środa, 14 października 2020


Zdarza mi się wrzucić na blog polecajki :) Zwykle polecam Wam książki, czasem jakiś kosmetyk, coś smacznego - gofry polecam zawsze, a dziś zapraszam na polecajki z mediów społecznościowych.

Mój grid na IG, jest oczywiście pełen scrapbookingu - od papierów, po prace konkurencji, ale nie znaczy, to że tylko scrapbookiniem żyję. Dziś chciałabym polecić kilka kont, gdzie spotkać możecie naprawdę wartościowych ludzi i treści, a przy okazji pośmiać się do woli i czegoś nauczyć :)

@Janinadaily - na pierwszy ogień idzie Janina, czyli konto Pani od statystyki na IG. Nie tylko o statystyce Janina mówi, komentuje najważniejsze wydarzenia i dramy, wspomaga wartościowe fundacje, kocha swojego kota i foki, a przede wszystkim ma bajeczne poczucie humoru, wszytsko w punkt. Serdecznie polecam! A na deser zapraszam do zakupu jej książki - TUTAJ - poprostu - KUP JĄ :)

@celestebarber - przezabawna babka z ogromnym dystansem do siebie samej, która pokazuje prawdziwą kobietę, z prawdziwym ciałem w prześmiewczym kontraście do zdjęć i filmików różnej maści celebrytek - MEGA, zawsze poprawia mi humor i zawsze działa

@przestrzenpelnaczasu_krk - jak wiecie jestem ogromną fanką Pani Swojego Czasu. Ola jest przedsiębiorczynią kojarzoną przede wszystkim z on-linem, chociaż ma oczywiście produkty fizyczne - planery, kalendarze, pisadła, nawet super kolorowe skarpetki - każda inna w parze :) 

Ale...ale właśnie w końcowce września OTWARŁA się w Krakowie Przestrzeń Pełna Czasu, czyli ... i tu brak słów mam! Kawiarnia, czytelnia, pracownia, sklep, kanapy i stoliki na 300m kwadratowych, a wszystko w cudnej aranżacji kolorów i przytulności. 

Jeśli ktoś marzy by otworzyć swoje miejsce na ziemi, np. kawiarnię, to polecam tam wejść i popatrzeć, nie wiem czy znajdziecie większą inspirację w necie!
Niezmiennie polecam produkty PSC - TUTAJ, mój różowy planer wzbudza zachwyt nie tylko u mnie :)

Żeby nie było, że ja wiecznie na IG siedzę, to dla odmiany zapraszam Was do Spotify, gdzie absolutną moją mistrzynią słowa jest Asia Okuniewska, czyli tu_Okuniewska. 

Aśka nagrywa 3 podkasty, pierwszy, tu_okuniewska, jest formą jęj pamiętnika, gdzie komentuje rzeczywistość i jej życie na Islandii. Drugi to mistrzowskie -  Ja i moje przyjaciółki idiotki - o idiotkowaniu w miłości, typach przeróżnych, którzy nas robią, a my i tak za nimi tęsknimy. POLECAM - nawet jeśli jesteś szczęśliwie zakochana i nie masz problemów z idiotkowaniem. Ja słucham idąc swoje 2km dziennie i śmieję sie w głos. Trzeci podkast - tym razem sponsorowany, to - Dziewczyny z sąsiedztwa - gdzie Aśka rozmawia z super wartościowymi kobietami o ich życiu, pasjach, biznesach itd.  Poschajcie koniecznie, najlepiej wszystkiego! 

pozdrawiam!

poniedziałek, 5 października 2020

Wartości, czyli moich 7 życiowych drogowskazów


Oczywiście, że specjalnie wrzucam dziś grafikę nawiązującą do halloween, bo absolutnie nie zgadzam się z narracją nienawiści, która tak bardzo rozgościła się w naszych internetach, że z buciorami zaczyna wchodzić w nasze życie. Nie zgadzam się też na to, by ktokolwiek mówił mi jakie ja święta powinnam obchodzić, jak się na nich zachowywać czy ubierać i co ma mnie  śmieszyć, a smucić! Wiem, co dla mnie w życiu jest ważne, jak to podtrzymywać i pielęgnować i żaden pajac z kotem tego nie zmieni. 

Mamy dziwny świat, naprawdę. Tak dziwny, że powoli nie ogarniam. Nie ogarniam jak polityk  w stosunkowo dużym kraju, wciąż chyba demoktarycznym, w centralnej Europie XXI wieku,  może mówić publicznie, że ludzie nie będący katolikami, powinni (oczywiśce pod prawem) podpisać deklarację poszanowania wartości religii katolickiej w Polsce, a jak nie, to będzie to podstawą do deportacji i nie ponosi z tego tytułu żadnych, ale to żadnych konsekwencji prawnych. Kurwa, chyba mnie deportują! Serio, no w mojej religii - zaznaczam - katolickiej, takiego ścierwa nie ma! Ja się w ten kanon nie wpisuję, a nawet się z niego wypisuję. 

Nie oglądam telewizji - nie ma czego to po pierwsze, a po drugie jak słyszę wypowiedzi naszych "rządzących" to krwawe sceny ich mordu do bańki mi wskakują, a raczej spokojnym człowiekiem jestem. Radio też omijam, muza jest na necie. Jak już od czasu do czasu, stwierdzam, że przydało by się sprawdzić, co się na Świecie dzieje i czy nas jeszcze Unii Europejskiej nie wykopali, to czasem na coś spojrzę, potem to sześć razy w głowie przefiltruję i dopiero mogę powiedzieć, że czegoś tam się dowiedziam. 

Najczęściej dowiaduję się, że ludzie są osamotnieni, pozbawieni nadzieji na lepsze jutro, na żadne jutro, a jeszcze na dodatek pandemia i zozprzestrzeniający się wirus bez absolunie żadnej kontroli i przeciwdziałania, ale deportować chcą. Ministrem edukacji zostaje homofob, idiota bez jakiegokolwiek przygotowania, nigdy z edukacją nie związany, nie ma pojęcia o niczym poza walką z LGBT i gender, nie żeby inni byli jakoś mądrzejsi, ale ten niestety będzie miał może wpływ na to, co w szkolnych książkach znajdą moje dzieci, boszcz!!!

Można zwariować, naprawdę można. 

Ale jeszcze walczę by w psychiatryku nie skończyć, a w walce tej pomagają mi moje wartości, takie małe słówka i czyny, które trzymają mnie na powierzchni. Nie są one dla każdego takie same, a nawet nie tak samo ważne, a wybranie ich spośrod morza wartości, którymi teoretycznie ludzie się w życiu kierują jest mega trudne, mega! 

Dlaczego mega trudne? Bo wartości to nie powinny, a nawet nie mogą absolutnie być pustymi słowami rzucanymi na wiatr. Jeśli dajmy na to, twoją wartością jest akceptacja, to jak ją stosujesz na codzień? Jak ją pielęgnujesz? I po czym ją w Twoim życiu poznam? 

Jednym z filarów mojego życia jest Rodzina - ta moja 4 osobowa, jak i ta siostrzana i braterska, dlatego dbam o kontakty, relacje. Świętuję urodziny i inne ważne rocznice, nawet jeśli to jest tylko wykonanie telefonu - niewiele prawda?

Kolejnym ważnym dla mnie punktem jest Wdzięczność - od kiedy zaczęłam uświadamiać sobie, za ile rzeczy w ciągu dnia jestem wdzięczna, to każdy z tych dni jest mega udany, naprawdę, bo czy nie warto być wdzięcznym za niespodziewane "ja też Cię kocham"?

Niezależność - od zawsze kieruje się na polu bitwy niezależnością i tą finansową, i tą społeczną, i tą osobistą. Nie tylko chodzę własnymi drogami, ale namawiam do tego innych. 

Zdrowie - pilnuje tego u siebie i innych w mojej rodzinie, badam się regularnie, ortopeda się klania, ale jest nadzieja :) Kiedy ja będę mieć zdrowie i siłę, to i w mojej rodzinie jej nie zabraknie

Pasja - dla mnie mega ważna rzecz i nie chodzi tylko o spędzanie wolnego czasu, ale o robienie czegoś fajnego dla siebie i innych, kocham scrapbooking i rowerowanie, czytam dużo i zachęcam do tego moje dzieci - czasem działa, czasem nie!

Odpowiedzialność - oczywiście, że zdarzyło mi sie przejechać na czerwonym, ale tak szybko :) jednak odpowiedzialność to u mnie ważna rzecz, chodzę na wszytstkie wybory, póki mogę, bo nie wiadomo co tam komu we łbie zakwitnie, bo czuję sie odpowiedzialna z ten kraj i to co z niego zostanie dla moich dzieci i wnuków. Nie oceniam innych pochopnie, nie rzucam słów na wiatr i tego uczę dzieciaki. Odpowiedzialne zachowanie, odpowiedzialne życie, również to ekologiczne!

Równość - ja naprawdę uważam, że wszyscy są na świecie równi, serio. Nie interesuje mnie czy masz miliony i złoty chodnik do domu, czy jesteś gejem, muzułmaninem czy Żydem, dopóki jesteś zwyczajnie przyzwoitym człowiekiem, nie robisz innym krzywdy i nie nawołujesz do nienawiści i zbierasz gowna swojego psa z trawnika, dla mnie jesteś super! Kiedy mówię o kimś idiota, to znaczy, że tego dowiódł. Słowem, czynem, postawą. 

Nie ma u mnie na liście takich rzeczy jak sprawiedliwość, dobroć, posłuszeństow, odwaga czy pracowitość. Czy to oznacza, że jestem niesprawiedliwa? Albo leniwa? Nie! Po prostu na codzień nie mam takiej potrzeby i jakoś szczególnie tych wartości, nie pielęgnuję. 

Lista 100 najbardziej popularnych wartości jest dostępna na necia, zachęcam do ćwiczenia. Wybierzcie z listy 7, ale tylko 7 wartości, którymi najbardziej i najczęściej kierujecie się w życiu. To jest bardzo pouczające doświadczenie, kiedy tylko zastanowisz się: - miłość - OK, ale jak ją na codzień ofiaruję? 

Jeśli macie ochotę, to podzielcie sie nimi ze mną - nikomu nie powiem :)

Pozdrawiam

niedziela, 27 września 2020

Czy "naprawdę" oznacza doskonale?

 


Na wstępie chciałabym zadeklarować wszem i wobec, iż od dziś nie czytam poradnikow, żadnych! 

No dobra, chyba, że nowa książka Janiny Bąk, będzie poradnikiem, to przeczytam. 

Przebrnęłam ostatnio przez "Kochaj wystarczająco dobrze", chciałam to skonfrontować troche ze swoim podejściem do życia, że "naprawdę", wcale nie oznacza "doskonale", te słowa nie są tożsame i czas najwyższy zacząć to ogarniać, życie staje się wtedy bardziej znośne, serio. 

Wiem dobrze co mowię, bo stosunkow niedawno wyzwoliłam się z dziwnych przekonań, które ktoś, kiedyś wrzucił mi do głowy, a przede wszystkim pozbyłam się chęci dąrzenia do perfekcjonizmu. Porzuciłam doskonałość i zachowuję zdrową głowę ... chyba. 

Ale do brzegu ... 

Naprawdę lubię coś robić, ale nie jestem w tym doskonała. No nie jestem! Są dużo lepsi. Czy oznacza to, że powinnam porzucić hmm ... na przykład moje hobby? 

Nie, wcale to tego, nie oznacza!

Znam ludzi, którzy się wiecznie czegoś uczą. I nie chodzi mi ty o naukę, która daje jakby wymierne korzyści, pogłębiającą dziedzinę, w której się specjalizują, bo ja też się sporo uczę i uczyś się warto, żeby nie było, do pracy, ale takich ludzi, którzy dziś uczą się kaligrafii, a jutro programowania, a pojutrze air jogi. Zastanawiam się po co to robią? Co takie skakanie z kwiatka na kwiatek daje, kiedy po wszystkich tych naukach i tak zastanawiasz się 2 godziny jak zrobić pomidorową!? I kiedy robisz to dla własnego zabicia wolnego czasu, to OK, ale kiedy uczysz się całe życie jak prowadzić biznes, w związku z tym nigdy nie wypuszczasz w świat swojego produktu, to sorry, ale marnujesz życie. Nigdy się nie przekonasz czy coś jest dobre, póki twoi klienci tego nie kupią i nie ocenią, wtedy można sie poduczyc i coś zmienić, udoskolalić. 

A z innej beczki ...

Kto nam włożył do głów, że powinniśmy być doskonałymi partnerami? I co to cholery oznacza? Jestem dobrym partnerem, nawet wg tego poradnika. Rozumiem odrębność innych ludzi, rozumiem, że nie można przygniatać swoimi potrzebami i uczuciami, a jednak zastanawiam się, a właściwie zastanawiałam się, czy to aby już doskonale, czy tylko dobrze. Tymczasem wystarczy, że jestem wystarczająco dobra - serio! Wystarczająco, czyli dokładnie tyle ile mogę lub chcę dać. 

Partnerstwo, to pół biedy, najgorzej w naszym społeczeństwie wygląda mit doskonałej mamy. Pracuje, pilnuje, kocha, zaradzi, dostrzeże, pomoże, nakarmi, posprząta, ugotuje i to wszystko w pełnym makijażu z uśmiechem na ustach i w 5 minut. A kiedy ktoś chce w czymkolwiek pomóc, to nie, dziękuję zrobię to sama! Bo zrobię to przecież doskonale!

Nie mam tak, dzielę sie obowiązkami, a niektóre wręcz wyrzuciłam ze swojego planu dnia i mam się z tym naprawdę świetnie. Bo dla mnie najlepsza mama, to ta, która ma czas dla dzieci, a nie wyprasowane prześcieradło, serio! człowiek nie jest robotem, ma czasem gorszy dzień, potrzebuje chwili lub dwóch dla siebie i na swoje sprawy. Nie jest przez to gorszy! Jest poprostu inny. 

Jeszcze jeden poradnik i trafię na terapię, serio! Będę "teraupełtować" w sobie cokolwiek  :) Dlatego porzucam ten typ literatury i żyję dalej po swojemu, według swoich wartości i doświadczeń. 

Kierowanie się w życiu własnymi wartościami nie jest łatwe i każdy o tym wie, a wybranie z ich morza, tylko siedmiu dla siebie, to droga bardzo bolesna! 

O tym już niedługo, a ćwiczenie  takie, serdecznie polecam. 

Pozdrawiam!

wtorek, 22 września 2020

Można mieć wszystko, ale nie wszystko naraz

 


Mam w życiu dwa ulubione cytaty. I powiem Wam szczerzę, że odkąd zamienila  ich cytowanie, na realne stosowanie, w swoim codziennym działaniu, wszystko zmieniło się nie do poznania. 
In plus oczywiście, inaczej dupy bym nikomu nie zawracała.

1. Zrobione, jest lepsze od doskonałego - to powiedzenie Pani Swojego Czasu, które stosuje z okładem od 2ch lat ... i działa rewelacyjnie. 
Można wiecznie jęczęć, że się czegoś nie umie, nie zna, nie potrafi, że coś jest zbyt trudne lub zbyt wymagające, można, tylko co to da? Czy siedzenie i marnowanie czasu zbliża nas do "doskonałości", czy posuwa choć odrobinę do przodu - NIE! 
Natomiast daleko, bardzo daleko zajdziemy korzystając z powyższego powiedzenia i zasady małych kroków. Wdrażaj i realizuj małymi krokami, podziel słonia na malutkie zadania i ruszaj. Nawet jeśli masz 15min dziennie, to i tak jest więcej niż nic, a samym siedzeniem i rozmyślaniem nad sukcesami, do niczego nie dojdziesz. 

W październiku rusza wyzwanie Fundacji Kobieta Niezależna, Można dołączyć tutaj, które polega na ruszaniu się, czytaniu i dokumentowaniu swoich osiągnięć, łatwizna prawda, ale po koleji.

W pierwszym miesiącu:
📍chodzimy/biegamy 2km dziennie, lub 4km co drugi dzień, ale tylko co drugi, jak opuścisz dwa treningi, odpadasz
📍 wyniki dokumentujesz w Endomondo - to mnie martwi, bo apka często ze mną nie gada, ale się zobaczy. 
📍dwa razy w tygodniu zastanawiasz się nad tym za co jesteś wdzięczna, łatwizna dla mnie, "wdzięcznik" prowadzę od roku z okładam, super ćwiczenie, polecam
📍z 7 pozycji wybierasz jedną książkę, czytasz i opisujesz 10 lekcji, ktore dla siebie z niej wyciągnęłaś

Kolejne miesiące zawierają inne wyzwania, ale chodzenie / bieganie jest niezmienne. 
To nie jest takie sobie chodzenie czy bieganie, wyzwanie ma na celu zwiększenie Twojej dyscypliny ruchowej, wyrobienie w Tobie dobrych nawyków, np kiedy pobiegasz, to wypijesz więcej wody - samo zdrowie, dodanie Ci pewności siebie - MOGĘ i ROBIĘ. Jeśli tak jak ja, masz nawyk spacerowania i ruszania się, to poćwiczysz wdzięczność i przeczytasz fajne książki. Widzisz, warto!

2. Można mieć wszystko, ale nie wszystko na raz. Powiem Wam, że odkąd to sobie wrzuciłam do głowy, stresuję się 100 razy mniej, serio. No nie da się zrobić wszystkiego naraz, zwyczajnie tak to działa. Jak chcesz mieć świetną relację z przyjaciółmi, to nie będziesz mieć super wyglancowanej chaty, bo w tym czasie jesteś na elo melo z kumpelą, a nie na szmacie w łazience. 

Nie da się mieć super rozkręconego biznesu na macierzyńskim, bo to czas dla Ciebie i nowego dziecka, często wymagającego, to takie łagodne określenie na darcie ryja 24h/24h :), kiedy to już sobie uzmysłowisz i połowę lub większość odpuścisz, to czas, który zostanie Ci podarowany, wykorzystasz potrójnie. 

Bardzo bym chciała scrapować codziennie, ale się nie da. Mam robotę na etacie, dzieci, szkoły, dom itd, więc nic na siłę nie kombinuję, wykorzystuję czas, kiedy dzieci są na treningu, czasem godzina, czasem 20 minut, czwartek wieczór, godzina na livie, już wszystkim weszło w krew i soboty, tyle ile mogę, czyli od popołudnia do wieczora. Ile w tym czasie ogarnę, tyle mam! Nauczyłam się planować posty, wpisy na FP, blog. Wykorzystuję 15min dziennie, żeby spisać w zeszyciku plan i zapisać fajną myśl, potem zbieram wszystko w całość i voila.

Nie warto marnować życia na nic nierobienie, ale też nie ma co wrzucać sobie setek zadań, które i tam pozostaną niezrobione, a nam pozostanie frustacja i samoocenianie, które w wypadku kobiet, zbyt łaskawe nie jest!

Z niewiadomych nam przyczyn, wciaż dążymy do doskonałości, tylko nie za bardzo sami wiemy, czym ta doskonałość miałaby być, ale o tym będzie szeroko za tydzień!

Pozdrawiam


wtorek, 15 września 2020

Body positive


Od zeszłego tygodnia, czy już nawet już od 2, jesteśmy świadkami medialnej dramy z gwiazdami polskiego fitnesu w roli głównej. Nie podam nazwiska jednej z nich, bo na proces mnie nie stać, dodam - żona piłkarza - nawet znanego. Pozew wycofano! Ale Pani blogerka zapowiedziała, że ... "nie przeprosi" - no żesz ...

Owa Pani, młoda i szczupła, wytrenowana, bo co innego ma do roboty, przebrała się w poduszki i odtańczyła taniec grubaski, zdjęcia w necie obarczyła oczywiście, bo jak by inaczej, podpisem - body positive. Kiedy jej post został skrytykowany przez jedną z polskich blogerek - tu nazwisko przytaczam z radością Maja Staśko, grzecznie upominając iż ciało i figura jest rzeczą niezbywalną i nie można się z niej poprostu rozebrać, celebrytka pozwała blogerkę.

Ja się pytam, gdzie tu jest body positive? Gdzie tu jest reflekcja i rozum? Czy już zawsze w naszym życiu będzie sie liczyć, tylko i wyłącznie kasa? Czy nikt z nas nie może głośno mówić, że Pani A lub B nie tylko opowiada i pokazuje głupoty, a na dodatek swoim działaniem krzywdzi ludzi? 

To, że Pani celebrytka zarabia na tworzeniu swojej marki i fit orbity, nie czyni z niej żadnego eksperta w kwesti ciałopozytywności, która jest RELACJĄ przyjacielską z własnym ciałem, a nie ktorżniczym go traktowaniem, celem pozbycia się "balastu". Poczucie bycia szczęśliwą rodzi się i przechowuje w naszych mózgach, a nie w przez kogoś wymyślonej diecie, batoniku, nowym przyrządzie czy kostiumie do ćwiczeń, by tylko i wyłącznie pomnażać własny hajs.  

Bycie empatycznym oznacza wykazywanie się poczuciem "wejścia w buty" drugiej osoby, NIM wypowie lub pokaże się cokolwiek. Szczególnie pokaże! Polecam doczytanie na ten temat owej Pani. 

Ruch body possitive powstał w 1996 r. z inicjatywy cierpiącej na zaburzenia odżywiania, pisarki i producentki Connie Sobczak oraz psychoterapautki Elizabeth Scott. Obie Panie połączyły siły i stworzyły ruch, w którym najważniejsza jest somoakcepracja 

Żyć ciałopowytywnie, to znaczy, jak dla mnie, patrzeć w lustro bez obrzydzenia dla samej siebie i swojego ciała. Nie jest to absolutnie propagowanie otyłości, a każdy kto tak uważa jest poprostu idiotą. Jeżeli uważasz, że można coś w twoim wyglądzie zmienić, to OK - idź i działaj, ale nie kosztem tygodniowych głodówek, godzin na siłowni i hektolitrów potu, by zrzucić 2kg. 
Ciało pozytywność to niemówienie o sobie "góra tłuszczu" czy "wokek na kości", to mówienie - to jestem ja, tak wyglądam, taką siebie kocham i z taką sobą lubię żyć. Jeden tylko punkt, gdzie mówię głośne NIE -  bez włosów pod pachami! Błagam!

Nasze ciała nie muszą zachwycać nikogo, poza nami samymi!!!

Zdrowy tryb życia, to 3 najważniejsze jego filary - zdrowy i w odpowiedniej ilości dostarczany organizmowi SEN, normalny RUCH, czyli spacery, przemieszczanie się na rowerze czy też pieszo, a nie tylko samochodem  i zdrowe pożywienie, 5 porcji warzyw i owoców dziennie. Niektórzy dodają do tego sex :)

Lubisz siłownię - ćwicz! Lubisz diety - nie żryj, ale nie oceniaj i nie baw sie w psychologa, bo jeden przedmiot na szemranej uczelni, nie czyni Cię psychologiem! 

Pozdrawiam

niedziela, 6 września 2020

Pandemia, czy to krzyk Matki Natury

To mój blog i moje zdanie, nie trzeba czytać, począwszy od każdego dowolnego miejsca, z którym się nie zgadzacie. Ale jak się nie zgadzacie, to może, mimo wszystko i właśnie dlatego, że się nie zgadzasz, warto owo zdanie poznać do końca?

Groźna choroba, która zabiła już na świecie wiele milionów ludzi, to jak dla mnie bardzo głośny krzyk Matki Natury,  która mówi nam dosadnie -  albo zaczniecie szanować świat i Ziemię, która od minionów lat nosi wasze dupy, albo sama się z Wami rozprawię i to badziewiem, które wymyśliliście. Najgłośniejsz chyba wrzask, który usłyszeliśmy, ale mam wrażenie, że tylko na chwilę.

Czy wiecie o tym, że to właśnie pandemia spowodowała, że Chiny PO RAZ PIERWSZY, od niewiadomo jak długiego czasu, przestały się dusić we własnym smogu, a do Wenecji wróciły delfiny - tak, takie rzeczy o pandemi i jej skutkach, też można przeczytać w prasie i necie! 


Jakoś nie wierzę w przypadek, raczej skłaniam się ku przestrodze, że to najwyższy czas, by świat zwolnił, a nawet gwałtownie stanął i zmienił tory po których pędzi. Na razie stanął na 3 miesiące, i uwięził Cię w jakimś M. "Jeśli miałeś szczęście było to M4, a jeśli jakoś dodatkowo świat chciał Cię plasnąć w ryj, to zastał Cię w kawalerce bez balkonu" - Mam wątpiliwości" Radomska - bardzo mi się podoba to zdanie i bardzo tu pasuje. 

Po czasie zamknięcia, wszyscy jak jeden mąż cieszyli się z głupiego spaceru, możliwości wyjścia do sklepu, odwiedzin fryzjera czy kosmetyczki, w miarę swobodnego przemieszczania się nawet poza granice. Czego nas to zamknięcie nauczyło? NICZEGO! Smutna to jak dla mnie wiadomość, niestety. A dlaczego tak uważam? Uważam tak, bo słyszę o czym ludzie dookoła mówią i co wypisują w necie! 

Ponad 500 milionów ofiar śmiertelnych na świecie, a w internecie wciąż pojawiają się głosy o "fałszywej pandemii". Teorie spiskowe na temat epidemii wywołanej przez najbogatszych ludzi świata. Nasz Antek, to przy tym mały pikuś.  Nie będzie jeden z drugim nosił maseczki, bo w maseczce są grzyby - nie wiem jak na to wpadli, ale podpowiadam, można kuźwa wyprać ją, nie będzie jeden z drugim dezynfekował rąk,  bo nie widziali atestu płynu, którym pani w szkole dezynfekuje ręce dzieciom, a w ogóle grypa zabija rocznie więcej osób, niż Covid. 

To ja się zapytam jeszcze raz, czy kupując tampony, prosisz w sklepie o atest? A może przed zakupem obczytujesz strony producenta, by z owym atestem się zapoznać? A kiedy ostatnio szczepiłeś się przeciw grypie, by na nią nie zejść, co? Bo przypominam na grypę lekarstwa są, nawet szczepienia są,  na Covid - NIE! Przestałam komentować te wypowiedzi, poblokowałam wszystkich rodzimych heretyków - celebrytów, czyli pierwszych naukowców i lekarzy w kraju, zwykle po podstawówce i przestałam się denerwować, uważam, że poniżej pewnego poziomu, nie wolno schodzić. 

Czy naprawdę nie widzimy tego, że teraz, kiedy mniej in więcej wróciliśmy na stare tory, to nie wróciliśmy w komplecie, bo zniknął włąśnie z planu dzielnicy znajomy fryzjer, krewetkarnia, w której nie zdąrzyliśmy zjeść, czy kawiarenka, w której nie napijemy się już kawy? 

Wycinamy lasy, oczywiście Polska w czołówce dewastacji własnych lasów w Europie, nie szanujemy przyrody, nie interesuje nas, że każdego w lata w tym kraju właśnie,  wzrasta ilość miejscowości, w których latem brakuje wody, ludzie stali się bardzo wygodni i bardzo egoistyczni, mają wszystko w dupie, dopóki nie dotyka ich coś osobiście. 

Nie zaraziliście się, więc się nie martwicie i nie boicie? Powiedzcie to rodzinom ofiar Covida na całym świecie.

Pozdrawiam!

wtorek, 1 września 2020

Polecajki jesieni


 Jesień to dla jednych czas zadumy, ciepłych kapci i dobrych nawyków, a dla innych zimność i ciemność. Jest jak jest, ale może warto w tym roku pomyśleć, jak ten jesienny czas sobie uprzyjemnić i uczynić go deko ekscytującym?

Ja mam dla Was coś, co sama sprawdziłam na sobie i jestem zachwycona, więc polecam serdecznie na poprawę humoru w jesienny wieczór.

1. Książka numer jeden - "Mam wątpliwości" Aleksandry Radomskiej - Kliku klik - link afiliacyjny, więc dajcie radę, książka opowiada w sposób dosadny, ale i zabawny o wątpliwościach niby dorosłej kobiety, co do jej życiowej roli i przekonań jakimi nakarmił ją świat, nim wkroczyła w owe dorosłe życie, gdzie nic, ale to absolutnie nic z tych "dobrych rad", się nie spełnia :) Polecam gorąco!



2. Książka numer 2 - "Każdego szkoda" - do nabycia przez sklep - kliku klik jak to jest możliwe, że dorosła, wykształcona kobieta, laska jakich mało, ładuje się w związek z popaprańcem i toksyną, opowiedziana z pewspektywy koleżanek. Wartka akcja i świetna narracja, wystarczą dwa wieczory - warto. 

3. Ciepłe eklery - tylko ciepłe zaznaczam, czyli zrobione własnymi rączkami. Mam taki przepis - od mamy, który wychodzi wszystkim, nawet mi, gdzie jak wiecie w kuchni najczęściej odnajduję włącznik światła, więc mogę śmiało powiedzieć, że wyjdzie każdej z Was. Jak coś, to chętnie się podzielę.

4. Herbata z cytryną i miodem - wiem tego polecać nie trzeba, ale chciałabym tylko przypomnieć, jak niewiele do szczęścia potrzeba 

5. Kolor szary - to nietypowa polecajka, ale dla mnie, wręcz duchowa - przemalowaliśmy sypialnię na szaro i mam ochotę siedzieć w niej cały dzień i noc i nawet nic nie robić, tylko tam być. Kolor szary odpręża, wycisza, pozwala się uspokoić i ukoić nerwy, na mnie działa rewelacyjnie.  Nie zachęcam do remontów na jesieni oczywiście, może wystarczy szary kocyk? 

6. Domowe SPA - to juz ostatnia polecajka, żeby Was nie zanudzić po wakacjach. Uwielbiam raz na jakiś czas zaszyć się w łazience na godzinkę z muzyką i lampką wina, może być butelka i zrobić coś dla siebie - gorąca woda, maseczka, piling, paznokcie itd. Po godzinie, jestem jak nowa. Mam nadzieję, że się lubicie i dopieszczacie i takiego SPA to za bardzo polecać i namawiać do niego nie trzeba? Pamiętajcie, bądźcie dla siebie dobre!

To już koniec jesiennych polecajek z mojej wypróbowanej puli. Macie coś czym zechcecie się podzielić ze mną, zapraszam serdecznie do komentowania tu czy na stronie Nie-banalna Izabela.

Mam nadzieję usłyszeć się z Wami w kolejną środę z kolejnym tematem. 

Pozdrawiam!

poniedziałek, 13 lipca 2020

Tegoroczne wakacje


Plany tegorocznych wakacji napawały mnie tylko i wyłącznie bezsilnością i złością! Czemu tak się działo, to chyba nikomu tłumaczyć nie trzeba - niestety!

Marzyliśmy o wyjeździe na Chorwację z naszymi przyjaciółmi, a jeszcze 3 tygodnie temu nie wiedzieliśmy, czy w ogóle ruszymy z wielkiego miasta, gdzieś dalej niż park za domem. 

Koniec końców udało się i spędzimy 2 tygodnie w domku, w lesie, nad jeziorem i z dala od ludzi mamy nadzieję. Będzie basen na wyłączność, rowery, spacery, ognisko i co tam dusza zapragnie. A mimo wszystko w duszy mi nie do końca, wszystko gra!

Teraz, już po czasie zamknięciu w domu, ze zniesionym zakazem wychodzenia, ale wciąż z dużą dozą ostrożności wobec bliższych kontaktów z obcymi ludźmi, dopiero teraz w pełni docenić można wolność, co? 

I jakbym nawet dodała, tą wolność przez duże W. 

Jak to jest strasznie przykro, kiedy nie możesz wyjechać gdzie chcesz, tak zwyczajnie kupić bilet i wio, kiedy nie pójdziesz, ot tak z głupia frant, do kina z dziećmi, kiedy nie wejdziesz do sklepu, bo już właśnie jest tam sześć innych osób, kiedy patrzysz podejrzliwie na każdą osobę bez maski na twarzy.  Teraz dopiero docenić możemy w jakich extra czasach żyjemy. A właściwie żyliśmy! Myślę, że po pandemii świat już nie będzie taki sam, niestety. 

Dziś pierwszy dzień po wyborach prezydenckich! Jestem naprawdę przybita wyborem 51% Polaków, mega kuźwa wściekła! Ja wiem, że nie było na kogo głosować, tak naprawdę ścierają się tylko dwa ugrupowania, a silnej lewicy to już w życiu w tym kraju nie będzie, ale może choć odrobinę rozsądku by obywatel wykazał? By choć odrobinę ograniczyć możnowładztwo jednej osoby, bo to jak wiadomo żaden premier nie rządzi, żaden prezydent, tylko jeden mały ludek z przerośniętym ego!

Tak podzielonego społeczeństwa to jeszcze w tym kraju nie było, a czeka nas niestety 5 kolejnych lat walki i sporów. 

A ponieważ jest to mój blog, będę na nim wyrażać każdą moją opinię!

Na zakończenie dodam, że zobaczymy się i usłyszymy we wrześniu. Życzę wszystkim Wam kochani udanych wakacji, dużo odpoczynku, luzu i dystansu do siebie i innych. 

Pamiętajcie im więcej macie w dupie, tym dłużej żyjecie!

Pozdrawiam!

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Polecajki czerwca


Ostatnio, tak mi się o uszy obiło, że ja to tylko książki polecam :) Nie, nie tylko! I dziś, po raz kolejny to udowadniam.

Dziś to najchętniej poleciłabym farby do ścian i sufitów, bo właśnie zaczęliśmy malowanie mieszkania, no dobra - bądźmy szczerzy, właściwie Szymon zaczął z Kubą, no ale i mnie to nie minie zupełnie. Jednak nie o tym dziś mowa będzie. 

Zapraszam.

📍 Aparat - Nicon, tak zwane lustro,  dostałam w prezencie od męża, teraz latam jak wariat zwariowany po krzakach - jutro zapraszam na mój IG - https://www.instagram.com/izabela19758/, chociaż i na facebookowym fun page, też zdjęcie będzie, alejkach i innych podejrzanych miejscach i wszędzie strzelam foty. Nie idzie jeszcze jakoś super i nie noszę się z zamiarem zmiany zawodu i  wciąż doczytuję jak robić fajne kadry, szczególnie w Kobiecej Foto Szkole - polecam, jak ktoś nie zna, chociaż osobiście, nie wiem jak można jej nie znać? 
Ja rozumiem oczywiście, że większość z Was nie ma potrzeby zakupu takiego aparatu i wiekszość z nas ma najprawdopodobnie duzo lepszy aparat w telefonie, ale ja o takim zwyczajnie marzyłam. 


📍 Namiot bezcieniowy - zakup mój własny już, szczególnie polecany, kiedy za oknem buro i ciemno, a Ty na teraz, zaraz musisz mieć fotkę - czegoś! I słowo klucz, to, właśnie to coś, do pstryknięcia, bo dziecka tam raczej nie umieścisz! No chyba, że się jakoś ciekawie składa, niemalże jak sam wspomniany namiot. Powiem, że bardzo ułatwił mi życie i moje "fotografowanie", szczególnie moich kartek i innych prac wszelakich, bo nie muszę latać po mieszkaniu, rozkładać tła, szukać światła itd. Teraz mam wszystko w jednym miejscu. Porządeczek, oszczędność czsu i wygoda, to dla mnie priorytety numer "one".



📍 Strona laski z UK - i to jest wszystko mówiąca plecajka :)  Znalazłam super stronę na YT, gdzie kobieta w posób przystępny i szybki - to dla mnie mega ważne, bo czasu mam niewiele, pokazuje jak wyjść ze swojej strefy komfortu przy tworzeniu baz do kartek. Większość z nas przyzwyczajona jest do kartek w prostokącie, czy ewentualnie kwadracie, takie kartki dostajemy i co za tym idzie, takie kartki najczęściej powstają. A tu proszę! Niespodzianka! 

📍 Godzina dziennie - codziennie - usłyszałam to zdanie w podcast'cie PSC (Pani Swojego Czasu) i bardzo zapadło mi zarówno w serce jak i głowę. Kiedy wciąż słyszę, jak to nie mamy czasu na nic, to mi się nóż w kieszeni otwiera, bo naprawdę wystarczy 15min, żeby mieć w życiu fajne efekty ... czego tylko zechcecie. Oczywiście 15min i godzina są umowne, każdy na inny kontekst w życiu i nie każdym ma godzinę, by ją przeznaczyć na jedną tylko rzecz, ale u mnie, a przerabiam teraz właśnie kurs - na razie nic nie zdradzę, ale efekty pewnie same wpadną Wam w oczy, wyznaję właśnie tą zasadę - godzina dziennie codziennie i wiecie co? Działa. Naprawdę!

Pewnie, nie każda z moich polecajek przyda się wszystkim, ale może zainspiruję, chociaż jedną osobę?

Pozdrawiam!

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Czego się boję



Ostatnimi czasy dochodzę do wniosku, że co poniektórzy ludzie czytają w moich myślach :) 
Bo otóż, od dłuższego już czasu, chodzi za mną post, o tym czego się boję. A tu właśnie z największą przyjemnością, odsłuchałam podcast Joasi Tu_Okuniewska, o tym samym tytule. Miało być mrocznie i poważnie, ale nie od tego jest blog, prawda? Więc będzie, ot tak, po mojemu!

Moj kontekst i moje życie, jest totalnie inne niż Joanny, jeśli chcecie ją bliżej poznać, lećcie na Spotify, nie czuje się upoważniona, by tu o tym dyskutować, więc i moje "boję się", jest zupełnie inne niż Joanny i pewnie totalnie inne niż Wasze. A im dłużej o tym myślę, tym mniej rzeczy, strasznych rzeczy w moim życiu, przychodzi mi do głowy. Ja jestem chyba kompletnie odjechana, ewentualnie kompletnie głupia, ale ja generalnie niewielu rzeczy się boję. Dzieje się tak pewnie dlatego, że ja taki najgorszy strach, ale taki najgorszy strach, już znam od wielu, wielu lat i go zwyczajnie oswoiłam! Pokonałam, a na koniec kompletnie z mojego życia wyeliminowałam.  Ale nie o wynurzeniach dziś będzie. 

A więc, (tak, wiem, nie należy zaczynać zdania od a więc) nie mam napadów lękowych, nie siedzę i nie rozkminiam, że ktoś mnie oceni tak, a nie inaczej i jeszcze podzieli się tym odkryciem na messangerze z koleżanką, mam to kompletnie gdzieś, znaczy w dupie. Oczywiście, że nienawidzę, jak mnie ktoś krytykuje, obgaduje czy ocenia, ale się tym nie zamartwiam i się tego jakoś specjalnie, nie boję, bo cóż się może najgorszego stać, kiedy ktoś mnie oceni źle? Mogę mu ewentualnie nawstawiać i pożegnać z moje życia, ot tam wielkie halo!
Nie boję się, że popełnię błąd, oczywiście, że staram się je przewidzieć i zawczasu usunąć, ale nie myli się tylko ten, kto nic nie robi, to prawda stara jak świat i jej należy sie trzymać. 
Niektórych rzeczy się wstydzę, ale to nie jest strach :)

Coś tam jednak, w zakamarkach duszy znalazłam ...

🍀boję się o zdrowie moich dzieci - kiedy pomyślę, że coś, cokolwiek mogłoby im się stać, ściska mi się żołądek i łzy stają w oczach, u mnie to podchodzi chyba pod rodzaj lęku somatycznego, tzn. reaguje na niego, strach znaczy, cały mój organizm - mam ból brzucha, ból głowy, roztrzęsienie i rozregulowanie ciała. Otrząsam się z niego i tłumaczę sobie, że przecież dzieci się przewracają, nabijają sobie guzy, czasem nawet łamią ręce, ale to się wszystko leczy. Czasem działa, czasami, nie!
Nie jestem toksycznym rodzicem, moje dzieci wychodzą same z domu, a właściwie wychodziły przed 12343456767543 dniem pandemii, na podwórko, odwiedzały kolegów, chodzili i wracali sami ze szkoły, Kuba był na obozie siatkarskim, Kacper jeździł na biwaki zuchowe, ale zawsze uspokajam się całkowicie dopiero, wtedy, gdy obaj są w domu. 
Oczywiście, że martwię się też zdrowiem innych członków rodziny, ale to już zupełnie inny strach, taki powiedziałabym normalny ...

🍀boję się też o swoje zdrowie - jest to jednak, taki lęk powiedziałabym średnio zwyczajny. Badam się regularnie i nie tylko u lekarza pierwszego kontaktu, kiedy mam katar, ale robię kompleksowe badania co najmniej raz w roku, więc ten strach jest pod kontrolą, chociaż pewnie, zastanawiam się czasem, czy dożyję czasów,  kiedy moi synowie będą już dorośli? Jeszcze tylko przekonania zupełnego nie mam, co do tego,  czy dzieci, to w ogóle kiedyś dorosną?

🍀 czasem boję się tego, czy dobrze wychowuję swoje dzieci, czy one sobie w życiu poradzą, czy będą potrafiły obronić się przed złem tego pieprzonego świata? Czy dobrze im uświadomiłam, że nie należy zawsze i wszędzie i bezwzględnie słuchać innych, że zawsze, to trzeba mieć swój rozum, czy będą same umiały wybrać między dobrem a złem, czy nie dadzą sobie wmówić głupot typu - ideologia LGBT, white power, Polska dla Polaków? Staram się póki co, najlepiej jak mogę!

🍀boję się stracić płynność finansową - szczególnie teraz, wiecie kredyt, to nie przelewki, więc staram się robić wszystko tak, by jednak go spłacać. 

🍀 boję się pająków i to kuźwa nie są żarty. Boję się tego cholerstwa, do tego stopnia, że lubię węże, bo te zżerają pająki! Innych fobii zwierzęcych nie posiadam!

Jak widzicie nie ma tego dużo, albo wręcz przeciwnie jest tego ogrom? Co sądzicie, bo u mnie to,  byłoby na tyle! 

Wszystkie inne strachy wysyłam na lachy. Kiedy przyjdzie mi do głowy usiąść i się czym zamartwiać i straszyć, pukam się w głowę i mówię sama do siebie "a ty co, dewociejesz?" i jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, strach mija! Hahaha! 

Podzielcie się ze mną swoimi strachami, jeśli macie ochotę! Nikomu nie powiem! Obiecuję!

Tymczasem pozdrawiam serdecznie!


niedziela, 14 czerwca 2020

Samoakceptacja


Zastanawiacie się czasami, dlaczego ostatnio tak popularne stało się hasło - samoakceptacja i dążenie do niej? Co to jest ta samoakceptacja? Ciepłe bamboszki i 1500kg nadwagi, czy może raczej coś innego? Czy wystarczy powiedzieć - "O hej piękna" o siódmej rano do własnego lustra, czy może należy jednak przeglądać się w oczach innych, by ich dla nas uwielbienie prowadziło do samoakceptacji? 

Teraz, w 124357854323245 dniu lockdown'u, ludzie podwójnie cierpią. Cierpią z osamotnienia, braku kontaktów międzyludzkich i cierpią, bo mają zwyczajnie za dużo czasu na czasami, zupełnie bezsensowne rozkminki, szczególnie te, dotyczące ich samych. Ich wyglądu, fałdek na brzuszku, celulitu itd. Nie mamy dla siebie zbyt wiele miłości własnej, dlatego właśnie lekarze biją na alarm, a psycholodzy mówią - nie oceniaj się. 

Jak wiecie, nie jestem psychologiem i nie mam tajemnej wiedzy, jak samoakceptacja wyglądać powinna, ale mogę podzielić się z Wami, kochane moje, własnymi przemyśleniami w tym trudnym temacie.


Czym więc dla mnie jest samoakceptacja?

🍀 to zaakceptowanie tego co mam - nie mam 180cm wzrostu, mam 150 i to w kapeluszu, nie zmienię tego, to jest fakt, a jak powszechnie wiadomo, z faktami się nie dyskutuje, bo po cholerę się tym zamęczać?

🍀 to uświadomienie sobie tego, co mogę w sobie zmienić i praca nad tym - mogę zmniejszyć swój rozmiar o jeden, kiedy regularnie poćwiczę, zmienię dietę, zadbam o siebie, ale nie zamęczam się wagą czy rozmiarem nad kolejną paczką chipsów!

🍀 to nierzucanie się na cudowne ... coś, dieta cud, fitness cud - odmieni cię w 30 dni - to jest bzdura na resorach, nie ma cudowności, nie ma i już. Takie zrywy prowadzą tylko do frustracji, bo żadna z nas nie jest Chodakowską i nie będzie robić 10 treningów dziennie, ani żyć na 300kcal dziennie, najdalej po trzech dnia rzucisz to w cholerę i zostaniesz z wyrzutami sumienia, po co?

🍀 to nierobienie sobie krzywdy, nie krzywdź się - najczęściej, to Ty sama jesteś dla siebie najgorszym i najsurowszym sędzią, nie mów o sobie źle, nie wyrzucaj sobie rozmiaru, numeru buta czy miseczki stanika, a najważniejsze NIE PORÓWNUJ się do innych!

🍀 to dbanie o siebie. Nie chodzi mi o hity nowych maseczek i kremów czy kiecki za miliony, chodzi mi o dbanie o swoje ja. O odpoczynek, o czas dla siebie ze sobą, o spokój wewnętrzny i zrozumienie swoich potrzeb. Dbam o siebie, bo się regularnie badam, robię wyniki, sprawdzam czy podwozie wciąż działa :)

Samoakceptacja, to nie jest narcyzm! "A tam, mam chorobliwą nadwagę, ledwo wstaje z krzesła czy z fotela, ale co tam, przecież się akceptuję taką, jaką jestem". Nie, to nie jest samoakceptacja, to jest choroba, to krzywdzenie siebie i niedostrzeganie problemów, a zupełnie nie o to chodzi. Z drugiej jednak strony, usłyszałam ostatnio zdanie, które mnie strasznie zasmuciło, ktoś powiedział, że przestał siebie nienawidzieć. Straszne!

Pewna sympatyczna osoba mówi czasami - "W moim wieku, to ja już nic nie muszę, ja ewentualnie mogę", a ja dodaję jeszcze, w każdym wieku, możemy wszystkie się polubić, szanować, nie robić sobie krzywdy. 

Pozdrawiam

8 lat bloga nieprzynoszącego żadnych korzyści

  W styczniu 2018 roku, wrzuciłam tu, w nowej przestrzenie blogerskiej, starą straciłam, tak działają bigtechy, nowy post, 8 lat. Wzięłam ud...