Niemożliwe stało się wykonalne, właśnie skończyłam drugi miesiąc bezmięsnego życia.
A! jest to jedna
z niewielu rzeczy w moim życiu, których nie rozplanowałam w żaden sposób. Dopiero teraz, kiedy przekonuję się do diety bezmięsnej i czuje, i widzę jej efekty, mam jakieś plany na wytrwanie.
W pierwszym miesiącu musiałam się wiele nauczyć i to od razu, na już – np. nie zostawiaj
jedzenia przypadkowi, bo będziesz głodna! Teraz regularnie gotuję, co prawda co drugi dzień, ale w szczegóły nie wnikajmy, wiec nie muszę pożerać pustych kalorii by się zapchać.
W drugim miesiącu dopracowywałam niektóre szczegóły, np. zauważyłam, że najtrudniejszym posiłkiem do wykombinowania jest … śniadanie!
Nie mam na nie za
wiele czasu, wiec kiedy nie ma czegoś na już, po prostu nie jem. A
to nie dobrze! Długo szukałam pomysłów, w końcu doszłam do wniosku, że doskonałym rozwiązaniem są różnego rodzaje pasty do
chleba, które mogą pobyć w lodówce nawet 2 dni i zawsze są pod ręką:
- jajeczna – prościzna, i jest
zdecydowanie moim numerem 1!
- z awokado – łatwa,
- z soczewicy – już się trzeba napracować, ale dałam radę 😊
A kiedy dorzucimy
do tego sałatkę warzywną lub owsiankę z mlekiem kokosowym i
malinami – na zimno okropna, więc korzystam z mikrofali i po minucie jest po
prostu wyborna, mamy propozycję śniadań na cały tydzień.
Wiosną i latem uwielbiam pomidory w śmietanie – im zimniejsze tym lepsze, wiec mogę je przygotować wieczorem.
Jajecznica – dla tych, którzy jedzą produkty odzwierzęce – czyli dla mnie, ale jest osiągalna tylko w weekend 😊
Z kolacją jest już łatwiej, bo po pierwsze więcej czasu na jej
przygotowanie, a po drugie jej nie jem 😊
Niezmiennie i
nieodwołalnie jedzenie musi
sprawiać mi przyjemność, jak zresztą wszystko co robię, inaczej szybko się zniechęcam.
Zaczynam trzeci
miesiąc i powoli dojrzewam do
własnych przepisów, oryginalny miał jak dla mnie zbyt wymyślną recepturę, więc moje pierwsze
kotleciki z soczewicy wykombinowałam sama – pycha!
Pozdrawiam!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz