środa, 14 października 2020
poniedziałek, 5 października 2020
Wartości, czyli moich 7 życiowych drogowskazów
niedziela, 27 września 2020
Czy "naprawdę" oznacza doskonale?
Na wstępie chciałabym zadeklarować wszem i wobec, iż od dziś nie czytam poradnikow, żadnych!
No dobra, chyba, że nowa książka Janiny Bąk, będzie poradnikiem, to przeczytam.
Przebrnęłam ostatnio przez "Kochaj wystarczająco dobrze", chciałam to skonfrontować troche ze swoim podejściem do życia, że "naprawdę", wcale nie oznacza "doskonale", te słowa nie są tożsame i czas najwyższy zacząć to ogarniać, życie staje się wtedy bardziej znośne, serio.
Wiem dobrze co mowię, bo stosunkow niedawno wyzwoliłam się z dziwnych przekonań, które ktoś, kiedyś wrzucił mi do głowy, a przede wszystkim pozbyłam się chęci dąrzenia do perfekcjonizmu. Porzuciłam doskonałość i zachowuję zdrową głowę ... chyba.
Ale do brzegu ...
Naprawdę lubię coś robić, ale nie jestem w tym doskonała. No nie jestem! Są dużo lepsi. Czy oznacza to, że powinnam porzucić hmm ... na przykład moje hobby?
Nie, wcale to tego, nie oznacza!
Znam ludzi, którzy się wiecznie czegoś uczą. I nie chodzi mi ty o naukę, która daje jakby wymierne korzyści, pogłębiającą dziedzinę, w której się specjalizują, bo ja też się sporo uczę i uczyś się warto, żeby nie było, do pracy, ale takich ludzi, którzy dziś uczą się kaligrafii, a jutro programowania, a pojutrze air jogi. Zastanawiam się po co to robią? Co takie skakanie z kwiatka na kwiatek daje, kiedy po wszystkich tych naukach i tak zastanawiasz się 2 godziny jak zrobić pomidorową!? I kiedy robisz to dla własnego zabicia wolnego czasu, to OK, ale kiedy uczysz się całe życie jak prowadzić biznes, w związku z tym nigdy nie wypuszczasz w świat swojego produktu, to sorry, ale marnujesz życie. Nigdy się nie przekonasz czy coś jest dobre, póki twoi klienci tego nie kupią i nie ocenią, wtedy można sie poduczyc i coś zmienić, udoskolalić.
A z innej beczki ...
Kto nam włożył do głów, że powinniśmy być doskonałymi partnerami? I co to cholery oznacza? Jestem dobrym partnerem, nawet wg tego poradnika. Rozumiem odrębność innych ludzi, rozumiem, że nie można przygniatać swoimi potrzebami i uczuciami, a jednak zastanawiam się, a właściwie zastanawiałam się, czy to aby już doskonale, czy tylko dobrze. Tymczasem wystarczy, że jestem wystarczająco dobra - serio! Wystarczająco, czyli dokładnie tyle ile mogę lub chcę dać.
Partnerstwo, to pół biedy, najgorzej w naszym społeczeństwie wygląda mit doskonałej mamy. Pracuje, pilnuje, kocha, zaradzi, dostrzeże, pomoże, nakarmi, posprząta, ugotuje i to wszystko w pełnym makijażu z uśmiechem na ustach i w 5 minut. A kiedy ktoś chce w czymkolwiek pomóc, to nie, dziękuję zrobię to sama! Bo zrobię to przecież doskonale!
Nie mam tak, dzielę sie obowiązkami, a niektóre wręcz wyrzuciłam ze swojego planu dnia i mam się z tym naprawdę świetnie. Bo dla mnie najlepsza mama, to ta, która ma czas dla dzieci, a nie wyprasowane prześcieradło, serio! człowiek nie jest robotem, ma czasem gorszy dzień, potrzebuje chwili lub dwóch dla siebie i na swoje sprawy. Nie jest przez to gorszy! Jest poprostu inny.
Jeszcze jeden poradnik i trafię na terapię, serio! Będę "teraupełtować" w sobie cokolwiek :) Dlatego porzucam ten typ literatury i żyję dalej po swojemu, według swoich wartości i doświadczeń.
Kierowanie się w życiu własnymi wartościami nie jest łatwe i każdy o tym wie, a wybranie z ich morza, tylko siedmiu dla siebie, to droga bardzo bolesna!
O tym już niedługo, a ćwiczenie takie, serdecznie polecam.
Pozdrawiam!
wtorek, 22 września 2020
Można mieć wszystko, ale nie wszystko naraz
wtorek, 15 września 2020
Body positive
Owa Pani, młoda i szczupła, wytrenowana, bo co innego ma do roboty, przebrała się w poduszki i odtańczyła taniec grubaski, zdjęcia w necie obarczyła oczywiście, bo jak by inaczej, podpisem - body positive. Kiedy jej post został skrytykowany przez jedną z polskich blogerek - tu nazwisko przytaczam z radością Maja Staśko, grzecznie upominając iż ciało i figura jest rzeczą niezbywalną i nie można się z niej poprostu rozebrać, celebrytka pozwała blogerkę.
Ja się pytam, gdzie tu jest body positive? Gdzie tu jest reflekcja i rozum? Czy już zawsze w naszym życiu będzie sie liczyć, tylko i wyłącznie kasa? Czy nikt z nas nie może głośno mówić, że Pani A lub B nie tylko opowiada i pokazuje głupoty, a na dodatek swoim działaniem krzywdzi ludzi?
To, że Pani celebrytka zarabia na tworzeniu swojej marki i fit orbity, nie czyni z niej żadnego eksperta w kwesti ciałopozytywności, która jest RELACJĄ przyjacielską z własnym ciałem, a nie ktorżniczym go traktowaniem, celem pozbycia się "balastu". Poczucie bycia szczęśliwą rodzi się i przechowuje w naszych mózgach, a nie w przez kogoś wymyślonej diecie, batoniku, nowym przyrządzie czy kostiumie do ćwiczeń, by tylko i wyłącznie pomnażać własny hajs.
Bycie empatycznym oznacza wykazywanie się poczuciem "wejścia w buty" drugiej osoby, NIM wypowie lub pokaże się cokolwiek. Szczególnie pokaże! Polecam doczytanie na ten temat owej Pani.
Ruch body possitive powstał w 1996 r. z inicjatywy cierpiącej na zaburzenia odżywiania, pisarki i producentki Connie Sobczak oraz psychoterapautki Elizabeth Scott. Obie Panie połączyły siły i stworzyły ruch, w którym najważniejsza jest somoakcepracja
niedziela, 6 września 2020
Pandemia, czy to krzyk Matki Natury
To mój blog i moje zdanie, nie trzeba czytać, począwszy od każdego dowolnego miejsca, z którym się nie zgadzacie. Ale jak się nie zgadzacie, to może, mimo wszystko i właśnie dlatego, że się nie zgadzasz, warto owo zdanie poznać do końca?
Groźna choroba, która zabiła już na świecie wiele milionów ludzi, to jak dla mnie bardzo głośny krzyk Matki Natury, która mówi nam dosadnie - albo zaczniecie szanować świat i Ziemię, która od minionów lat nosi wasze dupy, albo sama się z Wami rozprawię i to badziewiem, które wymyśliliście. Najgłośniejsz chyba wrzask, który usłyszeliśmy, ale mam wrażenie, że tylko na chwilę.
Czy wiecie o tym, że to właśnie pandemia spowodowała, że Chiny PO RAZ PIERWSZY, od niewiadomo jak długiego czasu, przestały się dusić we własnym smogu, a do Wenecji wróciły delfiny - tak, takie rzeczy o pandemi i jej skutkach, też można przeczytać w prasie i necie!
Po czasie zamknięcia, wszyscy jak jeden mąż cieszyli się z głupiego spaceru, możliwości wyjścia do sklepu, odwiedzin fryzjera czy kosmetyczki, w miarę swobodnego przemieszczania się nawet poza granice. Czego nas to zamknięcie nauczyło? NICZEGO! Smutna to jak dla mnie wiadomość, niestety. A dlaczego tak uważam? Uważam tak, bo słyszę o czym ludzie dookoła mówią i co wypisują w necie!
Ponad 500 milionów ofiar śmiertelnych na świecie, a w internecie wciąż pojawiają się głosy o "fałszywej pandemii". Teorie spiskowe na temat epidemii wywołanej przez najbogatszych ludzi świata. Nasz Antek, to przy tym mały pikuś. Nie będzie jeden z drugim nosił maseczki, bo w maseczce są grzyby - nie wiem jak na to wpadli, ale podpowiadam, można kuźwa wyprać ją, nie będzie jeden z drugim dezynfekował rąk, bo nie widziali atestu płynu, którym pani w szkole dezynfekuje ręce dzieciom, a w ogóle grypa zabija rocznie więcej osób, niż Covid.
To ja się zapytam jeszcze raz, czy kupując tampony, prosisz w sklepie o atest? A może przed zakupem obczytujesz strony producenta, by z owym atestem się zapoznać? A kiedy ostatnio szczepiłeś się przeciw grypie, by na nią nie zejść, co? Bo przypominam na grypę lekarstwa są, nawet szczepienia są, na Covid - NIE! Przestałam komentować te wypowiedzi, poblokowałam wszystkich rodzimych heretyków - celebrytów, czyli pierwszych naukowców i lekarzy w kraju, zwykle po podstawówce i przestałam się denerwować, uważam, że poniżej pewnego poziomu, nie wolno schodzić.
Czy naprawdę nie widzimy tego, że teraz, kiedy mniej in więcej wróciliśmy na stare tory, to nie wróciliśmy w komplecie, bo zniknął włąśnie z planu dzielnicy znajomy fryzjer, krewetkarnia, w której nie zdąrzyliśmy zjeść, czy kawiarenka, w której nie napijemy się już kawy?
Wycinamy lasy, oczywiście Polska w czołówce dewastacji własnych lasów w Europie, nie szanujemy przyrody, nie interesuje nas, że każdego w lata w tym kraju właśnie, wzrasta ilość miejscowości, w których latem brakuje wody, ludzie stali się bardzo wygodni i bardzo egoistyczni, mają wszystko w dupie, dopóki nie dotyka ich coś osobiście.
Nie zaraziliście się, więc się nie martwicie i nie boicie? Powiedzcie to rodzinom ofiar Covida na całym świecie.
Pozdrawiam!
wtorek, 1 września 2020
Polecajki jesieni
Ja mam dla Was coś, co sama sprawdziłam na sobie i jestem zachwycona, więc polecam serdecznie na poprawę humoru w jesienny wieczór.
1. Książka numer jeden - "Mam wątpliwości" Aleksandry Radomskiej - Kliku klik - link afiliacyjny, więc dajcie radę, książka opowiada w sposób dosadny, ale i zabawny o wątpliwościach niby dorosłej kobiety, co do jej życiowej roli i przekonań jakimi nakarmił ją świat, nim wkroczyła w owe dorosłe życie, gdzie nic, ale to absolutnie nic z tych "dobrych rad", się nie spełnia :) Polecam gorąco!
2. Książka numer 2 - "Każdego szkoda" - do nabycia przez sklep - kliku klik jak to jest możliwe, że dorosła, wykształcona kobieta, laska jakich mało, ładuje się w związek z popaprańcem i toksyną, opowiedziana z pewspektywy koleżanek. Wartka akcja i świetna narracja, wystarczą dwa wieczory - warto.
3. Ciepłe eklery - tylko ciepłe zaznaczam, czyli zrobione własnymi rączkami. Mam taki przepis - od mamy, który wychodzi wszystkim, nawet mi, gdzie jak wiecie w kuchni najczęściej odnajduję włącznik światła, więc mogę śmiało powiedzieć, że wyjdzie każdej z Was. Jak coś, to chętnie się podzielę.
4. Herbata z cytryną i miodem - wiem tego polecać nie trzeba, ale chciałabym tylko przypomnieć, jak niewiele do szczęścia potrzeba
5. Kolor szary - to nietypowa polecajka, ale dla mnie, wręcz duchowa - przemalowaliśmy sypialnię na szaro i mam ochotę siedzieć w niej cały dzień i noc i nawet nic nie robić, tylko tam być. Kolor szary odpręża, wycisza, pozwala się uspokoić i ukoić nerwy, na mnie działa rewelacyjnie. Nie zachęcam do remontów na jesieni oczywiście, może wystarczy szary kocyk?
6. Domowe SPA - to juz ostatnia polecajka, żeby Was nie zanudzić po wakacjach. Uwielbiam raz na jakiś czas zaszyć się w łazience na godzinkę z muzyką i lampką wina, może być butelka i zrobić coś dla siebie - gorąca woda, maseczka, piling, paznokcie itd. Po godzinie, jestem jak nowa. Mam nadzieję, że się lubicie i dopieszczacie i takiego SPA to za bardzo polecać i namawiać do niego nie trzeba? Pamiętajcie, bądźcie dla siebie dobre!
To już koniec jesiennych polecajek z mojej wypróbowanej puli. Macie coś czym zechcecie się podzielić ze mną, zapraszam serdecznie do komentowania tu czy na stronie Nie-banalna Izabela.
Mam nadzieję usłyszeć się z Wami w kolejną środę z kolejnym tematem.
Pozdrawiam!
poniedziałek, 13 lipca 2020
Tegoroczne wakacje
poniedziałek, 29 czerwca 2020
Polecajki czerwca
Zapraszam.
poniedziałek, 22 czerwca 2020
Czego się boję
Ostatnimi czasy dochodzę do wniosku, że co poniektórzy ludzie czytają w moich myślach :)
Bo otóż, od dłuższego już czasu, chodzi za mną post, o tym czego się boję. A tu właśnie z największą przyjemnością, odsłuchałam podcast Joasi Tu_Okuniewska, o tym samym tytule. Miało być mrocznie i poważnie, ale nie od tego jest blog, prawda? Więc będzie, ot tak, po mojemu!
A więc, (tak, wiem, nie należy zaczynać zdania od a więc) nie mam napadów lękowych, nie siedzę i nie rozkminiam, że ktoś mnie oceni tak, a nie inaczej i jeszcze podzieli się tym odkryciem na messangerze z koleżanką, mam to kompletnie gdzieś, znaczy w dupie. Oczywiście, że nienawidzę, jak mnie ktoś krytykuje, obgaduje czy ocenia, ale się tym nie zamartwiam i się tego jakoś specjalnie, nie boję, bo cóż się może najgorszego stać, kiedy ktoś mnie oceni źle? Mogę mu ewentualnie nawstawiać i pożegnać z moje życia, ot tam wielkie halo!
Nie boję się, że popełnię błąd, oczywiście, że staram się je przewidzieć i zawczasu usunąć, ale nie myli się tylko ten, kto nic nie robi, to prawda stara jak świat i jej należy sie trzymać.
Niektórych rzeczy się wstydzę, ale to nie jest strach :)
Coś tam jednak, w zakamarkach duszy znalazłam ...
🍀 czasem boję się tego, czy dobrze wychowuję swoje dzieci, czy one sobie w życiu poradzą, czy będą potrafiły obronić się przed złem tego pieprzonego świata? Czy dobrze im uświadomiłam, że nie należy zawsze i wszędzie i bezwzględnie słuchać innych, że zawsze, to trzeba mieć swój rozum, czy będą same umiały wybrać między dobrem a złem, czy nie dadzą sobie wmówić głupot typu - ideologia LGBT, white power, Polska dla Polaków? Staram się póki co, najlepiej jak mogę!
🍀boję się stracić płynność finansową - szczególnie teraz, wiecie kredyt, to nie przelewki, więc staram się robić wszystko tak, by jednak go spłacać.
🍀 boję się pająków i to kuźwa nie są żarty. Boję się tego cholerstwa, do tego stopnia, że lubię węże, bo te zżerają pająki! Innych fobii zwierzęcych nie posiadam!
Jak widzicie nie ma tego dużo, albo wręcz przeciwnie jest tego ogrom? Co sądzicie, bo u mnie to, byłoby na tyle!
Wszystkie inne strachy wysyłam na lachy. Kiedy przyjdzie mi do głowy usiąść i się czym zamartwiać i straszyć, pukam się w głowę i mówię sama do siebie "a ty co, dewociejesz?" i jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, strach mija! Hahaha!
Podzielcie się ze mną swoimi strachami, jeśli macie ochotę! Nikomu nie powiem! Obiecuję!
Tymczasem pozdrawiam serdecznie!
niedziela, 14 czerwca 2020
Samoakceptacja
Zastanawiacie się czasami, dlaczego ostatnio tak popularne stało się hasło - samoakceptacja i dążenie do niej? Co to jest ta samoakceptacja? Ciepłe bamboszki i 1500kg nadwagi, czy może raczej coś innego? Czy wystarczy powiedzieć - "O hej piękna" o siódmej rano do własnego lustra, czy może należy jednak przeglądać się w oczach innych, by ich dla nas uwielbienie prowadziło do samoakceptacji?
🍀 to uświadomienie sobie tego, co mogę w sobie zmienić i praca nad tym - mogę zmniejszyć swój rozmiar o jeden, kiedy regularnie poćwiczę, zmienię dietę, zadbam o siebie, ale nie zamęczam się wagą czy rozmiarem nad kolejną paczką chipsów!
🍀 to nierzucanie się na cudowne ... coś, dieta cud, fitness cud - odmieni cię w 30 dni - to jest bzdura na resorach, nie ma cudowności, nie ma i już. Takie zrywy prowadzą tylko do frustracji, bo żadna z nas nie jest Chodakowską i nie będzie robić 10 treningów dziennie, ani żyć na 300kcal dziennie, najdalej po trzech dnia rzucisz to w cholerę i zostaniesz z wyrzutami sumienia, po co?
🍀 to nierobienie sobie krzywdy, nie krzywdź się - najczęściej, to Ty sama jesteś dla siebie najgorszym i najsurowszym sędzią, nie mów o sobie źle, nie wyrzucaj sobie rozmiaru, numeru buta czy miseczki stanika, a najważniejsze NIE PORÓWNUJ się do innych!
🍀 to dbanie o siebie. Nie chodzi mi o hity nowych maseczek i kremów czy kiecki za miliony, chodzi mi o dbanie o swoje ja. O odpoczynek, o czas dla siebie ze sobą, o spokój wewnętrzny i zrozumienie swoich potrzeb. Dbam o siebie, bo się regularnie badam, robię wyniki, sprawdzam czy podwozie wciąż działa :)
Samoakceptacja, to nie jest narcyzm! "A tam, mam chorobliwą nadwagę, ledwo wstaje z krzesła czy z fotela, ale co tam, przecież się akceptuję taką, jaką jestem". Nie, to nie jest samoakceptacja, to jest choroba, to krzywdzenie siebie i niedostrzeganie problemów, a zupełnie nie o to chodzi. Z drugiej jednak strony, usłyszałam ostatnio zdanie, które mnie strasznie zasmuciło, ktoś powiedział, że przestał siebie nienawidzieć. Straszne!
Pewna sympatyczna osoba mówi czasami - "W moim wieku, to ja już nic nie muszę, ja ewentualnie mogę", a ja dodaję jeszcze, w każdym wieku, możemy wszystkie się polubić, szanować, nie robić sobie krzywdy.
Pozdrawiam
8 lat bloga nieprzynoszącego żadnych korzyści
W styczniu 2018 roku, wrzuciłam tu, w nowej przestrzenie blogerskiej, starą straciłam, tak działają bigtechy, nowy post, 8 lat. Wzięłam ud...
-
Razem z Ładny blog zapraszam w tym miesiącu na wyzwanie blogowe, w ramach, którego pracować będziemy nie tylko nad regularnością blogow...
-
Razem z Ładny blog zapraszam na kolejny wpis w ramach wyzwania blogowego trwającego przez cały czerwiec. Są takie podróże, o których ...













