejszej linii oporu czyli polskim standardem - ziemniaki i kapusta ze schabowym, ale owoce i warzywa w moim menu znajdowały i znajdują się zawsze. 

Wieje nudą? Oczywiście!

Nie lubię nudy, więc postanowiłam jeden z dziennych posiłków zamienić na smoothie, czyli koktai owocowy, warzywny lub owocowo-warzywny. Jednak kwarantanna ma swoje i dobre strony, boszcz nie wierzę, że to powiedziałam! 

W czasie #zostanwdomu, robimy spore zapasy jedzenia, również warzyw i owocow, a jak wiemy, nie są to produkty o długim czasie przydatności do spożycia, więc smoothie sprawdza się jak znalazł, bo nawet jak nie masz ochoty na jabłko, to już na koktail jabłko - mango, ochota jest zawsze.


Razem z moim wiekopomnym postanowieniem regularnych ćwiczeń wprowadziłam jeszcze dwa urozmaicenia:

po pierwsze dieta DrLifeStyle, którą Wam serdecznie polecam, a TUTAJ wrzucam link do jej bloga, gdzie nie ma głupot i spiny kalorycznej, znajdziecie za to dawkę wiedzy w ptrzystępnym języku i z humorem,

po drugie wyzwanie koktailowe, czyli zamieniamy jeden posiłek dziennie na smoothie, u mnie, to tzw. lunch.

Takich wyzwań i podpowiedzi znajdziecie w necie setki tysięcy, ja chcialabym pokazać to co umnie działa, nie wymaga wielkich nakładów finansowych i powoduje, że nic, ale to nic sie nie marnuje. 


No to lecimy:

dzień I 
banan, pomarańcza, jabłko, 2 marchewki i 150ml wody (u mnie wody jedynej słusznej, czyli muszynianki)

dzień II
połowa awokado, jabłko, garść szpinaku i 150ml wody

dzień III 
2 plasterki ananasa, jabłko, 1 kiwi i 150ml mleka kokosowego 

dzień IV
1 kiwi, 1 pomarańcza, 1 jabłko, 150ml soku porzeczkowego z witaminą C

dzień V
1 pamarańcza, połowa mango, 1 jabłko, 1 marchewka i 150ml wody

dzień VI
1 pomarańcza, jabłko, 150 ml soku z buraków lub pieczony burak i 150 ml wody

dzień VII
połowa mango, 1 pomarańcza, garść borówek i 150ml wody

Nie mam pojęcia, czy to dobre zestawienia, czy mają wszystko na miejscu i czy się coś nie wyklucza i nie gryzie. To są moje ulubione smaki i nie zamierzam katować się selerem naciowym, bo ktoś, gdzieś powiedział, że tak trzeba. 

Zapraszam teraz i Was do zmiksowania, zblendowania czy wyciśnięcia Waszych ulubinych owocow i warzyw. To bardzo łatwe, smaczne, a przede wszystkim zdrowe. Bo wiecie co? Owoce i warzywa ... nawet na noc, nie tuczą! One nie mają skłonności do przemieniania sie w małe zombie, które we śnie dowalają Wam tłuszczyku.



Jeszcze jedna rzecz, ja nie mam najmniejszego oporu by do każdego z tych koktaili dorzucić szpinak czy mango, zawsze!

Pozdrawiam!

wtorek, 14 kwietnia 2020

Kwarantanna - jak radzimy sobie po miesiącu


Dzisiejszy wpis miał być polecajką marca, ale nic już na tym świecie nie jest takie, jakie znaliśmy jeszcze miesiąc temu, więc i wpis na miarę czasów wrzucam.

Usłyszałam ostatnio, że nie mam prawa narzekać! Przecież mam pracę, jestem zdrowa, bezpieczna w domu, rodzina ma się dobrze, nie ma powodu do zmartwień. I wiecie co, mam to w dupie! Nikt nie będzie mi mówił, jak ja mam się czuć i czym mogę się ewentualnie martwić. Podobnie pewnie jak większość ludzi na świecie martwię się całą tą pandemią i losami nie tylko moimi i moich bliskich, ale ludzi w ogóle. I mam do tego święte prawo, bo jestem człowiekiem! 
Powiem więcej, ucierpią gospodarki, ucierpią i małe i wielkie firmy na całym świecie, to jest już oczywiste i każdy z nas, w mniejszym czy większym stopniu, zaczął odczuwać to na własnej skórze. Najbardziej jednak ucierpią kraje i regiony biednie, te najbiedniejsze! Pakistan, Indie, Afryka. I wiecie co jest najsmutniejsze w tym wszystkim, to że nikt im nie pomoże, bo wiele, jak nie wszystkie kraje na świecie będą liczyć własne straty, ale to moje zdanie. 

Poza tym jestem wściekła! Jestem cholernie wściekła, że od miesiąca siedzę w domu, wychodzę tylko po zakupy, a wciąż przed oknami widzę spacerujące rodziny. A najbardziej wkurzają mnie ci zakłamani, wredni, bezczelni politycy, bez względu na stronę i opcję. Im wolno świętować choćby i ten największy kataklizm, zamach k...a z wybuchem, jaki dotknął kiedykolwiek ten kraj. Bez maseczek, rękawiczek, bez żadnej ochrony. Im wolno spacerować i odwiedzać cmentarze, nam już nie! 

Mam prawo narzekać i będę to robić, bo nie mam zamiaru zwariować, nie tu i nie teraz! 


Mimo różnych buzujących we mnie uczuć, nie popadam w marazm, nie leżę i nie płaczę, chociaż takiego poczucia niemocy i braku kontroli nad życiem, nie doświadczyłam jeszcze nigdy. Staram się mimo wszystko opracować jakieś rutyny i ich się trzymać. Nic innego nam nie zostaje!

Spora część mojego dnia schodzi mi na pracy! Tu się wiele nie zmieniło, pracuję zdalnie i jestem pełna wdzięczności dla ludzi, którzy codziennie wychodzą ze swoich domów, by niczego innym nie zabrakło. 

Drugą lwią częścią dnia jest zdalna nauka moich dzieci, samo odesłanie prac do nauczycieli trwa czasami godzinę. Zadanych lekcji jest naprawdę sporo, regularnie wpada nowy materiał nad którym trzeba chwilę posiedzieć, doczytać, dopowiedzieć, odpytać itd. Egzamin ósmoklasisty odłożony do czerwca, ale z rytmu wypaść nie wolno! 


Pozostały czas moi chłopcy wykorzystują na gry - oczywiste, a drugie oczywiste, to moje nieudolne próby oderwania ich od konsol. Pieczemy razem coś - jeden raz w tygodniu, ale teraz, po świętach, to raczej odpada, bo jeszcze jest pełno ciasta, oglądamy coś razem, czasem gramy w karty, ale widzę ich miny! Przed snem czytają lekturę, czy jakąś inną książkę, ale Mały właśnie skończył i czeka na zamówienie, więc też póki co, kiepsko.

Sama też dużo czytam, kiedy pogoda pozwala, to na balkonie, taką namiastką dla powietrza innego, niż to w czterech ścianach.

Ćwiczę regularnie, codziennie. W sobotę tak mnie nawalało ucho, że odpuściłam, w niedzielę miałam pauzę, a dziś już byłam na macie i wiecie co? Bardzo mi to poprawiło humor! Ruch pozwala rozładować energię i skumulowane uczucia, więc serdecznie polecam, więcej na ten temat, na stories. 

Robię kartki, ale i tak nikomu nie mogę ich wysłać, bo wyjścia na pocztę ryzykować nie będę, więc trochę tu z motywacją zaczyna być kiepsko! Wiedzą to jednak i inne scraperki, bo już niedługo rusza inicjatywa Euniki -  "Scrap with the stars", czyli nocne zmagania scrapowe! Już nie mogę się doczekać! Pierwszy już 17-tego!

A teraz to Was się zapytywuję :). Jak Wy radzicie sobie z tą sytuacją? Macie rutyny? Dobre nawyki, przyzwyczajenia, które wciąż pielęgnujecie? A może zmieniliście Wasze życie o 180 stopni? 

Najważniejsze to się nie poddawać! Pandemia minie! ... kiedyś!

Pozdrawiam!



poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Krytykanctwo - zabójstwo człowieczeństwa

Dobrze wiecie, że od poradników, to ja raczej stronę.  Zdecydowanie wolę uczyć się na własnych błędach i potknięciach, ale wiecie, czasem trzeba odpocząć od kryminałów i sięgnąć po coś "lekkiego".


Krytyka i krytykanctwo w narodzie ma sie świetnie. Krytykują nas generalnie wszyscy za wszystko, a my nie pozostając dłużnymi i też krytykujemy. Hejt jest przeobecny w naszym życiu. Często się nad tym w ogóle nie zastanawiamy, i dlatego czytając - "Psychologię hejtu" - Mateusza Grzesiaka, oczy z orbit wychodzą. Po co? Po cholerę hejtujemy wszystko i wszystkich? 

Zastanawiałam sie ostatnio, ilu rzeczy nie zrobiłam w swoim życiu, bo sam ich pomysł został skrytykowany, skrzydła podcięte, dupa zbita. 

Krytyka skierowana bezpośrednio do nas, bardzo nas krzywdzi. Obniża nasze poczucie wartości, niszczy pewność siebie, zabija marzenia. I niby nie jest to żadne odktycie, ale jak popatrzymy na nasze rozmowy - "no taki z ciebie leń" - to zdania te, nabierają całkowicie nowego kontekstu. 

Przeczytałam gdzieś ostatnio o tzw. lustrze relacji. Co to? To sposób patrzenia na krytykanta, przez pryzmat tego co się w nas krytykuje. "Nie dostałaś awansu, no cóż pracuj ciężej" - mówi  matka z niespełnionymi ambicjami kierowniczymi czy dyrektorskimi.

"Jesteś zwykłą egoistką" - to juz mąż z płaskodupiem od leżenia na kanapie. 

Efekt lustra oczywisty, ktoś popełnia błędy, ale wytyka je nam, jako nasze!

Jak przed takimi bzdurami się bronić? Jak się takimi bzdurami nie przejmować? I jak na takie bzdury reagować? Albo jak "Subtelnie powiedzieć - FUCK". 




1. Nie idź drogą wet za wet - pamiętaj z idiotą nie wygrasz, najpierw Cię zagada, a potem pokona doświadczeniem, więc zmilcz lub nie reaguj, to największa kara dla krytykującego. Wiem, wiem "i kto to mówi, co?" Ale pamiętajcie, że ja nie jestem swoją emocją, zapewniam Was, nawet jak czasem te emocje ze mnie uciekają, to jednak wciąż ćwiczę się w milczeniu i ignorowaniu. 

2. Wykorzystaj zebrane w sobie emocje - przekuj je w czyny - kreatywność, wysiłek fizyczny, dobry trening zumby czy śpiew churalny, co tam tylko pozwala nam na uspokojenie się. ja chodzę z kijkami lub cisnę rowerem, wiadomo, ale teraz siedzę w domu.  Generalnie, nie pozwólmy, by emocje nas wypalały, niech nas rozpalają. 

3. Używaj słowa dziękuję, wiem ciężko, ale to pozwala przyjąć krytykę i dalej iść swoją drogą. Mów też, po sto razy jak potrzeba, że to jest twoje życie i że jak będziesz potrzebować opinii na jakiś temat, to się po nią sama zwrócisz. 

Uwielbiam słowa indyjskiego duchownego Mooji, który mówi, że w każdym zakątko świata, najlepszą mantrą jest słowo dziękuję. Generalnie zwykle dziękujemy niewłaściwym osobom, dziękujemy tym, którzy są dla nas wsparciem, a tymczasem to dzięki tym, którzy nas krytykują, stajemy się oszlifowanym diamentem, jeśli tylko nie zrezygnujemy z bycia sobą. 

Pozdrawiam

niedziela, 29 marca 2020

Podsumowanie kwartału - czyli dupa i dupa do kwadratu



Tak, mówię dupa! Innych inwektyw też użyć potrafię, bo przecież badania dowodzą, że ludzie przeklinający, to ludzie inteligentni, a nie sądzę, by tylko na małpach były robione, nie?💙

Jednak niestety dziś, nie o bluzgach będzie!

Już za moment internet zaleje nas nakazami i przykazaniami z konieczności robienia podsumowań, bo właśnie, jakby ktoś nie wiedział, to kończy się kwartał. I oczywistym jest, że każda szanująca się influenserka, wrzuci nam tysiąc pięćset sto dziewięćset sposobów na owe podsumowania. 

Dlatego właśnie, w tym roku postanowiłam, że to ja będę pierwszą zalewającą Was pomysłami i podsumowaniami, a co! Z tym, że to, co tu dziś zobaczycie, jest tylko i wyłącznie moje!

Nie wiem kto z Was planuje! Czy ktokolwiek planuje? Czy zajmujecie się realizacją swoich zadań i celów, tych prywatnych czy zawodowych? Co więcej, nie zamierzam tego oceniać. Ja planuje! (też mi odkrycie) i powiem Wam, że dawno już nie miałam tak marnego kwartału.

O ile moje cele zawodowe, mają się świetnie, o tyle moje plany prywatne niemalże całkowicie legły w gruzach. I jeszcze powiem, że legły nie dlatego, że jestem leniwą bułą i zaplanowałam sobie, coś czego nie przemyślałam, nie obgadałam sama ze sobą i nie odpowiedziałam sobie sto razy na pytanie - Po co Ci to? Dlaczego chcesz to zrobić? No właśnie, nie! Wszystko to właśnie zrobiłam. Dodałam nawet bufory czasowe do każdego zadania, nie tylko do czasu realizacji celu!



Ale od początku.

Najpierw pokonało mnie moje ciało! A dokładnie rzecz ujmując kręgosłup, który na 2 tygodnie całkowicie wyłączył mnie z jakiegokolwiek ruchu, poza powłóczeniem nogami. Kiedy porobiłam sobie badania, a ból delikatnie odpuścił, zaczęłam się ponownie uruchamiać od zwiększenia intensywności i wydłużenia czasu chodzenia, deko tylko szybszego niż ciągnięcie nóg za sobą, a i to nie było łatwe. Tak więc mój największy cel - przejazd rowerem z Częstochowy do Krakowa - umarł już w lutym, bo takiej trasy nie da się zrobić ot tak, wsiadam i jadę! A ćwiczyć i jeździć się całkowicie nie dało.

A potem, jakby było mało, przyszła pandemia. Izolacja, zakazy spotkań itd, to rozwaliło "mój" Kraków już doszczętnie, ponieważ kwietniowe spotkanie PSC w Krakowie właśnie zostało odwołane i to na dodatek bezterminowo, bo znalezienie dogodnego terminu na takie przedsięwzięcie, wcale nie jest takie proste.

Druga rozwałka, odwołane skrapowisko w Łodzi, a zaraz po nim odwołany kolejny zlot scrapbookingowy. I wiem, że to jest niezależne ode mnie, ale niesmak pozostaje :)

Są też oczywiście w tym kwartale rzeczy, które mi wyszły i to śpiewająco!

🌺 udało mi się kupić bilety na spotkanie PSC

🌺 kupiłam i ogarnęłam grafiki na IG - używam i kocham

🌺 nauka z Kubą do egzaminu - zaplanowane i dotrzymywane skrupulatnie - tu pandemia nawet pomogła

🌺 wyzwanie "moje zero west" na IG - pandemia spowodowała, że tu wszyscy mamy dobry rezultat, bo nikt niczego nie kupuje

🌺 moje nawyki poszły super

🌺 codziennie ćwiczę - bo nie jeżdżę i nie chodzę - z #codziennie_fit - zajrzyjcie na jej YT, jest wiele propozycji ćwiczeń w domu od tych najłatwiejszych do bardzo skomplikowanych

🌺 ustawiłam sobie swoją poranną i wieczorną rutynę

🌺 odkryłam świetne podcasty o życiu - polecam #tu Okuniewska

🌺 przeczytałam MASĘ książek w tym kwartale, głównie dlatego, że byłam zmuszona jeździć do pracy autobusem i dlatego, że codziennie czytam z moim młodszym synkiem

Więc po rozkminieniu tego co nie wyszło i dlaczego oraz tego co wyszło lub zostało dodane znienacka i wyszło, wtał mój nowy poranek. Po delikatnych modyfikacjach, działam dalej.


Moje ulubione cytaty - "Czyż to nie cudowne, że istnieją poranki?" -  "Ania z Zielonego Wzgórza" ratują mnie przed totalną depresją, naprawdę! Nienawidzę, kiedy mi coś nie idzie :(

"Jeśli nie możesz się w pełni cieszyć, to ciesz się tyle, ile sie da."

Ja właśnie cieszę się tyle, ile się da!

A teraz z powodu uziemienia i nie tylko oczywiście, zamierzam 100 razy bardziej cieszyć się scrapbookingiem.

Bardzo!

Pozdrawiam i zdrowia życzę!




sobota, 21 marca 2020

Tydzień nauki pod palmami, już za nami





Tytuł dziś specjalnie nieco wkurzający, ale też do śmiechu trochę, bo po pierwsze jakoś radzić sobie trzeba,a po drugie nie ma się co tak spinać.

Jak Wam idzie? 

U nas różnie, ale jeszcze wciąż do przodu. Powiem jednak szczerze, że mam kuźwa dość. 

Mam dość nie tyle tych lekcji, chociaż jak wszyscy wiemy materiału jest w tak zwany pip, ale mam dość, tego, że nie można wyjść, nawet na krótki spacer. 

Teraz wyniesienie śmieci, to święto w domu!

Ogólnie z lekcjami chłopaki sobie radzą. Od poniedziałku do środy musieliśmy się w nowej rzeczywistości jakoś odnaleźć i się do niej zwyczajnie przyzwyczaić. Poszło 💚 Okiełznęliśmy (nie wiem czy to do końca po polsku) dziennik elektroniczny, w stopniu porównywalnym do zarządzania bankowością elektroniczną i dajemy radę. Nie mamy już zaległości, a wszelkie prace, do nauczycieli wysłane zostały! Prawie na czas!

Chłopaki skaczą z kart pracy do książek i jeszcze do netu, bo Kuba walczy dodatkowo z przygotowaniami do egzaminu ósmoklasistów, ale nie jest najgorzej. W piątek wpadło mi jeszcze w oczy to - LINK,  zdalne lekcje - warunek konieczny - komputer z dostępem do internetu i nie byle jakiego, bo nas 3ka siedzi na "pracy zdalnej" w tym samym czasie. Pokażę im, a co tam, i jak mniemam, dlatego, że w komputerze, to pewnie się spodoba!

Najważniejsza jest w tym wszystkim jakaś rutyna i można przywyknąć. 


Jednak, niemalże ze 100% pewnością powiedzieć mogę, że hasło "Back to school" wybrzmi zupełnie inaczej po świętach. Pod warunkiem oczywiście, że po świętach do szkół i do pracy (fizycznie w biurze) wrócimy!

Popołudnia natomiast, nastrajają do wszystkiego innego poza nauką. Gramy w karty, eurobiznes, Kacper odbył jeden trening karate, ja zrobilam dwa (dziś będzie trzeci, bo w niedzielę odpoczywam) treningi HIIT - z @codziennie_fitWSKAKUJ TUTAJ jest to STARTER - 20min intensywnych ćwiczeń, ale dajemy radę. Ja umiem już przez 30 sekund robić podskoki i pajacyki. Dziękuję Marta, joga jak na razie nie dla mnie :)

Nie oszukujmy się jednak, najważniejsze jest pogranie w gry - komp i Xbox nie schodzą z tapety, trzymamy się oczywiście naszych zasad - najpierw nauka, dystrybucja prac, a dopiero potem czas wolny. Wyłączmy wszystko na godzinę przed spaniem i mamy czas na mycie, ogarnięcie łóżek i poczytanie lektur. 

Jeden dzień w tygodniu (teraz był czwartek) spędzamy bez żadnej elektroniki. W zeszłym tygodniu piekliśmy babeczki, teraz trzeba będzie wymyśleć coś trudniejszego, może tort?? Jak myślicie, będzie dość absorbujące? Masakra z tymi grami, jakby czlowiek pozwolił, nic by nie robili, tylko grali :)

Jak tam u Was kochane moje? Czy taki widok ma jeszcze u Was miejsce?



Pozdrawiam!

P. S. Wszystkie zdjęcia pochodzą z Freepick.com














poniedziałek, 16 marca 2020

Praca zdalna, czyli praca z domu



Prowadzenie jakiegokolwiek biznesu w tym czasie, wiąże się z mnóstwem problemów, wiadomo - w czasie epidemii ważne jest by ograniczyć do naprawdę niezbędnych, wszystkie kontakty międzyludzkie. No chyba, że jesteś prezydentem, wtedy, to Cię nie dotyczy. Dlatego właśnie wiele firm w ciągu najbliższych 2 tygodni, przesiada się na pracę on-line, czyli pracę zdalną. 

Jak byśmy tego nie nazwali - wciąż najważniejszym elementem tego stwierdzenia jest praca

Dla wielu z nas - programistów, informatyków, konsultantów, analityków praca zdalna nie jest ani niczym nowym, ani szczególnym, jednakże my też kiedyś zaczynaliśmy. W związku z moimi nieszczególnymi początkami, postanowiłam dziś opowiedzieć wszystkim początkującym w tej materii,  o moich doświadczeniach.  

Na wstępie powiem, że nie zawsze byłam fanem pracy zdalnej i nie zawsze radziłam sobie z wyrzutami sumienia.  Tak, tak - z wyrzutami. A bo przecież jesteś w domu, to możesz cos jednak i domowego zrobić -  pralka nie wstawiona, obiad trzeba zrobić, prasowanie - hałda niemalże kopalniana czeka, a to z psem pójdę, a to na fajkę skoczę, dzieci do szkoły zaprowadzę. W efekcie nigdy nie pracowałam ośmiu godzin, zawsze min 12, bo i tak, i tak trzeba było wszystko co pracowe skończyć na czas. Byłam zmęczona, przepracowana i wściekła, a na dodatek z dziećmi na głowie, bo co kogo obchodzi, że ty wciąż o 19-tej pracujesz?

Prawda była taka, że z domu pracowałam żadko, a w zasadzie prawie nigdy, chyba, że naprawdę działo coś poważnego. 

Kiedy zmieniłam fuchę na - KONSULTANTKĘ, moje podejście do pracy z domu, zmieniło się diametralnie. 

Jak? Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że ja sama zmieniłam do niej podejście. 

Czy zabierasz ze sobą do biura deskę do prasowania, a może pralkę na plecach targasz? Zaprowadzasz zwykle dzieci do szkoły na 8, a odbierasz o 16? No to dlaczego pracując z domu, masz odebrać je o 13?

Nie, nie robisz tego, kiedy fizycznie musisz dotrzeć do biura, więc nie rób tego, kiedy pracujesz z fotela czy kanapy.

Co mi pomogło? Kilka prostych rzeczy, chociaż wiem, że nie na każdego zadziałają. 

👍 Przygotuj sobie szczegółowy plan dnia - im więcej szczegółów tym lepiej, nie zaszkodzi zrobić rozpiski z godzinami czy blokami - używaj budzika lub aplikacji pomodoro do robienia sobie przerw. Ja mam plan dnia bez względu na to, czy pracuję z domu czy z biura i na bieżąco dopisuję do niego zadania na kolejne dni 

👍 3 najważniejsze zadania wrzuć na sam początek, potem już tylko dopieszczaj klientów, to jest złota zasada każdej pracy, nie tylko tej zdalnej. Jeśli dzień zaczynam spotkaniem, a zdarza się to niestety często, to jest to, moje pierwsze ważne zadanie na ten dzień, nie lekceważę go i nie śpię na nim 👬

👍miej przed oczami okno, a resztę świata wrzuć za plecy. Oczywiście najlepiej pewnie sprawdzi się widok na park, morze, jezioro czy las, ale pewnie jedna na tysiąc osób taki widok ma, więc skupiamy się na oknie 🌐

👍kup słuchawki, naprawdę dobre słuchawki i odgrodź się od hałasów i rozpraszaczy zza pleców 📣

👍 ubierz się, umaluj i zrób włosy, to akcje dla ciebie, nie dla pracy

👍jeśli naprawdę musisz, ogarnij domowe obowiązki przed rozpoczęciem pracy, 🐰a po jej zakończeniu wrzuć komputer do szuflady

Nie będę pisać o oczywistościach, czyli wyłączeniu rozpraszaczy typu FB, IG YT i innych, co tam kto ma. Nie robimy zakupów on-line, nie gadamy z koleżankami, nie dzwonimy do mamy itd., to nie są obowiązki zawodowe, więc poczekają do popołudnia. 

Od dziś czeka mnie i was, wszystkie mamy zadanie nieco trudniejsze - nasz dzieci są z nami w domu. Jak sobie z tym poradzić? 


Ja mam taki niecny plan, uzgodniony z chłopakami, bo ważne jest, by wszyscy wiedzieli i rozumieli, że ja wciąż, mimo, że w sypialni, to jednak jestem w pracy:

1. zaczynam o 8 dzieci wstają o 10:00,

2. robią sobie i jedzą śniadanie,

3. sprzątają u siebie i siadają do czytania - jeden opowiadanie, drugi lektura,

4. o 12:30 jemy szybki lunch, który przygotuje mój mąż,

5. 13:00 - 15:30 chłopaki siadają do ćwiczeń z ... poniedziałek - polski, wtorek - matma, środa - języki, zobaczymy jeszcze,  jak to będzie do nas spływać ze szkoły,

6. 16:05 siadamy do obiadu i tak, żeby nie było niedomówień, zrobi go jak codzień mój mąż. 

Po każdej półtorej godzinie pracy mam 5 min przerwy, więc sprawdzę co oni tam robią i jak daleko z nauką i lekturą są. 

Jak nam pójdzie, zobaczymy. Taka organizacja, jest dla nas i dla wielu z Was czymś zupełnie nowym, więc nie ma się co wkurzać i psioczyć, trzeba plany modyfikować i sprawdzać zwyczajnie, co też tam u Was zadziała. 

Trzymam kciuki za wszystkie rodziny pracujące i uczące się z domu, oraz dziękuję Paniom w sklepie spożywczym i aptece, że są na swoich posterunkach. 

Dziś się rozpisałam, mam nadzieję, że wrócicie tu za tydzień :)

Pozdrawiam!

środa, 11 marca 2020

Slow, slow, slow - czy ze mną jest coś nie tak?


Ostatnio Insta Stories huczy ... 

Temat niepojęty, niezwykle odkrywczy i koniecznie inspirujący, a mianowicie kochana kobieto - nie musisz mieć na nic ciśnienia

Nie musisz być kreatywna, nie musisz realizować niczego, nie musisz wychodzić ze strefy komfortu, i oczywiście mega ważne - osiągasz to wszystko -  pracując pół godziny dziennie! Dasz radę być zajebistą mamą i żoną, zarabiać, prowadzić bizness on-line, sprzedawać swoje produkty itp, itd - tylko nie zapomnij - byle  jak najdalej od korpo - srorpo. 

No serio? 

Czy my nie dajemy się właśnie deko zwariować? Naprawdę trzeba by infuenserka powiedziła na stories - "nie mam ciśnienia na biznes" i wszystkie już oddychamy z ulgą - bo ufff - ja też nie mam, nie jestem sama! No dajcież spokój!

Nigdy nie miałam takiego ciśnienia, przenigdy! Owszem obserwuję Olę Budzyńską, czyli Panią Swojego Czasu czy Monikę Jurczyk - czyli Osę Stylistkę Osobistą, czy w końcu Dominikę - Kobieca Foto Szkoła, ale nie patrzę i nigdy nie patrzyłam na nie w kontekście - będę tak właśnie prowadzić swój biznes. Od wszystkich tych super temperamentnych kobiet, czegoś się uczę - tak poprostu, zwyczajnie, dla siebie samej! 

Przeczytałam od deski do deski - "E-book-kobiece-biznesy", który powstał u Pani Swojego Czasu w ramach promowania kobiecych biznesów. Mam moc, ogromną moc szacunku dla wszystkich opisanych tam Pań, ale wiem, że to kompletnie nie moja droga, to nie jest dla mnie! Nie mam ani ochoty, ani głowy do prowadzenia swojego biznesu, ale nie oznacza to, że nie jestem zadowolona ze swojego życia zawodowego! Wręcz przeciwnie!

Pracuję sobie od ósmej do szesnastej, mam swoje zadania na dziś i takie na za tydzień, i sobie działam! Czasem spokojnie, bo wiadomo stress szkodzi, a czasem na takim nerwie, że lepiej nie podchodź!

Wracam do domu, zajmuję się  dzieciakami, pisaniem postu czy robieniem kartki, na co tam aktualnie mam ochotę. A jak nie mam na nic, to szybka kolacja, mycie, siusiu i idę spać. 

Pewnie, że czasami przychodzę do pracy i mówię do siebie - "O matko i córko, gdzie ta suka motywacja się znowu schowała?", ale po pierwszym skończonym zadaniu, po drugim, no OK czasem po trzecim, miss motywacja puka nieśmiało do drzwi i mówi - "witam Cię kochana Izabelko, zabalowałam lekutko, ale już jestem". So, let's go!

Nie uierzcie w to, że wszyscy pracujący we własnym biznesie mają jakoś lżej, niż ty. To bajka i jakaś bzdura na resorach. Wręcz przeciwnie, często obserwuję znajomych "na swoim", którzy zapierniczają od świtu do nocy! Nie mają czasu na chorowanie, wakacje czy zwyczajny dzień off, a ja mam - i jeszcze mi za to płacą!

Coraz częściej mam też wrażenie, że tak zwane "slow life", to prosta droga na terapię, a wielu jej propagatorów zapomniało skąd się ten styl wziął. Wcale nie z powolnego życia, a z uważnego i zdrowego jedzenia!
Nie chcę tu uogólniać, spłycać i wykazywać się wiedzą psychologiczną, bo takiej nie posiadam, ale moim zdaniem, nie da się wszystkiego w życiu osiągnąć, działając 3 minuty dziennie, a potem być już tylko slooooowww. 



Mówię szczerze - mnie to odrobinę przeraża! Może dlatego, że ja nienawidzę skrajności!

Lubisz prowadzić szkolenia i jeżdzić po kraju 6 dni w tygodniu - twój wybór, lubisz siedzieć w domu i dziergać sweterki - brawo Ty. Ja lubię pracę na etacie! 

Powiem więcej, nie czuję sie przez to wcale gorzej! 

Więc moje drogie - co kto lubi

Pozdrawiam!







wtorek, 3 marca 2020

W końcu wyszłam - na rower oczywiście


Nie żałuję niczego i chociaż zmarzłam troszku, to w końcu odżyłam.  

Przez 2 miesiące ćwiczę swoje nawyki - czyli przysiady i brzuszki (odpoadły póltora tygodnia temu), zbieram kroczki, każdego dnia, ale nie ma to żadnego porównania z jazdą na rowerze, to po pierwsze, a po drugie nie motywuje, bynajmniej mnie osobiście do niczego - poprostu jest. Żeby była jasność, nawyki - już o tym pisałam, 

TUTAJ

mają nam pomagać i przybliżać do osiągniecia naszego celu, i to zadanie zostało wspełnione w stu procentach. Natomiast jazda na rowerze, tak skutecznie czyści głowę, że choć masakrycznie zmęczona, to zawsze szczęśliwa, wracam do domu - nawet po wywrotce :), a energia mnie wprost rozpiera. 

Rozpisałam sobie plan rowerowania, na marzec i połowę kwietnia, tak by pokonywać nie tylko coraz więcej kilometrów, ale coraz trudniejsze trasy, bo jazda po mieście, to niezupełnie to samo co jazda szosą, wśród pędzących aut. 

TYLKO, że raczej nic z tego nie wyjdzie, kręgosłup mi pęka, nie chce się leczyć i jest naprawdę oporny. Mam problem z 10km, a co dopiero ze 140?

Jeszcze się nie poddaję, ale coraz trudniej mi w to uwierzyć!

Problem z rowerowaniem, o tej porze roku jest taki, przynajmniej w Częstochowie, że jesteś narażona, na każdy, najmniejszy podmuch wiatru, a uwierzcie mi, pizga tu okrutnie

Kiedy szczęście Ci naprawdę sprzyja, wieje w plecy - mnie nigdy, kiedy masz pod górkę, wieje w oczy - mnie zawsze, ale kiedy masz już kompletny niefart wieje Ci z boku - często. 
Z bocznym wiatrem trzeba naprawdę uważać, hamować na każdym zakręcie, zataczać spory łuk i mocno się  trzymać, a jak szczęście dopisze - nie zdmuchnie nas!

W czasie wietrznej pogody, dotkliwiej odczuwamy zimno - tak wiem, nie odkryłam żadnej tajemnicy świata, ale jak połączycie to z pędem roweru, to jest Wam dwa razy zimniej. Na rower nie wyjdziemy w puchowej kurtce, nie ma szans, chyba, że marzy ci sie zapalenie oskrzeli na drugi dzień, ale trzeba koniecznie mieć czapkę i rękawiczki - serio, ręce odpadają z zimna. Wybierając sie na 20 czy 25km, zabierzcie termos z herbatą i czekoladę! Przydadzą się!





wtorek, 25 lutego 2020

Kulinarne przygody - różnorodność i smak


Nie wiem jak u Was, ale mnie już piersi z kurczaka wychodzą uszami. Powiem więcej, zaczynam nie lubieć drobiu. 

Większość z nas narzeka na nieróżnorodność jedzenia na codzień, bo brak czasu, bo brak chęci, bo ..., a przy tym często, wyznaczamy sobie cel - "zdrowe odżywianie", dlaczego? Bo to cel bardzo społecznie akceptowalny i chociaż nie masz żadnego pomysłu, jak go realizować, wchodzisz w niego w ciemno. 

Jak więc zadbać o różnorodność w jedzeniu? 

Zaplanujmy ją!

Bez planu, często tak mam, że odkładam, zapominam, zaprzestaję.  Przez kilka dni udało mi się zabierać do pracy owoce jako przekąskę, ale już po tygodniu zwyczajnie zapomniałam kupić marchewek, więc znowy zjadłam batona albo dwa, chipsów nie lubię! Wkurzyłam się tylko i miałam poczucie winy, czego szczerze nie cierpię. 

Ponieważ tęskniłam za zupami, postanowiłam, że co drugi dzień ugotuję inną zupę - trwało to już 2 tygodnie i szło świetnie, nawet udało mi się zaangażować do pomocy moje dziecko,  nad drugim wciąż pracuję, ale muszę pamiętać, by wracając z pracy, coś na nią kupić. Zapamiętać dla mnie to za mało, więc potrzeba jest wpisania tego w plan dnia. 

Jak już wspomniałam mam tendencję do odkładania na kiedyś - nigdy, a naprawdę zależy mi na tym, by się lepiej odżywiać i urozmaicać posiłki, więc postanowiłam zaopatrzyć się w pomocnika. Na dobry początek, zrobiłam własnoręczny plan posiłków dla naszej rodziny. Nie spodziewałam sie takiego buntu i wrzasków, więć łatwo nie pójdzie, ale się postaram :)

Jeśli pomysł przejdzie i się sprawdzi, zainwestuję w suchościeralny produkt od Pani Swojego Czasu, żeby wciąż nie drukować, a mieć przy tym coś pięknego i funkcjonalnego - https://www.paniswojegoczasu.pl/sklep/suchoscieralny-plan-posilkow-a3-dzungla-dzunglove/

Nie będę mówić oczywistego, czyli - plan posiłków służy do planowania posiłków - bo to oczywista oczywistość, raczej powiem Wam dlaczego warto taki plan mieć:


1. Można zapisać propozycję posiłku na każdy dzień i przygotować jej wstęp już wieczorem poprzedniego dnia - np. przyprawienie mięsa i odstawienie na noc do skruszenia, kiedy w planie są pieczone nóżki. Nie będziemy się też zastanawiać w środę o 13:30, co zrobić na obiad, bo dzieci wrócą za pół godziny

2. W planie mamy miejsce na zakupy - kiedy propozycją II śniadania jest jabłko, a podwieczorek to kisiel z owocami goi - to zakładam, że lista zakupów przyda się wszystkim? Zakupy można zrobić z wyprzedzeniem, np w sobotę, raz a dobrze. 

3. W mojej rozpisce jest też miejsce specjalne, czyli lista zachcianek - gdzie każdy może wpisać swoją propozycję posiłku czy przekąski na kolejny tydzień.

4. Zrobiłam też miejsce na notatki, ale powiem szczerze, że jeszcze z niego nie korzystam. 


Plan posiłków i lista zakupów pozwoli nam też na - niemarnowanie i niepotrzebne niewyrzucanie jedzenia. Zwyczajnie, nie kupisz już 3 opakowań ryb, kiedy ryby nie ma w menu, na ten tydzień i tym samym nie wyrzucisz jej, przeterminowanej oczywiście, do kosza. 

Nikomu nic na siłe kazać nie mogę, ale zachęcam Was do spróbowania takiego planu w Waszych domach. Spodoba się!

Pozdrawiam!

wtorek, 18 lutego 2020

Kulinarne przygody



W konkursie na kucharza roku, zajęłabym z pewnością zaszczytne OSTATNIE miejsce, ale nie zmienia to jednak w ogóle faktu, że zjeść lubię dobrze i różnorodnie.

I o ile z ilością, problemów nie mam, to już różnorodność pozostawia wiele do życzenia i to z dwóch powodów.

Po pierwsze i najważniejsze - nienawidzę gotować, nie robię tego na codzień i jestem najlepszym promotorem hasła - kuchnia to twój wróg, chyba, że są święta - na święta się staram :)

Po drugie, nie mam pomysłów na jedzenie - jadę standardem, też z dwóch powodów, moje dzieci nie jedzą prawie niczego. I o ile jeszcze młodszy chociaż spróbuje, to starszy uznaje tylko drób i mięso mielone :) po drugie mi się nie chce :)

Pamiętacie pewnie moją przygodę z weganizmem? Trwała rok! Zaprzestałam rownież z dwóch powodów. Zwyczajnie zaczęłam się źle czuć, a po drugie, co pewnie miało wpływ na pierwsze, zabraklo różnorodności. 

Z brakiem różnorodności postanowiłam walczyć, ale o tym już za tydzień :)

Jednak nie wszystko u mnie w kuchni leży i kwiczy ... bo tu  nagle, z mgły, wychodzi proszę Państwa, temat deserów i ciast - kocham! 

Pewnie nie jestem tu sama z tym wyznaniem, wiem, ale ja dodatkowo, lubię piec! 

Nie zawsze mi wychodzi, to oczywiste, raz nawet udało mi się przygotować sernik na zimno  niemalże w płynie, ale nie zrażam się i nie poddaję, czego dowodzi fakt, że wspinam się po drabince trudności coraz wyżej. Sięgam gwiazd, jak to powiadają ... czyli na tapecie mam  BROWNIE i CREME BRULEE – bo jak spadać, to z wysokiego konia. A poza tym znudziło mi się wydawanie od 25-30zł w knajpie, bo właśnie do kawy za 5zł, zachciało mi się brownie :)

Mam w domu chyba wszystkie książki z Lidla, oczywiście przepisów na ciasto i deser brak - nie wiem zastrzeżone, czy co? Więc z pomocą przyszedł internet - tam jest wszystko!

Przepisy pochodzą bloga kulinarnego "Domowe wypieki" i linkuje je tutaj: 



Nie było tak źle, a ćwiczenia czynią mistrza. Ciasto wyszło trochę płaskie i troche suche, a browni powinno być  jednak - mokrawe, natomiast krem mógłby być słodszy, ale nic to,  niedługo powtórka z rozrywki. 

Dodatkowo wyszły mi nawet dobre zdjęcia :) Nie jest to mój ukochany dark mood - do tego jeszcze dojdę, ale i tak mi się podobają. 

Pozdrawiam!



wtorek, 4 lutego 2020

Dobre nawyki, czyli habit tracker


Hasło dobra zmiana, nie kojarzy mi się najlepiej, ani nawet dobrze, więc od razu przejdę do rzeczy i szybko dopowiem, że o monitorowanie dobrych nawyków, w moim życiu chodzi.

Samo słowo nawyk - nie kojarzy się nam pozytywnie, zwykle stoi za nim coś złego, niewłaściwego i ogólnie źle postrzeganego - obgryzanie paznokci, dłubanie w nosie czy palenie papierosów. Jednak i dobre nawyki są zwykle w  naszym życiu obecne, trzeba im tylko poświęcić minutkę czy dwie i zastanowić się o jakich to działaniach chciałybyśmy pamiętać codziennie.

Miałam do tego ćwiczenia już kilka podejść i jak to zwykle bywa, na dobrych chęciach się kończyło. 

Nie sprawdzało się zapisywanie w żadnym, nawet tym najlepszym planerze, nie sprawdzały się luźne kartki, nie sprawdzały się przypominacze w telefonie, ani żadne aplikacje, tak się męczyłam aż do stycznia tego roku, kiedy to monitorowanie moich nawyków, w cudnej, a jednak zwykłej, przyznajcie sami, tabelce zawisło nad moim osobistym biurkiem i codziennie wali po oczach. 

Najtrudniej jest zacząć - stara prawda, a jak już coś wymyślimy to zawsze w setkach - też prawda znana. Tymczasem w naszych nawykach, nie o ilość powinno chodzić, a o chęć działania i zmiany, by wyrobić w sobie super skuteczny nawyk in plus - dla nas, naszego zdrowia czy rozwoju.

Więc jak zacząć?

Na początek przemyśl jakie działanie chcesz monitorować - pięć szklanek wody dziennie, branie witamin, a może codzienny spacer? Jeśli chcesz zastąpić stary nawyk - np popołunie przed telewizorem, nowym, dobrym  nawykiem - poobiedni spacer, to zamiast równoważnika zdania, zapisz sobie fajne hasło motywujące, np - aktywne popołudnie! Dobrze by było, by chęć wyrobienia w sobie nowego nawyku, przybliżała nas do wykonania jakiegoś większego celu. Moje przysiady i brzuszki przygotowują mnie na długie godziny na rowerze, a 8000 kroków pozwala utrzymać ogólną kondycję. Więc wybierz na początek 2-3 nawyki i zacznij działać!


Koniecznie je zapisz i umieść, najlepiej w widocznym dla siebie miejscu, tam gdzie codziennie zaglądasz, siedzisz czy stoisz, zapisanie nie pozwala zapomnieć, a niezapominanie w kształtowanie nawyków, jest dość istotne :)
Moje nawyki zapisane są w tabelce, prostej, ale skutecznej, którą mam dzięki byciu klubowiczką w Klubie Pani Swojego Czasu, ale każda tabelka z numerami dni w poziomie i zadaniami w pionie, się sprawdzi!

Nie poddawaj się po pierwszej porażce - jeśli zapomnisz dziś, zacznij jutro od nowa, nie jest to wyścig, ani rywalizacja o złote kalesony, nawyki mają Ci pomóc, a nie dołować, odznaczaj codziennie, każde wykonanie zadanie i bądź z siebie dumna, ewentualnie dumny!

Rób podsumowania - miesięczne, tygodniowe i kwartalne - podsumowania bardzo motywują, bo nic tak nie motywuje do działania, jak już wykonana praca, poza tym podsumowanie pozwoli Ci zauważyć, kiedy masz spadki energii, a kiedy Cię ona rozpiera, to pozwoli zmodyfikować nawyki i umieścić ich wykonywanie w najlepszym dla Ciebie czasie - uwaga sprawdzone! 

Kiedy zobaczę pierwsze efekty? I tu proszę Państwa jednoznacznej odpowiedzi nie ma. Stara szkoła mówi, że po 21 dniach, ale to bzdura! Poważnie! Każda z nas będzie miała inaczej, mnie 21 dni, to dopiero rozkręciło, ale nie pozwoliłabym sobie na niezapisanie nawyków ze stycznia w tabelce na luty, a dni minęło 31. 



A po diabła mi te nawyki? Przede wszystkim po to, by nie jęczeć - o znowy nie poszłam na siłownię, o - znowu zapomniałam o spacerze, znowu i znowu i znowu ... 

Również po to, by wziąć się w garść, bo właśnie minął styczeń, ferwor ustalania celów również gone!  Zapał uleciał, a nasze plany leżą w kącie i płaczą, właśnie między innymi po to! Więc rusz dupę i dziłaj, albo dalej leż na kanapie i płacz!


Pamiętajcie - małymi kroczkami do przodu.

Pozdrawiam!


8 lat bloga nieprzynoszącego żadnych korzyści

  W styczniu 2018 roku, wrzuciłam tu, w nowej przestrzenie blogerskiej, starą straciłam, tak działają bigtechy, nowy post, 8 lat. Wzięłam ud...