poniedziałek, 13 lipca 2020

Tegoroczne wakacje


Plany tegorocznych wakacji napawały mnie tylko i wyłącznie bezsilnością i złością! Czemu tak się działo, to chyba nikomu tłumaczyć nie trzeba - niestety!

Marzyliśmy o wyjeździe na Chorwację z naszymi przyjaciółmi, a jeszcze 3 tygodnie temu nie wiedzieliśmy, czy w ogóle ruszymy z wielkiego miasta, gdzieś dalej niż park za domem. 

Koniec końców udało się i spędzimy 2 tygodnie w domku, w lesie, nad jeziorem i z dala od ludzi mamy nadzieję. Będzie basen na wyłączność, rowery, spacery, ognisko i co tam dusza zapragnie. A mimo wszystko w duszy mi nie do końca, wszystko gra!

Teraz, już po czasie zamknięciu w domu, ze zniesionym zakazem wychodzenia, ale wciąż z dużą dozą ostrożności wobec bliższych kontaktów z obcymi ludźmi, dopiero teraz w pełni docenić można wolność, co? 

I jakbym nawet dodała, tą wolność przez duże W. 

Jak to jest strasznie przykro, kiedy nie możesz wyjechać gdzie chcesz, tak zwyczajnie kupić bilet i wio, kiedy nie pójdziesz, ot tak z głupia frant, do kina z dziećmi, kiedy nie wejdziesz do sklepu, bo już właśnie jest tam sześć innych osób, kiedy patrzysz podejrzliwie na każdą osobę bez maski na twarzy.  Teraz dopiero docenić możemy w jakich extra czasach żyjemy. A właściwie żyliśmy! Myślę, że po pandemii świat już nie będzie taki sam, niestety. 

Dziś pierwszy dzień po wyborach prezydenckich! Jestem naprawdę przybita wyborem 51% Polaków, mega kuźwa wściekła! Ja wiem, że nie było na kogo głosować, tak naprawdę ścierają się tylko dwa ugrupowania, a silnej lewicy to już w życiu w tym kraju nie będzie, ale może choć odrobinę rozsądku by obywatel wykazał? By choć odrobinę ograniczyć możnowładztwo jednej osoby, bo to jak wiadomo żaden premier nie rządzi, żaden prezydent, tylko jeden mały ludek z przerośniętym ego!

Tak podzielonego społeczeństwa to jeszcze w tym kraju nie było, a czeka nas niestety 5 kolejnych lat walki i sporów. 

A ponieważ jest to mój blog, będę na nim wyrażać każdą moją opinię!

Na zakończenie dodam, że zobaczymy się i usłyszymy we wrześniu. Życzę wszystkim Wam kochani udanych wakacji, dużo odpoczynku, luzu i dystansu do siebie i innych. 

Pamiętajcie im więcej macie w dupie, tym dłużej żyjecie!

Pozdrawiam!

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Polecajki czerwca


Ostatnio, tak mi się o uszy obiło, że ja to tylko książki polecam :) Nie, nie tylko! I dziś, po raz kolejny to udowadniam.

Dziś to najchętniej poleciłabym farby do ścian i sufitów, bo właśnie zaczęliśmy malowanie mieszkania, no dobra - bądźmy szczerzy, właściwie Szymon zaczął z Kubą, no ale i mnie to nie minie zupełnie. Jednak nie o tym dziś mowa będzie. 

Zapraszam.

📍 Aparat - Nicon, tak zwane lustro,  dostałam w prezencie od męża, teraz latam jak wariat zwariowany po krzakach - jutro zapraszam na mój IG - https://www.instagram.com/izabela19758/, chociaż i na facebookowym fun page, też zdjęcie będzie, alejkach i innych podejrzanych miejscach i wszędzie strzelam foty. Nie idzie jeszcze jakoś super i nie noszę się z zamiarem zmiany zawodu i  wciąż doczytuję jak robić fajne kadry, szczególnie w Kobiecej Foto Szkole - polecam, jak ktoś nie zna, chociaż osobiście, nie wiem jak można jej nie znać? 
Ja rozumiem oczywiście, że większość z Was nie ma potrzeby zakupu takiego aparatu i wiekszość z nas ma najprawdopodobnie duzo lepszy aparat w telefonie, ale ja o takim zwyczajnie marzyłam. 


📍 Namiot bezcieniowy - zakup mój własny już, szczególnie polecany, kiedy za oknem buro i ciemno, a Ty na teraz, zaraz musisz mieć fotkę - czegoś! I słowo klucz, to, właśnie to coś, do pstryknięcia, bo dziecka tam raczej nie umieścisz! No chyba, że się jakoś ciekawie składa, niemalże jak sam wspomniany namiot. Powiem, że bardzo ułatwił mi życie i moje "fotografowanie", szczególnie moich kartek i innych prac wszelakich, bo nie muszę latać po mieszkaniu, rozkładać tła, szukać światła itd. Teraz mam wszystko w jednym miejscu. Porządeczek, oszczędność czsu i wygoda, to dla mnie priorytety numer "one".



📍 Strona laski z UK - i to jest wszystko mówiąca plecajka :)  Znalazłam super stronę na YT, gdzie kobieta w posób przystępny i szybki - to dla mnie mega ważne, bo czasu mam niewiele, pokazuje jak wyjść ze swojej strefy komfortu przy tworzeniu baz do kartek. Większość z nas przyzwyczajona jest do kartek w prostokącie, czy ewentualnie kwadracie, takie kartki dostajemy i co za tym idzie, takie kartki najczęściej powstają. A tu proszę! Niespodzianka! 

📍 Godzina dziennie - codziennie - usłyszałam to zdanie w podcast'cie PSC (Pani Swojego Czasu) i bardzo zapadło mi zarówno w serce jak i głowę. Kiedy wciąż słyszę, jak to nie mamy czasu na nic, to mi się nóż w kieszeni otwiera, bo naprawdę wystarczy 15min, żeby mieć w życiu fajne efekty ... czego tylko zechcecie. Oczywiście 15min i godzina są umowne, każdy na inny kontekst w życiu i nie każdym ma godzinę, by ją przeznaczyć na jedną tylko rzecz, ale u mnie, a przerabiam teraz właśnie kurs - na razie nic nie zdradzę, ale efekty pewnie same wpadną Wam w oczy, wyznaję właśnie tą zasadę - godzina dziennie codziennie i wiecie co? Działa. Naprawdę!

Pewnie, nie każda z moich polecajek przyda się wszystkim, ale może zainspiruję, chociaż jedną osobę?

Pozdrawiam!

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Czego się boję



Ostatnimi czasy dochodzę do wniosku, że co poniektórzy ludzie czytają w moich myślach :) 
Bo otóż, od dłuższego już czasu, chodzi za mną post, o tym czego się boję. A tu właśnie z największą przyjemnością, odsłuchałam podcast Joasi Tu_Okuniewska, o tym samym tytule. Miało być mrocznie i poważnie, ale nie od tego jest blog, prawda? Więc będzie, ot tak, po mojemu!

Moj kontekst i moje życie, jest totalnie inne niż Joanny, jeśli chcecie ją bliżej poznać, lećcie na Spotify, nie czuje się upoważniona, by tu o tym dyskutować, więc i moje "boję się", jest zupełnie inne niż Joanny i pewnie totalnie inne niż Wasze. A im dłużej o tym myślę, tym mniej rzeczy, strasznych rzeczy w moim życiu, przychodzi mi do głowy. Ja jestem chyba kompletnie odjechana, ewentualnie kompletnie głupia, ale ja generalnie niewielu rzeczy się boję. Dzieje się tak pewnie dlatego, że ja taki najgorszy strach, ale taki najgorszy strach, już znam od wielu, wielu lat i go zwyczajnie oswoiłam! Pokonałam, a na koniec kompletnie z mojego życia wyeliminowałam.  Ale nie o wynurzeniach dziś będzie. 

A więc, (tak, wiem, nie należy zaczynać zdania od a więc) nie mam napadów lękowych, nie siedzę i nie rozkminiam, że ktoś mnie oceni tak, a nie inaczej i jeszcze podzieli się tym odkryciem na messangerze z koleżanką, mam to kompletnie gdzieś, znaczy w dupie. Oczywiście, że nienawidzę, jak mnie ktoś krytykuje, obgaduje czy ocenia, ale się tym nie zamartwiam i się tego jakoś specjalnie, nie boję, bo cóż się może najgorszego stać, kiedy ktoś mnie oceni źle? Mogę mu ewentualnie nawstawiać i pożegnać z moje życia, ot tam wielkie halo!
Nie boję się, że popełnię błąd, oczywiście, że staram się je przewidzieć i zawczasu usunąć, ale nie myli się tylko ten, kto nic nie robi, to prawda stara jak świat i jej należy sie trzymać. 
Niektórych rzeczy się wstydzę, ale to nie jest strach :)

Coś tam jednak, w zakamarkach duszy znalazłam ...

🍀boję się o zdrowie moich dzieci - kiedy pomyślę, że coś, cokolwiek mogłoby im się stać, ściska mi się żołądek i łzy stają w oczach, u mnie to podchodzi chyba pod rodzaj lęku somatycznego, tzn. reaguje na niego, strach znaczy, cały mój organizm - mam ból brzucha, ból głowy, roztrzęsienie i rozregulowanie ciała. Otrząsam się z niego i tłumaczę sobie, że przecież dzieci się przewracają, nabijają sobie guzy, czasem nawet łamią ręce, ale to się wszystko leczy. Czasem działa, czasami, nie!
Nie jestem toksycznym rodzicem, moje dzieci wychodzą same z domu, a właściwie wychodziły przed 12343456767543 dniem pandemii, na podwórko, odwiedzały kolegów, chodzili i wracali sami ze szkoły, Kuba był na obozie siatkarskim, Kacper jeździł na biwaki zuchowe, ale zawsze uspokajam się całkowicie dopiero, wtedy, gdy obaj są w domu. 
Oczywiście, że martwię się też zdrowiem innych członków rodziny, ale to już zupełnie inny strach, taki powiedziałabym normalny ...

🍀boję się też o swoje zdrowie - jest to jednak, taki lęk powiedziałabym średnio zwyczajny. Badam się regularnie i nie tylko u lekarza pierwszego kontaktu, kiedy mam katar, ale robię kompleksowe badania co najmniej raz w roku, więc ten strach jest pod kontrolą, chociaż pewnie, zastanawiam się czasem, czy dożyję czasów,  kiedy moi synowie będą już dorośli? Jeszcze tylko przekonania zupełnego nie mam, co do tego,  czy dzieci, to w ogóle kiedyś dorosną?

🍀 czasem boję się tego, czy dobrze wychowuję swoje dzieci, czy one sobie w życiu poradzą, czy będą potrafiły obronić się przed złem tego pieprzonego świata? Czy dobrze im uświadomiłam, że nie należy zawsze i wszędzie i bezwzględnie słuchać innych, że zawsze, to trzeba mieć swój rozum, czy będą same umiały wybrać między dobrem a złem, czy nie dadzą sobie wmówić głupot typu - ideologia LGBT, white power, Polska dla Polaków? Staram się póki co, najlepiej jak mogę!

🍀boję się stracić płynność finansową - szczególnie teraz, wiecie kredyt, to nie przelewki, więc staram się robić wszystko tak, by jednak go spłacać. 

🍀 boję się pająków i to kuźwa nie są żarty. Boję się tego cholerstwa, do tego stopnia, że lubię węże, bo te zżerają pająki! Innych fobii zwierzęcych nie posiadam!

Jak widzicie nie ma tego dużo, albo wręcz przeciwnie jest tego ogrom? Co sądzicie, bo u mnie to,  byłoby na tyle! 

Wszystkie inne strachy wysyłam na lachy. Kiedy przyjdzie mi do głowy usiąść i się czym zamartwiać i straszyć, pukam się w głowę i mówię sama do siebie "a ty co, dewociejesz?" i jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, strach mija! Hahaha! 

Podzielcie się ze mną swoimi strachami, jeśli macie ochotę! Nikomu nie powiem! Obiecuję!

Tymczasem pozdrawiam serdecznie!


niedziela, 14 czerwca 2020

Samoakceptacja


Zastanawiacie się czasami, dlaczego ostatnio tak popularne stało się hasło - samoakceptacja i dążenie do niej? Co to jest ta samoakceptacja? Ciepłe bamboszki i 1500kg nadwagi, czy może raczej coś innego? Czy wystarczy powiedzieć - "O hej piękna" o siódmej rano do własnego lustra, czy może należy jednak przeglądać się w oczach innych, by ich dla nas uwielbienie prowadziło do samoakceptacji? 

Teraz, w 124357854323245 dniu lockdown'u, ludzie podwójnie cierpią. Cierpią z osamotnienia, braku kontaktów międzyludzkich i cierpią, bo mają zwyczajnie za dużo czasu na czasami, zupełnie bezsensowne rozkminki, szczególnie te, dotyczące ich samych. Ich wyglądu, fałdek na brzuszku, celulitu itd. Nie mamy dla siebie zbyt wiele miłości własnej, dlatego właśnie lekarze biją na alarm, a psycholodzy mówią - nie oceniaj się. 

Jak wiecie, nie jestem psychologiem i nie mam tajemnej wiedzy, jak samoakceptacja wyglądać powinna, ale mogę podzielić się z Wami, kochane moje, własnymi przemyśleniami w tym trudnym temacie.


Czym więc dla mnie jest samoakceptacja?

🍀 to zaakceptowanie tego co mam - nie mam 180cm wzrostu, mam 150 i to w kapeluszu, nie zmienię tego, to jest fakt, a jak powszechnie wiadomo, z faktami się nie dyskutuje, bo po cholerę się tym zamęczać?

🍀 to uświadomienie sobie tego, co mogę w sobie zmienić i praca nad tym - mogę zmniejszyć swój rozmiar o jeden, kiedy regularnie poćwiczę, zmienię dietę, zadbam o siebie, ale nie zamęczam się wagą czy rozmiarem nad kolejną paczką chipsów!

🍀 to nierzucanie się na cudowne ... coś, dieta cud, fitness cud - odmieni cię w 30 dni - to jest bzdura na resorach, nie ma cudowności, nie ma i już. Takie zrywy prowadzą tylko do frustracji, bo żadna z nas nie jest Chodakowską i nie będzie robić 10 treningów dziennie, ani żyć na 300kcal dziennie, najdalej po trzech dnia rzucisz to w cholerę i zostaniesz z wyrzutami sumienia, po co?

🍀 to nierobienie sobie krzywdy, nie krzywdź się - najczęściej, to Ty sama jesteś dla siebie najgorszym i najsurowszym sędzią, nie mów o sobie źle, nie wyrzucaj sobie rozmiaru, numeru buta czy miseczki stanika, a najważniejsze NIE PORÓWNUJ się do innych!

🍀 to dbanie o siebie. Nie chodzi mi o hity nowych maseczek i kremów czy kiecki za miliony, chodzi mi o dbanie o swoje ja. O odpoczynek, o czas dla siebie ze sobą, o spokój wewnętrzny i zrozumienie swoich potrzeb. Dbam o siebie, bo się regularnie badam, robię wyniki, sprawdzam czy podwozie wciąż działa :)

Samoakceptacja, to nie jest narcyzm! "A tam, mam chorobliwą nadwagę, ledwo wstaje z krzesła czy z fotela, ale co tam, przecież się akceptuję taką, jaką jestem". Nie, to nie jest samoakceptacja, to jest choroba, to krzywdzenie siebie i niedostrzeganie problemów, a zupełnie nie o to chodzi. Z drugiej jednak strony, usłyszałam ostatnio zdanie, które mnie strasznie zasmuciło, ktoś powiedział, że przestał siebie nienawidzieć. Straszne!

Pewna sympatyczna osoba mówi czasami - "W moim wieku, to ja już nic nie muszę, ja ewentualnie mogę", a ja dodaję jeszcze, w każdym wieku, możemy wszystkie się polubić, szanować, nie robić sobie krzywdy. 

Pozdrawiam

poniedziałek, 25 maja 2020

Polecajki maja


Pierdylionowy dzień kwarantanny. Nastrój mam gdzieś w okolicy kostek albo nawet niżej! Nie wiem, nie rozkminiam już! Szukam jednak pozytywów, bo inaczej zwyczajnie zwariuje, osiwieję i wyłysieję jednocześnie. A najlepiej na poprawę nastroju, wpływa  u mnie czytanie! Zaoszczędzona dziennie godzina, której nie tracę na przemieszczanie się do pracy i back, zaowocowała mnóstwem przeczytanych książek.  

Na wypadek, gdybyście szukali czegoś do poczytania, poniżej wrzucam swoje polecajki :) 

To oczywiście niewielka tylko część z mojej kolekcji, bo musiałabym Wam zapisać tu ze 100 stron. Poza tym zachęcam Was bardzo do skorzystania z linków afiliacyjnych w księgarni internetowej -  www.taniaksiazka.pl, którą to mam zaszczyt i przyjemność polecać. Atrakcyjne ceny, papier, ale również ebooki, promocje i przeceny. No, a poza tym pare złotówek dla mnie za polecenie - nic Was to nie kosztuje, a ja z afiliacji wspieram coś fajnego, kiedyś Wam o tym opowiem. 

Zacznijmy już i to w kolejności od najzabawniejszej :)

🌺 Janina Bąk - "Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla." Link do TaniaKsiązka.pl - Kupcie Ją - ja dostanę 5zl

Jestem fanką Janiny i jej poczycia humoru, to powszechnie wiadomo, więc pewnie nie jestem do końca obiektywna, uważam jednak, że watro sięgnąć po tą pozycję, choćby po to by przypomnieć sobie, że każdy wykres powinien się zaczynać na osi od ZERA.  Jak nie dać się zmanipulować przez "fake news", dlaczego ludzie kłamią na temat statystyki i dlaczego to głupie twierdzić, że kiedy wychodzisz z psem na spacer, to statystycznie macie po trzy nogi. Zabawna, ale nie prześmiewcza dawka wiedzy statystycznej dla każdego! Polecam serdecznie!

🌺 Robert Marie - "Jak żyć? Poradnik dla nieogarniętych." Dawno nie czytałam tak pouczającej, a jednocześnie zabawnej książki. Ja do filozofii ogólnie mam daleko i nie po drodze, ale z przyjemnością wielką,  udałam sie w podróż z 12 filozofami i 12 podejściami do rozważań nad codziennymi sytuacjami, np nad paradoksem robienia zakupów w hipermarketach przemysłowych, no zgadnijcie, który mam na myśli? Generalnie jak się na coś wkurzysz, np.: na siebie, za ponownego kaca, chociaż obiecałaś sobie, że już picia dość, to zawsze możesz pocieszyć się z faktu, że już kiedyś ktoś to przerabiał 😄, możesz skorzystać z pomysłów w późniejszym terminie. 



🌺 Maciej Marcisz - "Taśmy rodzinne" -  nasze, moje pokolenie, nie ma z tym problemów, bo nasi rodzice kasy nie mieli i najczęściej wciąż nie mają. Jednakże książkę polecam w kontekście podejścia do naszych osobistych dzieci i pozycji... ja nie miałam, to oni mieć muszą!? Książka warta przeczytania, trochę do śmiechu, trochę do reflekcji. 

A w kwestii kasy - to zapraszam serdecznie



🌺 Remigiusz Mróz - "Chyłka" - oczywiście nie mam takiego tytułu, ale link macie poniżej, tak tak afiliacyjny, więc zapraszam do zakupów 😄. Generalnie z Mrozem, to jakoś na początku mięty do siebie nie poczuliśmy, ale dostałam pierwszą Chyłkę, a w zasadzie 2gą w prezencie i mnie wciagnęło. Pani mecenas i tu ze łzą w oku muszę powiedzieć, że moja ukochana Ally McBeal nie dosięga jej do pięt, a nasza rodzima Magda M, to jakaś sztuczna  kukła wyszła reżyserowi, a  wierzcie mi, że taka deklaracja nie przychodzi mi łatwo. Chyłka pije, aż do zupełnego prawie stoczenia,  pali jak smok i lokomotywa razem zwięte i słucha Ironsów - mega babka! Interesujące sprawy na topie polskiej pieprzonej rzeczywistości, warto! ja jestem w tomie 6. Fajna Baba



🌺 Sally Rooney - "Normalni ludzie" - powiem Wam, że mnie ta książka zaprowadziła na skraj moich wszystkich emocji, ja jej NIE KUMAM. Jest to książka o relacjach ludzkich skupiona na uczuciu, chyba uczuciu, młodych ludzi. Relacja jest tak dziwna i zupełnie nienormalna moim zdaniem, że aż powodowała u mnie odrzut od tej książki. Z drugiej jednak strony, czym jest normalność? Pewnie dla każdej z nas czymś innym! Właśnie na inności, autorka zbudowała fabułę. Dajcie znać jak Wam z nią poszło, proszę!

A tu wiecie co robić już - zapraszam na zakupy



Teraz zabieram się za nowego Chmielarza - "Wyrwa", kryminał, którego polecać nie trzeba, bo autor trzyma poziom i pion.  W kolejce czeka "Wierzyliśmy jak nikt" to będzie bolesna świadomość śmierci, bo o tym właśnie ta książka jest, "Orkan depresja" - to moja trauma, muszą się z nią zmierzyć, 2 część "Polowania na pliszkę" - Hanna Greń - lekki kryminalik,  "Biegnąca z wilkami"  - dzika kobieca natura smakowana wszystkimi zmysłami i "Sapiens" - nie wiem czy już nie jest na liście książek zakazanych, więc jak najbardziej warto! 

Jak widać, nie u mnie szukać jednego gatunku. Nie u mnie nuda i pandemia! 

Zaprawszam serdecznie do podzielenia się opiniami o moich polecajkach, czytajcie! Czytajcie i czytajcie raz jeszcze!

Pozdrawiam


poniedziałek, 18 maja 2020

Taleny, czyli test osobowościowy


Dziś temat ważny, ale niezbyt często poruszany.  Dlaczego? Bo taki ... nie polski - talenty. 

Ile razy w życiu zastanawiałyście się nad tym - jakie talenty posiadacie? 

Poza tymi dla kobiet oczywistymi - talent do zrobienia awantury o nic czy talent do wkurzenia się w sekundę ... :)

Niestety, w naszym kraju i w naszej edukacji, nikt na naszych talentach się nie skupia. My raczej od dziecka uczone/uczeni jesteśmy skupiać sie na tym, czego nie potrafimy, nie umiemy, w czym jesteśmy zwyczajnie przeciętnymi lub wręcz kiepskimi. A po co? A mianowicie po to, by się doskonalić! Nie zgadzam się z tym, ani trochę! Nie będę sie doskonalić w hafcie krzyżykowym, bo nie mam do tego cierpliwości, nie będę doskonalić się w prowadzeniu szkoleń dla ludzi, bo nie mam talentu mówcy czy aktora i jest to dla mnie oczywiste!

Oczywiście nie o takie talenty, nazwijmy je -  praktycznymi -  mi dokładnie chodzi. Bardziej dziś skupię się na tym, co pomaga nam w pracy, co powoduje, że ktoś jest dobrym leaderem, a ktoś inny tylko przeciętnym przełożonym?

Ostatnimi czasy byłam na szkoleniu - "Kobieta w biznesie". Szkolenie opierało się głównie na teorii typologii osobowościowej Junga oraz Hartmana, gdzie pewne zachowania ludzi opisane są dla ułatwienia zrozumienia danej osobowości - kolorami - niebieski, czerwony, żółty i zielony.

Nikt się oczywiście nie pomyli, jak strzeli, że moj typ osobowości, to czerwony. Ale ku waszemu zaskoczeniu dopowiem, że czerwony i owszem, ale przy dużym zaangażowaniu żółtego!

Co to po ludzku oznacza? tak, dla powiedzmy,  osób szukających ze mną kontaktu? 

ŻÓŁTA Pani Iza - nie mów przy mnie - "tego się nie da", "to nie może się zadziać", "nie umiem" - jesteś skreślony już na starcie. Ja tez wielu rzeczy nie umiem, ale nie lecę z tym do szefa, tylko siadam i się uczę! Nie pisz do mnie emaila, przyjdź i zwyczajnie zagadaj, nie oceniaj mnie, ale pamiętaj, że każda informacja zwrotna, jest dla mnie na wagę złota! Bądź szczery, ale nie rozwlekły w gadaniu, proponuj własne rozwiązania i nie czekaj, aż dam je na tacy. 

CZERWONA Pani Iza - nie owijaj w bawełnę, bo nic nie jest słodsze od miodu i ja to wiem, dawaj konkrety i plany, mów zamiast pisać, a jak już piszesz, nie rób błędów, bądź przygotowany na spotkaniu ze mną, bo ja będę - na bank. Akcja - reakcja, problem - rozwiązanie, atak - unik, nie - nie, to żart - atak - atak!

Nie jest jednak tak, że w pracy jestem typem żółtym, a w domu przeistaczam się w niebieskiego - nie, nie, nie, to tak nie działa, ale w swoim prywatnym otoczeniu, mogę i jestem odrobinę mniej zasadnicza niż w pracy, mniej wymagająca, mniej narwana, ale tylko troszkę. Mój mąż mówi, że jestem w stosunku do dzieci niekonsekwetna i ma chłop rację. Moja relacja z dziećmi, to nie jest relacja oparta na stosunku pracy, chociaż pracę wykonuję tu ogromną, tylko na stosunku miłości bezgranicznej i bezwzględnej, a to jak wiemy temat na inny post. 

Zainteresowałam się także testem Galuppa - jest on niestety płatny, a  przy tym, nie aż tak mi do życia potrzebny, żebym w niego inwestowała. Zrobiłam więc podobny test on-line. 

I jakie to moje talenty się ujawniły? Powiem szczerze, że nic, o czym bym nie wiedziała, ale fajnie zobaczyć je nazwane i zbadane.

📎 Najwyżej mam - Self motivation - 81% - lubię pracę samodzielną, czyli nie potrzebuję, a wręcz nie lubię prowadzenia za rękę, lubię zadania, gdzie moja pewność siebie jest mile widziana, bo mam silną samoocenę i jestem agentem działania, potrzebuję jasnej informacji zwrotnej, by wyciągnąć własne wnioski z działania i wprowadzać usprawnienia! 

📎Drugi mój talent - tego bym nie powiedziała, to Balance - 75% - nie cierpię haosu, nie mylić ze spontanicznością, lubię świat zaplanowany, gdzie dostrzegam zagrożenia i ich sutki, co powoduję, że jestem na nie przygotowana, nie lubię niespodzianek - w pracy, bo przywatnie generalnie lubię, chociaż jednak wole delikatnie podpowiedzieć, co chciałabym na gwiazdkę czy urodziny. 

📎Najniżej w mojej ocenie mam - Focus - 38% - pracuję najwydajniej, kiedy mogę kontrolować efekty, a jak wiecie, nie zawsze tak sie da, nie cierpię spotkań typu "pitu - pitu", bo mam poczucie marnowania czasu, a na takich spotkaniach często, jak nie zawsze, buduje się relacje, więc tracę. Lubię regularność i monitorowanie działań, a ludzie często odbierają to jako kontrolę z mojej strony, poza tym muszę uważać z wyrażaniem swojego zdania i opinii, nie każdy lubi jak mu się czymś wali prosto z mostu i między oczy :)

Dlaczego i czy w ogóle warto, taki test zrobić? Warto! Szczególnie wtedy, kiedy się w pracy ewidentnie męczycie samym tam przebywaniem! 
Jeśli ktoś nie ma talentu przywódcy, jest introwertykiem i najwyżej ceni sobie święty spokój, nie będzie dobrym szefem, jego zespół będzie słaby, zdemotywowany i narażony na porażki. Tak pracować nie lubi nikt, prawda?

Zachęcam gorąco, znajdźcie swoje talenty i zacznijcie żyć zgodnie z samą sobą!

Pozdrawiam!






wtorek, 12 maja 2020

Malinowy sorbet, czyli planujemy ruch w domu



Nie wiem jak bardzo i kto z osób czytających mojego bloga, śledzi moje poczynania na Instagramie, niewiele osób ma identyczne niki na wszystkich mediach społecznościowych, więc sorry, ale pewnie nie uszło Waszej uwadze, lutowe promowanie pewnych, powiedzmy,  deserowych propozycji, np malinowego sorbetu 😍

Malinowy sorbet, to oczywiście nazwa okładki do nowego zeszytu z serii "Pastelowe" od Pani Swojego Czasu. 

TUTAJ zapodaję link do sklepu PSC, link jest oczywiście afiliacyjny, wiec jak skorzystacie z niego robiąc zakupy, ja dostnę 5zł, więc do dzieła!!!

Ale nie o linkach dziś mowa będzie, do tego tematu jeszcze wrócę, bo warto! 

Dziś natomiast opowiem Wam trochę o moim planowaniu aktywności ruchowej w domu

W ten pierdylionowy dzień kwarantanny, nie można zapominać o ruchu, a właściwie, to lepiej będzie jak powiemy, że już zapominać o ruchu się nie da. 

Ja jestem wzrokowcem, więc u mnie, jak wiecie, musi być: raz -  zaplanowane, dwa -  ładne i kolorowe, wtedy działa, inaczej umarł w butach!

Skorzystałam więc z kupionego wcześniej ukochanego sorbeu malinowego i zaczęłam planować mój ruch w domu, od kwietnia! Poszło super! A nawet więcej niż super!

Zaczęło się od tego, że gdzieś pod koniec marca, kiedy to nagle jeansy zrobiły się deko sprane, odkryłam na YouTubie kanał Marty Henning "Codziennie_fit" - i wspaniały trenning "STARTER". 

Z opisu, łatwy trenning dla początkujących bez kondycji, więc w sam raz coś dla mnie! Zaczęłam tego samego dnia, w myśl zasady "zrobione jest lepsze od doskonałego". Nie pytajcie mnie, jak się czułam i wyglądałam na koniec tego trenningu, a to ledwie 30 minut! Uwierzcie mi, że Indianie są mniej czerwoni na buzi, niż po trenningu, byłam ja! Ledwo żyłam. To dało mi do myślenia. Ludzie, kilka podskoczków, skłonów i wypadów, a ja oddechu złapać nie mogę? O nie, pomyslałam, nie będzie tak grubo, nie poddam się! 

Dla lepszej motywacji, rozpisałam sobie miesiąc trenningów w sorbecie malinowym, a jakby inaczej. Zapisałam swoje najbliższe cele - i nie było to wcale schudnięcie 10kg w miesiąc, a realne zmniejszenie centymetrów tu i ówdzie:)


Zaczęłam ćwiczyć codziennie, po tygodniu było lepiej, a po 2ch zaczęlam zamiast marszu w rozgrzewce, stosować bieg w miejscu. Codziennie też zaznaczałam odbyty trenning - radocha jak się patrzy, bynajmniej dla mnie!

Dodatkowo, a całkiem dla mnie niespodziewanie na kanale zaczęły sie pojawić cotygodniowe, środowe live'y, czyli trenning na żywo.  Super sprawa dla kogoś zamkniętego w domu od 2 miesięcy!

I wiecie co? Działa! W moim najgorszym, beznadziejnym miejscu, straciłam 4cm! 

Sukces!!! 

A w nagrodę kupiłam sobie ... buty sportowe - różowe, a co!

Teraz, w maju, zmieniłam trochę ćwiczenia, STARTER robię raczej w dni odpoczynku, w pozostałe wybrałam trenning bardziej inrensywny i bardziej spalający tłuszcz. Chociaż początek maja do najbardziej udanych dla mnie nie należy, to nie poddaję się i ćwiczę!



Polecam Wam ruch! Niekoniecznie da się teraz biegać czy nawet jeździć na rowerze, ale w domach na pewno znajdziecie odrobinę miejsca na rozłożenie maty. Jak nie masz maty, nic nie szkodzi, ćwicz na podłodze lub na dywanie, nic się nie stanie! Zakładaj buty - jakiekolwiek trampki, niekoniecznie różowe i do dzieła!

Warto też przyjrzeć się temu co jemy, szczególnie teraz na tej kwarantannie! Dorzućcie sobie dodatkową porcję owoców i warzyw i dbajcie o siebie

Pozdrawiam!

wtorek, 5 maja 2020

Kim nie chiałabym się stać




Tak siedzę sobie przy kawie i myślę, czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak bardzo zmieniliście się, na przykład od czasu ... liceum, kiedy to na pożegnanie od kumpelek usłyszałyście - "no stara jest OK, zajebiście, Ty to się tylko nie zmieniaj" ...

Tak, dziś będzie trochę poważniej, ale i śmiesznie, na pewno nie nudno!

Nie wiem, czy nie jestem już aby na taką rozkmine  za stara, ani czy jeszcze wypada mi się nad tym zastanawiać, jednakże mam to w dupie i właśnie rozkminiłam, że dopóki oddycham, na nic w moim życiu, nie jest za późno! 

Nie pamiętam, ani nie wiem, czy w ogóle kiedyś zastanawiałam sie nad tym, kim nie chciałabym się stać. Zwykle ludzie zastanawiają się i dążą do spełnienia marzeń w kwiestii kim być chcę, nie?

A ja właśnie trafiłam na podcast Joanny Okuniewskiej, dostępny na Spitify "tu_Okuniewiska", który z całego serca polecam, o tym samym tytule i postanowiłam trzasnąć sobie taki miły rachunek sumienia.

To lecimy...

Na pewno nie chciałabym się stać:

🙊 babą materialna, czyli materialistką - tu zgadzam się z Asią i myślę sobie "mam się dobrze, znaczy nie jest źle". Nie mam swoich jakiś wybitnie ulubionych rzeczy, bez których nie mogę żyć i za którymi bym wyła dzień i noc gdyby mi je odebrać. Nie poprawiam sobie humoru zakupami - ani drogimi, ani tanimi. Jedyne zakupy jakie mnie jarają, to zakupy dla dzieci lub do mojego scrapbookingu. Nie myślcie jednak, że jestem minimalistką, co to, to nie!

🙊 babą radykalną - czyli osobą zafiksowaną na swoją rację tak bardzo, że już z żadną inną ideą ludzką, bym się nie umiała zgodzić, rozumiecie o co mi chodzi? Taki beton w moherowym berecie! Nie mam pojęcia dlaczego tak wielu ludzi na świecie uważa, że ich racja jest lepsza, tylko dlatego, że jest ich? Można nie popierać na przykład in-vitro, czy aborcji czy par homoseksualnych i w związku z tym, tego zwyczajnie nie robić. Proste jak budowa cepa! Nie rozumiem, dlaczego należy obrzucić błotem i nienawiścią tych, którzy mają inne zdanie w tych tematach? No, nie kumam! Naprawdę, a na dodatek strasznie mnie tacy ograniczeni ludzie wkurzają. Tak, brak tolerancji i przyznania, że ktoś inny może mieć inne zdanie, uważam za ograniczenie we łbie!  Kiedy w ludziach umarło, to co nas odróżnia od małp, czyli możliwość i umiejętność komunikowania się? 

🙊 babą nieprzyjacielską, czyli osobą bez przyjaciół. I tu przyznam się szczerze, że mam na pieńku z samą sobą, bo ja niby pamiętam o wszystkich urodzinach, ba wysyłam nawet kartki urodzinowe, dzwonię, ale jakoś szczególnie tych przyjaźni nie pielęgnuję, chyba. Tu mam taką zagwozdkę, co jeszcze mogłabym zrobić? Kiedy jestem w rodzinnym mieście, spotykam się z przyjaciółmi, a przynajmniej staram się z nimi spotkać, choć na krótko, gadamy, śmiejemy się, pijemy po butelce wina, ale wciąż czuję, że jest coś, co mogłabym jeszcze zrobić lepiej... pomyślę!

🙊 babą zgorzkniałą - czyli osobą z poczuciem spieprzonego życia - to ciężki kaliber, wiem.  Niestety niewiele i na dodatek w bardzo krótkim czasie potrzeba, by się coś, nawet życie spieprzyło. Dlatego uważajmy na to i często zadawajmy sobie pytanie, czy wciąż jestem szczęśliwa i wciąż jeszcze jestem na swoim miejscu! Takie "Co ja robię tu, co ja tutaj robię ..."

🙊 babą nieobecną, czyli osoba niespędzającą czasu z ludźmi, nie ważne z jakimi ludźmi, tak ogólnie z ludźmi. Kiedy w naszym życiu pojawiły sie smartfony, wiele osób zamieniało prawdziwe życie na to wirtualne. Ciężko jest dorosłym, ciężko jest młodzieży i dzieciom, ale to na nas, rodzicach spoczywa obowiązek oderwania od netu wszystkich, nas samych i naszych najbliższych, tak więc do łóżka idziemy z książką, a nie telefonem!

🙊 babą naleśnikiem, czyli płaszczką na kanapie, bez pasji i hobby. Nienawidzę seriali, może to i dobrze, nie cierpię gier komputerowych, czasem pojeżdżę samochodem z chłopakami, ale naprawdę raz na 100 lat. Ja rozumiem, że dla innych 6 sezonów "Ojca Mateusza", to kwintesencja popołudnia, ale zdecydowanie nie dla mnie, ja w tym czasie zrobię kartkę, poćwiczę, pojeżdżę na rowerze, poczytam, zjem pizzę, cokolwiek, co da mi poczucie niestraconego czasu, oby tak dalej!

Na pewno to nie wszystko, co można tu wrzucić. Te małpki, to rzeczy ważne dla mnie,  moje absolutne MUST HAVE (muszę mieć) na łożu śmierci. Dla Was pewnie coś zupełnie innego ma jakąś tam wagę i jest ważnie. I to jest jak najbardziej OK! Ważne jednak moim zdaniem jest to, by w ogóle od czasu do czasu zastanowić się, nad tym, kim nie chciałabym sie stać i zweryfikować czy wciąż jesteśmy na dobrej drodze, trzymamy właściwy kurs i podążamy za marzeniami. 

Pozdrawiam!

P.S. Zdjęcie od Valeria_Aksakova

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Nie ma cudownych diet, ale jest smoothie


Nie jestem exertem od spraw żywienia i często idę po najmniejszej linii oporu czyli polskim standardem - ziemniaki i kapusta ze schabowym, ale owoce i warzywa w moim menu znajdowały i znajdują się zawsze. 

Wieje nudą? Oczywiście!

Nie lubię nudy, więc postanowiłam jeden z dziennych posiłków zamienić na smoothie, czyli koktai owocowy, warzywny lub owocowo-warzywny. Jednak kwarantanna ma swoje i dobre strony, boszcz nie wierzę, że to powiedziałam! 

W czasie #zostanwdomu, robimy spore zapasy jedzenia, również warzyw i owocow, a jak wiemy, nie są to produkty o długim czasie przydatności do spożycia, więc smoothie sprawdza się jak znalazł, bo nawet jak nie masz ochoty na jabłko, to już na koktail jabłko - mango, ochota jest zawsze.


Razem z moim wiekopomnym postanowieniem regularnych ćwiczeń wprowadziłam jeszcze dwa urozmaicenia:

po pierwsze dieta DrLifeStyle, którą Wam serdecznie polecam, a TUTAJ wrzucam link do jej bloga, gdzie nie ma głupot i spiny kalorycznej, znajdziecie za to dawkę wiedzy w ptrzystępnym języku i z humorem,

po drugie wyzwanie koktailowe, czyli zamieniamy jeden posiłek dziennie na smoothie, u mnie, to tzw. lunch.

Takich wyzwań i podpowiedzi znajdziecie w necie setki tysięcy, ja chcialabym pokazać to co umnie działa, nie wymaga wielkich nakładów finansowych i powoduje, że nic, ale to nic sie nie marnuje. 


No to lecimy:

dzień I 
banan, pomarańcza, jabłko, 2 marchewki i 150ml wody (u mnie wody jedynej słusznej, czyli muszynianki)

dzień II
połowa awokado, jabłko, garść szpinaku i 150ml wody

dzień III 
2 plasterki ananasa, jabłko, 1 kiwi i 150ml mleka kokosowego 

dzień IV
1 kiwi, 1 pomarańcza, 1 jabłko, 150ml soku porzeczkowego z witaminą C

dzień V
1 pamarańcza, połowa mango, 1 jabłko, 1 marchewka i 150ml wody

dzień VI
1 pomarańcza, jabłko, 150 ml soku z buraków lub pieczony burak i 150 ml wody

dzień VII
połowa mango, 1 pomarańcza, garść borówek i 150ml wody

Nie mam pojęcia, czy to dobre zestawienia, czy mają wszystko na miejscu i czy się coś nie wyklucza i nie gryzie. To są moje ulubione smaki i nie zamierzam katować się selerem naciowym, bo ktoś, gdzieś powiedział, że tak trzeba. 

Zapraszam teraz i Was do zmiksowania, zblendowania czy wyciśnięcia Waszych ulubinych owocow i warzyw. To bardzo łatwe, smaczne, a przede wszystkim zdrowe. Bo wiecie co? Owoce i warzywa ... nawet na noc, nie tuczą! One nie mają skłonności do przemieniania sie w małe zombie, które we śnie dowalają Wam tłuszczyku.



Jeszcze jedna rzecz, ja nie mam najmniejszego oporu by do każdego z tych koktaili dorzucić szpinak czy mango, zawsze!

Pozdrawiam!

wtorek, 14 kwietnia 2020

Kwarantanna - jak radzimy sobie po miesiącu


Dzisiejszy wpis miał być polecajką marca, ale nic już na tym świecie nie jest takie, jakie znaliśmy jeszcze miesiąc temu, więc i wpis na miarę czasów wrzucam.

Usłyszałam ostatnio, że nie mam prawa narzekać! Przecież mam pracę, jestem zdrowa, bezpieczna w domu, rodzina ma się dobrze, nie ma powodu do zmartwień. I wiecie co, mam to w dupie! Nikt nie będzie mi mówił, jak ja mam się czuć i czym mogę się ewentualnie martwić. Podobnie pewnie jak większość ludzi na świecie martwię się całą tą pandemią i losami nie tylko moimi i moich bliskich, ale ludzi w ogóle. I mam do tego święte prawo, bo jestem człowiekiem! 
Powiem więcej, ucierpią gospodarki, ucierpią i małe i wielkie firmy na całym świecie, to jest już oczywiste i każdy z nas, w mniejszym czy większym stopniu, zaczął odczuwać to na własnej skórze. Najbardziej jednak ucierpią kraje i regiony biednie, te najbiedniejsze! Pakistan, Indie, Afryka. I wiecie co jest najsmutniejsze w tym wszystkim, to że nikt im nie pomoże, bo wiele, jak nie wszystkie kraje na świecie będą liczyć własne straty, ale to moje zdanie. 

Poza tym jestem wściekła! Jestem cholernie wściekła, że od miesiąca siedzę w domu, wychodzę tylko po zakupy, a wciąż przed oknami widzę spacerujące rodziny. A najbardziej wkurzają mnie ci zakłamani, wredni, bezczelni politycy, bez względu na stronę i opcję. Im wolno świętować choćby i ten największy kataklizm, zamach k...a z wybuchem, jaki dotknął kiedykolwiek ten kraj. Bez maseczek, rękawiczek, bez żadnej ochrony. Im wolno spacerować i odwiedzać cmentarze, nam już nie! 

Mam prawo narzekać i będę to robić, bo nie mam zamiaru zwariować, nie tu i nie teraz! 


Mimo różnych buzujących we mnie uczuć, nie popadam w marazm, nie leżę i nie płaczę, chociaż takiego poczucia niemocy i braku kontroli nad życiem, nie doświadczyłam jeszcze nigdy. Staram się mimo wszystko opracować jakieś rutyny i ich się trzymać. Nic innego nam nie zostaje!

Spora część mojego dnia schodzi mi na pracy! Tu się wiele nie zmieniło, pracuję zdalnie i jestem pełna wdzięczności dla ludzi, którzy codziennie wychodzą ze swoich domów, by niczego innym nie zabrakło. 

Drugą lwią częścią dnia jest zdalna nauka moich dzieci, samo odesłanie prac do nauczycieli trwa czasami godzinę. Zadanych lekcji jest naprawdę sporo, regularnie wpada nowy materiał nad którym trzeba chwilę posiedzieć, doczytać, dopowiedzieć, odpytać itd. Egzamin ósmoklasisty odłożony do czerwca, ale z rytmu wypaść nie wolno! 


Pozostały czas moi chłopcy wykorzystują na gry - oczywiste, a drugie oczywiste, to moje nieudolne próby oderwania ich od konsol. Pieczemy razem coś - jeden raz w tygodniu, ale teraz, po świętach, to raczej odpada, bo jeszcze jest pełno ciasta, oglądamy coś razem, czasem gramy w karty, ale widzę ich miny! Przed snem czytają lekturę, czy jakąś inną książkę, ale Mały właśnie skończył i czeka na zamówienie, więc też póki co, kiepsko.

Sama też dużo czytam, kiedy pogoda pozwala, to na balkonie, taką namiastką dla powietrza innego, niż to w czterech ścianach.

Ćwiczę regularnie, codziennie. W sobotę tak mnie nawalało ucho, że odpuściłam, w niedzielę miałam pauzę, a dziś już byłam na macie i wiecie co? Bardzo mi to poprawiło humor! Ruch pozwala rozładować energię i skumulowane uczucia, więc serdecznie polecam, więcej na ten temat, na stories. 

Robię kartki, ale i tak nikomu nie mogę ich wysłać, bo wyjścia na pocztę ryzykować nie będę, więc trochę tu z motywacją zaczyna być kiepsko! Wiedzą to jednak i inne scraperki, bo już niedługo rusza inicjatywa Euniki -  "Scrap with the stars", czyli nocne zmagania scrapowe! Już nie mogę się doczekać! Pierwszy już 17-tego!

A teraz to Was się zapytywuję :). Jak Wy radzicie sobie z tą sytuacją? Macie rutyny? Dobre nawyki, przyzwyczajenia, które wciąż pielęgnujecie? A może zmieniliście Wasze życie o 180 stopni? 

Najważniejsze to się nie poddawać! Pandemia minie! ... kiedyś!

Pozdrawiam!



poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Krytykanctwo - zabójstwo człowieczeństwa

Dobrze wiecie, że od poradników, to ja raczej stronę.  Zdecydowanie wolę uczyć się na własnych błędach i potknięciach, ale wiecie, czasem trzeba odpocząć od kryminałów i sięgnąć po coś "lekkiego".


Krytyka i krytykanctwo w narodzie ma sie świetnie. Krytykują nas generalnie wszyscy za wszystko, a my nie pozostając dłużnymi i też krytykujemy. Hejt jest przeobecny w naszym życiu. Często się nad tym w ogóle nie zastanawiamy, i dlatego czytając - "Psychologię hejtu" - Mateusza Grzesiaka, oczy z orbit wychodzą. Po co? Po cholerę hejtujemy wszystko i wszystkich? 

Zastanawiałam sie ostatnio, ilu rzeczy nie zrobiłam w swoim życiu, bo sam ich pomysł został skrytykowany, skrzydła podcięte, dupa zbita. 

Krytyka skierowana bezpośrednio do nas, bardzo nas krzywdzi. Obniża nasze poczucie wartości, niszczy pewność siebie, zabija marzenia. I niby nie jest to żadne odktycie, ale jak popatrzymy na nasze rozmowy - "no taki z ciebie leń" - to zdania te, nabierają całkowicie nowego kontekstu. 

Przeczytałam gdzieś ostatnio o tzw. lustrze relacji. Co to? To sposób patrzenia na krytykanta, przez pryzmat tego co się w nas krytykuje. "Nie dostałaś awansu, no cóż pracuj ciężej" - mówi  matka z niespełnionymi ambicjami kierowniczymi czy dyrektorskimi.

"Jesteś zwykłą egoistką" - to juz mąż z płaskodupiem od leżenia na kanapie. 

Efekt lustra oczywisty, ktoś popełnia błędy, ale wytyka je nam, jako nasze!

Jak przed takimi bzdurami się bronić? Jak się takimi bzdurami nie przejmować? I jak na takie bzdury reagować? Albo jak "Subtelnie powiedzieć - FUCK". 




1. Nie idź drogą wet za wet - pamiętaj z idiotą nie wygrasz, najpierw Cię zagada, a potem pokona doświadczeniem, więc zmilcz lub nie reaguj, to największa kara dla krytykującego. Wiem, wiem "i kto to mówi, co?" Ale pamiętajcie, że ja nie jestem swoją emocją, zapewniam Was, nawet jak czasem te emocje ze mnie uciekają, to jednak wciąż ćwiczę się w milczeniu i ignorowaniu. 

2. Wykorzystaj zebrane w sobie emocje - przekuj je w czyny - kreatywność, wysiłek fizyczny, dobry trening zumby czy śpiew churalny, co tam tylko pozwala nam na uspokojenie się. ja chodzę z kijkami lub cisnę rowerem, wiadomo, ale teraz siedzę w domu.  Generalnie, nie pozwólmy, by emocje nas wypalały, niech nas rozpalają. 

3. Używaj słowa dziękuję, wiem ciężko, ale to pozwala przyjąć krytykę i dalej iść swoją drogą. Mów też, po sto razy jak potrzeba, że to jest twoje życie i że jak będziesz potrzebować opinii na jakiś temat, to się po nią sama zwrócisz. 

Uwielbiam słowa indyjskiego duchownego Mooji, który mówi, że w każdym zakątko świata, najlepszą mantrą jest słowo dziękuję. Generalnie zwykle dziękujemy niewłaściwym osobom, dziękujemy tym, którzy są dla nas wsparciem, a tymczasem to dzięki tym, którzy nas krytykują, stajemy się oszlifowanym diamentem, jeśli tylko nie zrezygnujemy z bycia sobą. 

Pozdrawiam

8 lat bloga nieprzynoszącego żadnych korzyści

  W styczniu 2018 roku, wrzuciłam tu, w nowej przestrzenie blogerskiej, starą straciłam, tak działają bigtechy, nowy post, 8 lat. Wzięłam ud...