Dzisiejszy tytuł, to jedno z prawdziwszych zdań jakie ostatnio
przeczytałam, też tak macie?
Ja niestety, czasami jestem bardzo na takie sugestie podatna,
walczę z tym, staram się sobie mówić - bagatelizuj, nie przejmuj się głupimi
ludźmi, ale nie zawsze wychodzi.
Nie wynika to z braku pewności siebie, bo akurat tego mi
nie brakuje, umiem o siebie zawalczyć, upomnieć się o swoje i wygrać. Nie robię
tego codziennie, ale w „kaszę dmuchać” sobie nie pozwalam. I nagle, czasem, nie wiem jak i czemu, może
na skutek słabszego dnia, bo przecież i „Musollini czasem musi odpocząć”, czy też spadku nastroju, odczuwam takie
zaczepki bardzo głęboko i długo je przeżywam.
Ciężko jest przyjąć krytykę – każdemu bez wyjątku.
I
chociaż konstruktywna krytyka, pcha nas do działania – każdego bez wyjątku, pozwala spojrze3ć ma siebie z dystansem - każdemu bez wyjątku, to chamska, krzywdząca opinię na nasz temat, powala nas na kolana.
- Ale z Ciebie matka …
- Jaka?
- No właśnie taka!
Zamiast słowa „matka” można wstawić cokolwiek innego –
lekarka, pielęgniarka kobieta, specjalistka, koleżanka itd.
Ten „ktosiek” nie wie do końca co jest w nas złe, co można by
poprawić, zmienić, ulepszyć, ale musi się przyczepić, po prostu musi, bo nie
byłby sobą.
Wtedy nieszczęśliwie uruchamia się nasza wyobraźnia i zaczynamy
rozmyślać, rozdrabniać, pochylać się nad idiotą, a przez to stajemy się więźniem jakiegoś bezmózgowca.
Nieświadomie zamykamy się w kręgu czarnych myśli,
rozpamiętywania i rozdrapywania ran. W ten sposób tracimy energię i zapał do
wszystkiego, co tej pory sprawiało nam radość.
Nie dajmy się!
Walczmy o swoje i nie poddawajmy się
głupocie. Jeśli się coś, komuś nie podoba, to niech przestanie nas zauważać,
rozmawiać z nami, przebywać w naszym cennym towarzystwie. Takich ludzi z
naszego otoczenia należy się jak najszybciej pozbyć.
Nie jest to łatwe,
oczywiście, że nie, ale kiedy uświadomimy sobie, że w naszym otoczeniu jest ktoś
taki, to już mamy połowę sukcesu, bo każda wypowiadana przez nią / niego
opinia na nasz temat będzie porządnie filtrowana przez mózg i ... nie będzie
przez niego zapamiętywana, tzw. „jednym uchem weszło, drugim wyszło”.
Stosuję tą metodę od kilku lat, z większym lub mniejszym
skutkiem i chociaż wciąż można mnie zranić, już nie daję się zamknąć w
„więzieniu” złożonym ze słów i opinii ludzi, na których mi nie zależy, którzy
pojawiają się w moim życiu na chwilę i których z łatwością mogę z niego
wyrzucić.
Wam też tego życzę!
Pozdrawiam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz