niedziela, 2 września 2018

Podsumowanie - wakacyjnych planów 2018


Lato dobiegło końca, czas na podsumowania i zmiany. Kto nie pamięta i nie kojarzy, zapraszam do wcześniejszych publikacji. 
Od września nowe publikacje, tylko w weekend. Obowiązki wzywają! 

Zdjęcie na polu słoneczników Byłam święcie przekonana, że nie uda się zrobić zdjęcia w polu słoneczników, bo gdzież takiego pola szukać? Skorzystałam więc z samosiejki piękny krzaczek. 😊


Jednodniowy spływ kajakowy  z rodzinką  jestem zdania, że należy stawiać przed sobą poważne wyzwania i je spełniać, lub delikatnie modyfikować w zależności od sytuacji.
Wyprawa kajakowa była dla mnie takim  trudnym zadaniem, głównie dlatego, że nie potrafię pływać, więc każda wywrotka kajakiem, jakże nieunikniona w tym sporcie, jest dla mnie ryzykowna, nawet w kapoku. A tu proszę jaka miła i zaskakująca zamiana kajak na rower wodny. Sprzęt stabilny, czteroosobowy, wiec zabieramy się wszyscy. Ja zajmuję miejsce gwiazdy i podziwiam widoki pedałują moi panowie. Serdecznie polecam, cisza, spokój, szum niewielkich fal i ptaki dookoła. Mega!


Rowerowa wycieczka po jednej z 3 Świnoujskich  - w tym roku zamieniliśmy Świnoujście na Unieście, wiec Uznam czy Wolin były nieosiągalne, ale z rowerów nie zrezygnowaliśmy 😊
Dzień mało plażowy, więc postanawiamy wypożyczyć rowery. Koszt stosunkowo niewielki 100zł 4 rowery cały dzień więc jak najbardziej warto! Minimum formalności, miła i profesjonalna obsługa i pierwsze pytanie, które robi na nas ogromne wrażenie Ile państwo potrzebują kasków?


Dzieci wybierają wymarzone i wyśnione, chowające się amortyzatory czyli rowery górskie, podobnie jak mąż, chociaż u niego amortyzatory nie są najważniejsze, na mnie czeka piękna damka dla odmiany z przerzutkami 😊 - ruszamy na trasę.
Drogą nad jeziorem Jamno, przejeżdżamy trasę  Unieście Łazy Unieście Mielno Unieście.
W Łazach skręcamy na plażę. Piękna droga, szerokie wejście, taras widokowy i wąziutka plaża. Prawdziwe zaskoczenie. Przyzwyczajeni do widoku szerokiej plaży w Świnoujściu, którą znamy i kochamy miłością niezmienną, tu lekki szok.

Wieje, nawet porządnie wieje, czerwone flagi zakazujące kąpieli z uwagi na wysokość fal i tzw. cofkę”, czyli cofające się, bardzo silne fale. Morze pięknie wzburzone, puste, rozfalowane cudny widok.


Trasa przyjemna, okolica spokojna choć przeludniona, przejazd przez Mielno, nawet ścieżką rowerową, graniczy z cudem wiadomo wakacje. Wracamy w ogóle niezmęczeni, po podjazdach w Częstochowie wszędzie pod górkę przejazd płaskimi ścieżkami rowerowymi to czysta przyjemność.  W sumie na wypożyczonych rowerach przejeżdżamy 34,8 km, kończymy dzień w barze SUM na pysznej rybce.

Spędzę tydzień lub dwa na czytaniu  - przeczytałam 4,5 z 5 planowanych książek, tylko w czasie pobytu nad morzem 😊, w sumie przeczytałam ich chyba z 10. Uwielbiam czytać! Połowę książki stanowi Spinka nudy na patyku, nie dałam rady, bo nie lubię głupot,  Policjanci ulica też mogłam sobie darować, natomiast seria Pauliny Świst, to zupełnie inna bajka 😊 Obie recenzje dostępne są oczywiście na blogu!


Wszystko sfotografuję zrobiłam mnóstwo zdjęć, teraz je wywołam robiąc piękny kolaż na ścianę z bardzo nietypowymi ozdobami i nie są to wcale muszelki. Pochwalę się nim wkrótce.


Pozdrawiam!

sobota, 25 sierpnia 2018

Rower - super sprawa



Wnioskują z bólu moich pleców, nie tylko mięśnie nóg pracują podczas jazdy rowerem. Prawda!

Jazda na rowerze to najprzyjemniejszy, odkąd mam moje różowe marzenie”, ze znanych mi sposobów na poprawę sylwetki i zrzucenie zbędnych kilogramów, w którym wbrew powszechnej, ale nieprawdziwej opinii o wielkich łydkach, pracują spore partie mięśniowe.

Pamiętać jednak należy - nie uzyskamy żadnych efektów bez regularności, odpowiedniego czasu jazdy i zróżnicowania pokonywanego terenu. Jazda na rowerze, najlepiej codzienna, powinna trwać przynajmniej 30min, po tym czasie organizm zaczyna spalać nadmiar tkanki tłuszczowej. I tak, przy wolnej jeździe ok 15km/h można spalić 150 kcal, natomiast podczas jazdy w terenie górzystym nawet 700 kcal.
Więc jeśli chcesz zgubić parę kilo, przesiądź się z auta na rower!


Zupełnie niepotrzebnie wiele kobiet obawia się rozbudowy mięśni nóg.  Oczywiście,  że najbardziej pracują mięśnie ud i łydek, ale stają się one sprężyste i ładnie zarysowane, a nie jakoś nadmiernie rozbudowane. Nie patrzmy na sylwetki kolarzy, oni trenują siłowo by mieć taką muskulaturę i siłę nóg.

Pedałowanie, przede wszystkim wyszczupla nogi, nadaje im sprężystość i pomaga redukować tkankę tłuszczową na udach, biodrach oraz brzuchu, a przy okazji rzeźbi pośladki! Nie wspomnę już nawet o redukcji cellulitu – wroga wszystkich Pań!
W czasie jazdy na rowerze pracują też mięśnie grzbietu, kręgosłup  i ramiona ... kiedy? ... podczas utrzymywania równowagi.

Przejeżdżam na rowerze, prawie codziennie, 12km – po 6km w 30min – do pracy i z pracy.
Spore odległości tej trasy pokonuję jadąc pod górkę. Co ważne, staram się jeździć interwałami – trzymam tempo szybkie i wolne przemiennie, średnia prędkość 13,5km/h – niestety tu wliczają się też postoje, np. na światłach i spalam przy tym od 166 do 180 kcal. 

Mnożąc to przez 2 uzyskujemy średnio 330 kcal dziennie. Nie jest to może powalający wynik, ale mnie w zupełności wystarcza, a kiedy dorzucę do tego 40min na kijkach, robi się nawet 900 kcal.

Rower, to nie tylko statystyki i pouczenia, to przede wszystkim przyjemność. Dla każdego inna, a dla mnie na przykład, to:

1  Poprawa humoru – podczas jazdy na rowerze wydzielają się endorfiny, czyli hormon szczęścia – przynajmniej u mnie, kiedy biję swoje kolejne rekordy 😊
2  Oszczędność czasu – nie stoję w korkach i nie czekam na autobus. Nie panikuję, że zaspałam, bo mam własny i do tego zdrowy środek lokomocji 😊
3  Oszczędność pieniędzy – w miesiącach rowerowych nie wydaje na żadne bilety, po prostu wszędzie jadę rowerem 😊
4  Ochrona środowiska – jeden samochód na drodze mniej 😊, a przy okazji mogę sobie pozwiedzać 😊

A zatem dziewczęta (i chłopcy) ruszajmy na rower!!!




Pozdrawiam!

sobota, 18 sierpnia 2018

WEGE - minęły 4 miesiące


Niestety złamałam się, tylko jeden raz, ale zawsze … pokonała mnie wakacyjna kiełbaska z grilla.

W poprzednim miesiącu byłam pewna zarówno siebie, jak i wakacyjnej pory roku z warzywami i owocami na wyciągnięcie ręki, ale pewne zapachy i smaki, strasznie trudno pokonać, zwłaszcza jak jest się nieprzygotowanym. A wystarczyło kupić i doprawić cukinie!!!
Nic to, nie poddam się po pierwszym potknięciu, szczególnie, że przekonałam się boleśnie w buncie mojego żołądka potraktowanego po 3,5 miesiąca kiełbachą

Tak też szybko wróciłam na pole niejedzenia mięsa i mam nadzieję, że więcej mi głupoty do głowy nie przyjdą.


Na poprawę humoru, wymyśliłam swój przepis na placki z cukinii … z pieczarkami i cebulką – pycha. Ciasto może najlepiej nie wygląda, ale smak i zapach boski.


Trwam w 5 miesiącu wegetarianizmu z coraz większą świadomością swojego organizmu i jego potrzeb i blokad, czyli, jak mówią mądrzy ludzie z fazy „WOW - HURA” 😊 wchodzę powoli w fazę „ZEN – spokój umysłu”, by kiedyś, KIEDYŚ osiągnąć stan „BUDDY” 😊


W ten oto sposób, dojrzałam do pewnych postanowień:

 1. Wracam do codziennego liczenia kalorii dla wszystkich 5 posiłków, kiedy tego pilnowałam, nie miałam kłopotów z wagą, a wręcz przeciwnie chudłam regularnie co miesiąc, teraz też co miesiąc regularnie – tyję

2. Odstawiamy makarony – jasne, jest to najszybsze danie ever, ale ziemniaki mają dużo mniej kalorii – ok.70kcal w 100g, gdzie makaron ma w 100g aż – 196kcal i przygotowuje się je równie szybko – zapiekanka 😊

3. Więcej ryżu jaśminowego – tylko 116kcal w 100g, a to jest jeden woreczek, który ja mam na dwa obiady czyli 58kcal 😊

4. Inwestujemy w orzechy włoskie – 4g – 27kcal i migdały - 15g – 87kcal – garstka dziennie dostarcza dzienną dawkę zapotrzebowania na nienasycone kwasy tłuszczowe, a przy okazji pozwalają na spalanie tłuszczu, szczególnie tego najgorszego – opony 😊

 5. Nie odpuszczam jajek – źródła witaminy A, D, E, z grupy B, żelaza, fosforu, selenu, cynku, wapnia i magnezu – również cudnego spalacza tłuszczu szczególnie dla aktywnych, a 12km dziennie na rowerze to aktywność prawda? 😊

6. Wypijam przynajmniej 2 kubki zielonej herbaty dziennie, ma ona właściwości oczyszczające, a na wodę z cytryną nie mogę już patrzeć

7. Codziennie na jeden posiłek – dowolny – jem owsiankę z mlekiem kokosowym.


Nie sądzę by efekty pojawiły się już 1-go września, ale spróbować warto.

Pozdrawiam!

czwartek, 26 lipca 2018

Plaża i jej dobrodziejstwa, czyli wakacje, wakacje…


Niezależnie od pogody, nastoju i rodzinnych kłótni o to, gdzie jedziemy na wakacje i tak lądujemy nad morzem 😊

I dobrze, bo wakacje trzeba spędzić na plaży!!! Bezwarunkowo i bezdyskusyjnie.

Nad morze warto jeździć z wielu powodów, opowiem Wam o niektórych z moich własnych.

Najważniejsza z ważnych rzeczy to wakacyjne bycie razem. Czas spędzony na plaży, gdzie nie odbieramy telefonów i nie myślimy o codzienności pozwala na swobodne szaleństwo w wodzie, zwyczajne rozmowy, gry towarzyskie, spacery, czyli sprzyja zacieśnianiu więzi.

Kolejnymi argumentami są   spokój i ukojenie nerwów nigdzie tak się nie odprężam jak na plaży. Nic mi nie przeszkadza ani parawany, ani telefony, ani tłumy ludzi oczyszczam się z wszelkich myśli, ładuje akumulatory i wewnętrzny silnik na kolejny rok, a właściwie pół roku tak do ferii, totalny reset na ciepłym piaseczku z szumem fal w tle.

Kolejne najważniejsze uroda nic tak nie działa na urodę jak spokój ducha. Zrelaksowana i wypoczęta skóra, naturalna opalenizna i rozświetlone oczy, to kwintesencja urody i ładnego wyglądu. Poza tym kąpiele w morzu pomagają w rozciągnięciu mięśni i ogólnemu odprężeniu. Nie zapominajcie o tym, iż sztormowa pogoda nie jest przeszkodą dla spacerów, lepiej wtedy spacerować po plaży niż siedzieć w pokoju, czyste powietrze czeka!

Niemniej ważny powód to oczywiście zdrowie, a dokładnie dobroczynny wpływ jodu na nasz układ odpornościowy oraz wspomaganie w walce z alergiami. Wyjazd z zatłoczonego miasta do raju bez spalin, a przynajmniej ograniczoną ich emisją, musi mieć dobroczynny wpływ na nasze zdrowie, nawet jeśli tylko leżymy na piasku.


Chociaż kolejną rzecz wymieniam na końcu, dla mnie mogła by znajdować się na samym początku tego wpisu  uwolnienie od wszelkich domowych obowiązków, a w szczególności ucieczka od gotowania. Moja sytuacja i tak nie jest najgorsza, bo na co dzień gotuję tylko sobie moje wegetariańskie postanowienie i robię to co drugi dzień, ale i tak się z tego cieszę, więc dla kogoś, kto robi to codziennie, będzie to prawdziwa laba! 😊

Pozdrawiam!

piątek, 6 lipca 2018

Wege na wakacjach – 3 miesiące za mną!

Zaczynam swój czwarty wegański miesiąc, a lato, to jednak najlepsza pora na niejedzenie mięsa. Łatwa i prosta dostępność owoców i warzyw, czyni nasze życie dużo prostszym. Poza tym sprzyja nam też temperatura, kiedy jest gorąco, nie potrzebujemy kalorycznych posiłków i nie tęsknimy za mięsem.


Zjadłam już swojego pierwszego wegetariańskiego hamburgera, pizza wege to żadna nowość, więc nawet na wakacje, czas lenistwa i zarzucania wszelkich postanowień, czekam pełna optymizmu.
Zauważyłam też, że nie wszystkie posiłki muszę jeść na ciepło. Kolorowa sałatka z chilli i imbirem przyjemnie rozgrzewa od środka, szczególnie przełyk 😊, w zupełności mnie nasyca i daje energię na kolejne godziny.


Miewam załamania kiedy wszyscy krzyczą idziemy do Maka, wtedy zajadam ciastko sezonowe z lodem i też nie jest źle 😊
Chociaż - nie wiem czy to magia 3-ki, wszystko mi z trudem przychodzi na po trzech dniach, tygodniach, miesiącach, czy jakiś inny diabeł, ale właśnie odczuwać zaczęłam chęć na kurczaka. 😊 Oczywiście, że się nie poddaję, ale myśli kuszące są! 😊

I najważniejsze - wreszcie wiem gdzie kupić tofu!!!

Pozdrawiam!

piątek, 22 czerwca 2018

Travel Jurnal – warsztaty scrapbooking’owe w Katowicach


Od czasu obejrzenia pierwszego tutorialu z serii Jak to jest zrobione scrapbooking oraz  jak powinny wyglądać pierwsze zakupy, zamarzyłam sobie udział w warsztacie, gdzie podobne do mnie pasjonatki dzielą się wiedzą i pomysłami na papierowe cuda.

Jak zamarzyła tak zrobiła! 2 czerwca 2018 pojechałam na warsztatu scrapbookingowe do Katowic -  nie będę narzekać, że miejsce spotkania było na drugim końcu miasta. 😊

Sam warsztat był po prostu SUPER!!! Zorganizowany przy pomocy i wsparciu Craft Oclock, a prowadzony przez Asię Rybę z Co ja narobiłam Joanna Ryba. Już sama prowadząca zachęcała do udziału!!!

A, co najważniejsze, nauczyłam się, nowej dla mnie, techniki łączenia okładek  dzięki czemu, w końcu wychodzi mi każde łączenie bardzo równo. 

Miałam okazję używać nitownicy i nitów, fanką nie zostanę pewnie, ale przynajmniej mam pogląd co do zaplanowania wydatków na nią 😊
Tak prezentuje się mój TRAVEL JURNAL. 



Cel został osiągnięty, w przyszłym roku wybiorę się na podobny warsztat - album??? 

Pozdrawiam!

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Trwam i się uczę - rodzaje wegetarianizmu


W FB-owej grupie – Wegetarianie Polska, z której się właśnie wypisałam – spotkałam się niedawno z wpisem, w którym Pani poruszyła problem wege-terroryzmu. Zauważyłam ten fakt już jakiś czas temu, brakowało mi tylko słowa, żeby go dobrze opisać.

Na czym polega – wege-terroryzm?

Głównie na wyśmiewaniu wszystkich, którzy nie są weganami. Jeżeli tylko ktoś publikował coś z serem, twarogiem, jajkami, leciał na niego niemiłosierny wręcz hejt. LUDZIE,  przecież wegetarianin, to nie to samo co -  weganin!?

Poszperałam wiec trochę i tak oto odkryłam, że większością ludzi kieruje zwykła niewiedza. A jak wiadomo Ignorantia legis non excusat – nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem!
Zanim więc wylejesz na kogoś wiadro pomyj w Internecie czy gdziekolwiek indziej, doucz się!

Słowo wegetarianizm pochodzi z języka łacińskiego - „vegetare” (= rosnąć, kwitnąć) lub. „vegetus” (= świeży, pełen życia, zdrowy). 
Pełen życia, nie jest tu przytaczany bezpodstawnie, jak wiadomo wegetarianom przyświeca też filozofia życiowa, w której zwierzęta nie mogą stanowić pokarmu, gdyż wiąże się to z pozbawianiem ich życia.
Jak w każdej filozofii, tak i w wegetarianizmie mamy kilka rodzajów – „niejedzenia poprzez niezabijanie”, a co się z tym wiąże, pewne skrajne do tego podejście.

Najmniej restrykcyjną formą wegetarianizmu jest – LAKTO-OVO wegetarianizm zakładający tylko i wyłącznie rezygnację ze spożywania mięsa.
Jest to forma wege bardzo często stosowana w czasie przejściowym, kiedy to nie rezygnujemy z odzwierzęcego nabiału -  jaj, sera, mleka, śmietany czy jogurtów oraz miodu. W tym przypadku, nasza stara dieta nie ulega radykalnej zmianie, nie musimy się przejmować niedoborem witaminy B12, za to powinniśmy pomyśleć o dodaniu do diety produktów z dużą zawartością żelaza – np. fasolki szparagowej, natki pietruszki, szpinaku, moreli czy truskawek.

I ja właśnie znajduję się w tej grupie, z powodzeniem już dwa miesiące.  Jem ryby i owoce morza, sery, jajka, śmietanę i jogurty, o mleku już nie mówiąc.


Ciut wyższy stopień wtajemniczenia, to LAKTO- WEGETARIANIZM. Od powyższego różni się tylko tym, iż wyklucza z diety jajka oraz ryby i owoce morza. Zapytacie – co to za różnica z tymi jajkami. Nie wiem, ale wydaje mi się, iż wiąże się to bezpośrednio z ochroną życia kurczaków płci męskiej, które jako nieprzydatne w nadmiarze, są po prostu zabijane.

Kolejnym krokiem jest - OVO-WEGETARIANIZM - dieta, która z produktów zwierzęcych dopuszcza spożywanie jedynie jajek. Trochę dziwne jak dla mnie! Szczególnie z punktu widzenia ochrony kurczaków.

Najwyższym wegetariańskim, znanym mi wtajemniczeniem jest - WEGANIZM (wegetarianizm restrykcyjny) – który zakłada całkowitą rezygnację ze spożywania wszelkich pokarmów pochodzących od zwierząt. Nabiał i jaja, to oczywistość, ale rezygnujemy też z galaretek zawierających żelatynę, żelek czy też miodu.
Weganie restrykcyjni nie używają kosmetyków odzwierzęcych czy też testowanych na zwierzętach, nie ubierają się w żadne odzwierzęce formy ubrań – skóry, futra itd.
Spotkałam się jeszcze z trzema innymi formami wegetarianizmu, ale przyznam się szczerze, że słyszę o nich po raz pierwszy w życiu i nie znam nikogo, kto żył by w oparciu o takie reguły.
WITARIANIZMpolega na spożywaniu produktów świeżych, surowych. Maksymalna temperatura „gotowania”, to 40 stopni Celsjusza – niewyobrażalne!
FRUTARIANIZM - najbardziej zaostrzona forma wegetarianizmu, ponieważ osoby go stosujące nie jedzą również żadnych owoców i warzyw, których zjedzenie zabiłoby roślinę – sałata!
SEMIWEGETARIANIZM – który zakłada jedzenie wyłącznie drobiu lub wyłącznie ryb i owoców morza.
Jak dla mnie, OVO-WEGETARIANIZM, to ostatni krok, do którego mogłabym dojść, ale póki co, nie jestem na to gotowa. Na razie cieszę z mojego dotychczasowego wyniku – 2 miesiące!
Pozdrawiam!

sobota, 16 czerwca 2018

Międzynarodowy Dzień Dziecka Afrykańskiego



Wiedzieliście o tym?

Za Wikipedia:

Dzień ten przypomina masakry dzieci w Soweto koło Johannesburga w RPA, dokonane w r. 1976 przez tamtejszy reżim rasistowski, gdy tysiące dzieci murzyńskich wyszło 16 czerwca na ulicę w proteście przeciw niskiemu poziomowi edukacji i żądając prawa do nauki w swoim języku. Policja zastrzeliła wtedy wiele chłopców i dziewcząt, a w ciągu kolejnych dwóch tygodni zajść zabiła w sumie ponad sto osób, a ponad tysiąc zraniła.

W tym dniu wiele organizacji, np.:  Unia Afrykańska w zespół z organizacją UNICEF-u organizuje w wielu krajach przeróżne akcje, które kwestują na rzecz dzieci w Afryce.
Jeśli jednak w Waszej okolicy nic się nie dzieje, wejdźcie tu - https://www.dobroczynne24.pl lub https://www.unicef.pl/Prezenty-bez-pudla , wybierz kraj do którego popłyną Twoje pieniądze i kup coś oryginalnego – CEGIEŁKĘ NA PODRĘCZNIKI!!!
Warto też posłuchać staroci, by zrozumieć, że dobro nie umiera.

https://www.youtube.com/watch?v=Zi0RpNSELas&list=RDZi0RpNSELas&start_radio=1

Ponad połowa społeczeństwa afrykańskiego to analfabeci, a w wielu afrykańskich krajach wciąż nie ma obowiązku edukacyjnego, a właśnie edukacja jest jedyną drogą do lepszego jutra dla wielu ludzi. Nauka w Afryce, to nie tylko nauka pisania i czytania, to przede wszystkim nauka nawyków higienicznych, ochrony zdrowia, zapobiegania AIDS. To żmudna walka z przekonaniami dorosłych, że dzieci to nie tania siła robocza, to mali ludzie.
nie bądźmy europejskimi, zapatrzonymi w wygody snobami! Pomagajmy!

Watro pomagać! Dobro powraca!
Pozdrawiam!

poniedziałek, 11 czerwca 2018

„Martwiąc się opinią innych, stajesz się ich więźniem” – Lao Tzu.


Dzisiejszy tytuł, to jedno z prawdziwszych zdań jakie ostatnio przeczytałam, też tak macie? 

Ja niestety, czasami jestem bardzo na takie sugestie podatna, walczę z tym, staram się sobie mówić - bagatelizuj, nie przejmuj się głupimi ludźmi, ale nie zawsze wychodzi.

Nie wynika to z braku pewności siebie, bo akurat tego mi nie brakuje, umiem o siebie zawalczyć, upomnieć się o swoje i wygrać. Nie robię tego codziennie, ale w „kaszę dmuchać” sobie nie pozwalam.  I nagle, czasem, nie wiem jak i czemu, może na skutek słabszego dnia, bo przecież i „Musollini czasem musi odpocząć”, czy też spadku nastroju, odczuwam takie zaczepki bardzo głęboko i długo je przeżywam. 

Ciężko jest przyjąć krytykę – każdemu bez wyjątku.
I chociaż konstruktywna krytyka, pcha nas do działania – każdego bez wyjątku, pozwala spojrze3ć ma siebie z dystansem - każdemu bez wyjątku, to chamska, krzywdząca opinię na nasz temat, powala nas na kolana.

- Ale z Ciebie matka …

- Jaka?

- No właśnie taka!

Zamiast słowa „matka” można wstawić cokolwiek innego – lekarka, pielęgniarka kobieta, specjalistka, koleżanka itd.

Ten „ktosiek” nie wie do końca co jest w nas złe, co można by poprawić, zmienić, ulepszyć, ale musi się przyczepić, po prostu musi, bo nie byłby sobą.

Wtedy nieszczęśliwie uruchamia się nasza wyobraźnia i zaczynamy rozmyślać, rozdrabniać, pochylać się nad idiotą, a przez to stajemy się więźniem jakiegoś bezmózgowca. 

Nieświadomie zamykamy się w kręgu czarnych myśli, rozpamiętywania i rozdrapywania ran. W ten sposób tracimy energię i zapał do wszystkiego, co tej pory sprawiało nam radość.

Nie dajmy się!
Walczmy o swoje i nie poddawajmy się głupocie. Jeśli się coś, komuś nie podoba, to niech przestanie nas zauważać, rozmawiać z nami, przebywać w naszym cennym towarzystwie. Takich ludzi z naszego otoczenia należy się  jak najszybciej pozbyć.
Nie jest to łatwe, oczywiście, że nie, ale kiedy uświadomimy sobie, że w naszym otoczeniu jest ktoś taki, to już mamy połowę sukcesu, bo każda wypowiadana przez nią / niego opinia na nasz temat będzie porządnie filtrowana przez mózg i ... nie będzie przez niego zapamiętywana, tzw. „jednym uchem weszło, drugim wyszło”. 
Stosuję tą metodę od kilku lat, z większym lub mniejszym skutkiem i chociaż wciąż można mnie zranić, już nie daję się zamknąć w „więzieniu” złożonym ze słów i opinii ludzi, na których mi nie zależy, którzy pojawiają się w moim życiu na chwilę i których z łatwością mogę z niego wyrzucić.

Wam też tego życzę!

Pozdrawiam!

poniedziałek, 4 czerwca 2018

WEGE – to już dwa miesiące!

Niemożliwe stało się wykonalne, właśnie skończyłam drugi miesiąc bezmięsnego życia.
A! jest to jedna z niewielu rzeczy w moim życiu, których nie rozplanowałam w żaden sposób. Dopiero teraz, kiedy przekonuję się do diety bezmięsnej i czuje, i widzę jej efekty, mam jakieś plany na wytrwanie.
W pierwszym miesiącu musiałam się wiele nauczyć i to od razu, na już np. nie zostawiaj jedzenia przypadkowi, bo będziesz głodna! Teraz regularnie gotuję, co prawda co drugi dzień, ale w szczegóły nie wnikajmy, wiec nie muszę pożerać pustych kalorii by się zapchać.
W drugim miesiącu dopracowywałam niektóre szczegóły, np. zauważyłam, że najtrudniejszym posiłkiem do wykombinowania jest śniadanie!

Nie mam na nie za wiele czasu, wiec kiedy nie ma czegoś na już, po prostu nie jem. A to nie dobrze! Długo szukałam pomysłów, w końcu doszłam do wniosku, że doskonałym rozwiązaniem są różnego rodzaje pasty do chleba, które mogą pobyć w lodówce nawet 2 dni i zawsze są pod ręką:


 - jajeczna prościzna, i jest zdecydowanie moim numerem 1!
 - z awokado łatwa,
 - z soczewicy już się trzeba napracować, ale dałam radę 😊

A kiedy dorzucimy do tego sałatkę warzywną lub owsiankę z mlekiem kokosowym i malinami na zimno okropna, więc korzystam z mikrofali i po minucie jest po prostu wyborna, mamy propozycję śniadań na cały tydzień.


Wiosną i latem uwielbiam pomidory w śmietanie im zimniejsze tym lepsze, wiec mogę je przygotować wieczorem.


Jajecznica dla tych, którzy jedzą produkty odzwierzęce czyli dla mnie, ale jest osiągalna tylko w weekend 😊
Z kolacją jest już łatwiej, bo po pierwsze więcej czasu na jej przygotowanie, a po drugie jej nie jem 😊
Niezmiennie i nieodwołalnie jedzenie musi sprawiać mi przyjemność, jak zresztą wszystko co robię, inaczej szybko się zniechęcam.

Zaczynam trzeci miesiąc i powoli dojrzewam do własnych przepisów, oryginalny miał jak dla mnie zbyt wymyślną recepturę, więc moje pierwsze kotleciki z soczewicy wykombinowałam sama pycha!



Pozdrawiam! 

8 lat bloga nieprzynoszącego żadnych korzyści

  W styczniu 2018 roku, wrzuciłam tu, w nowej przestrzenie blogerskiej, starą straciłam, tak działają bigtechy, nowy post, 8 lat. Wzięłam ud...