środa, 4 listopada 2020

Uczucia, ciąg dalszy


Dziś kolejna część postu o uczuciach. Teraz kolej na te "niepozytywne", ale jakże ludzkie i nam bliskie! Szczególnie często odczuwany je w czasie tej cholernej pandemii i w obliczu najnowszych ogłoszeń wydmyszki, jaką jest nasz tak zwany "trybunał konstytucyjny"

Złość - jestem wściekła od 22 października. Wściekła, to mało powiedziane, jestem wkurwiona na maxa. Grupa polityków, starych dziadów i bab, którym już na pewno ciąża nie grozi, właśnie zakazało aborcji w Polsce ze zwględu na wady embrionalnych płodów. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, oznacza to tyle, że kobieta, która wie, że dziecko urodzić się ma tylko po to, by umrzeć za godzinę czy dwie, MUSI kuwra urodzić!!! Musi, bo tak zdecydowali parszywi, wredni i upośledzeni bezmózgowcy bez empatii. 

Złość w ludziach oznacza, że zostają przekroczone nasze granice, moje właśnie ktoś podeptał, odebrał mi prawa. A nasza "narodowa bohaterka", chyba najbardziej znienawidzona baba w tym kraju, nie ustaje w pomysłach, teraz postuluje zakazu aborcji w przypadku czynu zabronionego, czyli gwałtu. Przejdzie?  

Zazdrość - nie jestem zazdrośnicą, ale w tym roku zazdrościłam, życząc szczerze jak najlepszego wypoczynku, mojej przyjaciołce, która to poleciała sobie do Grecji na tydzień i pławiła się w czyściutkiej wodzie pod słonecznym niebem, kiedy to ja siedziałam na wsi, gdzie nawet zasięgu nie było. Tak Gosia, o Tobie mowa! 

Jednak, słuchając podkastu "Ja i moje przyjaciółki idiotki", czyli o idiotkowaniu w związkach, mam dreszcze, serio. Ludzie są zazdrośni, nie tylko o relacje i nie tylko w relacjach, np w związkach, najczęściej gatunek ludzki zazdrości innym prestiżu i kasy - płytkie, co? To, że jedno i drugie wiąże się z ciężką, wielogodzinną, codzienną pracą, nikt już nie mówi, niestety!

Zawiść - to uczucie o jenen stopień wyższe niż niż zazdrość, powoduje w ludziach pojawienie się wrogości w stosunku do osoby, której czegoś zazdrościmy. Na szczęście nie znam baby wrednej. Nie umiem nawet postawić się w takiej sytuacji, by tak czegoś zazdrościć, by znielubieć kogoś. Nie!

Nienawiść - ostatnimi czasy gości w nas pewnie często, co? Tak jak teraz podzielonego społeczeństwa w tym kraju jeszcze nie było, bynajmniej ja nie kojarzę. Nie przypominam sobie by jakikolwiek rząd, poza obecnym, nawoływał do wojny, dolewał oliwy do ognia w czasie protestów, straszył prokuratorami, zaszczuwał uczniów i dyrektorow szkół i wzywał faszystów do bicia kobiet w obronie kościołów, których nikt nie atakuje. Kurwa! 

Nie wiem czy może istnieć nienawiść, bez zawiści, ale ja osobiście nienawidzę tylko jednej osoby na tym świecie. Pomińmy milczeniem!

Smutek i strata - o smutku i jego różnych formach, pisałam już troszkę przy radości, ale teraz spójrzmy na niego w perspektywie straty. Zauważyłam ostatnio, że ludzie bardzo jakoś luźno podchodzą do żałoby i do uczucia straty w ogóle. "A było, minęło..." Nie chodzi mi o to, że nie ubierają się na czarno i nie przyginają tak przywdziani przez bity rok, jakby to w czymś komuś pomagało, serio, nie znam nikogo, komu czerń w czasie żałoby pomogła stratę przeboleć, tylko zwyczajnie, na żałobę sobie nie pozwalają. Tymczasem uczucie straty, szczególnie nieprzerobione w głowie uczucie straty,  jest bardzo podstępne i potrafi wrócić w najmniej oczekiwanej chwili. 

Każde z uczuć, które człowiek w sobie ma, żyją w jako takiej symbiozie i to powoduje, że jesteśmy ludźmi. Potrafimy odczuwać, współczuć i lubić, ale też złościć się i płakać, a nasze zrównoważone uczucia odróżniają nas od zwierząt, chyba! :)

Dziwny mamy czas i dziwny kraj, niestety! 

środa, 28 października 2020

Rewolucjonistka :)

Dziś miała być druga część wpisu o uczuciach, ale jedynym uczuciem, które mnie przepełnia dziś duma, pełen wzrusz, ale i złość!

***** *** te kilka gwiadek staje się symbilem Polki walczącej, bo podobno, to nie ładnie jak kobieta przeklina, serio? Czemu nikt wczęśniej mi tego nie poweidział, ale cóż człowiek całe życie się uczy, a i tak beznadziejne nauki ma w dupie.

Wrócilam z protestu przeciw decyzji "trybunału konstytucyjnego" w kwesti zakazu aborcji, kiedy płód ma ciężkie i nieodwracalne wady genetyczne. Przez 27 lat obowiązywał w Polsce tzw. kompromis aborcyjny, wypracowany, wynegocjowany, nie idealny, ale był. W roku 2019 w Polsce - 40mln mieszkańców, z powodu wad genetycznych płodu dokonano 1170 aborcji, dużo? Nie sądzę! Te 1170 kobiet miało wybór i go dokonało. W bólach, w cierpieniu niewyobrażalnym, po badaniach, ze wskazania. Te kobiety dokonaly wyboru, zdecydowały, że nie urodzą dziecka, które umrze za 2 godziny. One miały wybór, teraz każda z nas, takiego wyboru, już nie ma. Nie ma, bo dwie stare prukwy i kilku starych dziadów zadecydowało, że nie i chuj! Zakaz aborcji nie oznacza, że jej nie będzie, to jest chyba oczywiste dla wszystkich, czy nie? Ona będzie! Będzie tylko niebezpieczna i droga, bo zagraniczna!

Dawno się tak nie bałam, naprawdę! Przeczytałam poradnik manifestującego, zapisałam numer do prawnika na ręce, nie malowałam się - no może być gaz, zabrałam czarną parasolkę, mój jedyny rekwizyt i pojechałam do centrum, sama. Szłam alejami, tak tymi słynnymi alejami, w tą i z powrotem. Na ulicach pełno ludzi w różnym wieku, dużo młodzieży, ale przede wszystkim całe rodziny! Całe rodziny! Mężowie wspierający swoje żony, matki z dorastającymi dziewczynami, ale również z młodymi chłopcami! Ludzie niosą różniste transparenty - drukowane, malowane, odręcznie pisane, pełna mobilizacja. Najbardziej rusza mnie napis - "Nie będę bohaterką na żądanie". Na ulicy zaczepiam młode dziewczyny z transparentami na kartonie i pytam o miejsce zbiórki, bo nie doczytałam na fejsie, nim odpowiedziały, odwraca się do nas policjant i mówi "teraz marsz jest pod sądem", uśmiecha się zza maski, widać to, śmieją mu się oczy! Policja w Częstochowie zabezpiecza ulice i skrzyżowania, by nic nie stało się idącym w marszu. Dziękujemy i idziemy w tamtym kierunku. 

Dołączyłam nieśmiało do tłumu, jestem sama, więc trochę przyczajam innych i spływa na mnie spokój. Masa ludzi. Ludzi zjednoczonych w jednej, konkretnej, słusznej sprawie. Na balkonie kamienicy stoi dwoje starszych ludzi i macha do nas flagami Polski i Unii Europejskiej, zauważamy to, wszyscy przystają i biją brawo, wiwatują! Na każdym skrzyżowaniu trąbiące samochody, kierowcy machają do idących w marszu, wystawiają przez szyby palce ze znakiem Victorii. Maszerujący znowu wiwatują i tak za każdym razem, a właściwie cały czas, bo klaksony na ulicach nie milkną. 

Jest spokojnie, nie ma żadnych prowakacji, ale wiemy, że pod Jasną Górą czekają bojówki faszystowskie, ups - prawicowe. Bronią kościoła przed kobietami, na wczorajsze wezwanie wodza, kurwa! Tam policja odgradza kordonem od siebie obie grupy, bardzo dobrze!!!

Stałam się rewolucjonistką, w wieku 45 lat, panie! To jest wojna, inaczej bym tego nie nazwała! Tego nie można inaczej nazwać! 

Nie pojadę do Warszawy, dlatego z tego miejsca, dziękuję wszystkim moim siostrom, które tam pojadą i będą walczyć o nas wszystkie, o nasze prawo do podejmowania decyzji, o naszym życiu i zdrowiu lub śmierci.  

Pozdrawiam!

P.S. Mam nadzieję, że doczekam wnuczki i będę jej mogła to opowiedzieć, oby tylko w wolnym kraju, gdzie prawa kobiet będą i będą respektowane!


niedziela, 18 października 2020

Uczucia

 

Zdjęcie z netu - strona lifeorlove.com

Zastanawialiście się kiedyś, jak by wyglądało nasze życie, gdybyśmy nie umieli czuć? Wiem, wiem, wielu na świecie jest ludzi, którzy nie tyle nie czują, co nie potrafią wczuć się i dojrzeć uczuć innych. Ale na post o psychopatach, jeszcze nie pora.

Wiele mamy w sobie uczuć i o wszystkich nie da się opowiedzieć czy pomyśleć w jednym poście, więc podzielę go na dwia części, dziś pomyślmy o pozytywach.

Uczucia, czyli nasze emocje, są często przez nas samych traktowane po macoszemu. Ukrywamy, je, chowamy, wypieramy się ich? Po co? Dlaczego? Najczęściej dlatego, że takie, a nie inne mamy przekonania - facet nie płacze! Kobiety są silne! Tymczasem to zwyczajna bzdura, każdy z nas ma prawo do wszytskich uczuć i emocji tego świata, każdy. Dopóki nie robimy krzywdy innym, czujmy co chcemy. 

Miłość -  jest jej moim zdaniem nieskończenie wiele, nie tyle rodzajów, co powiedziałabym natężeń odczuwania miłości. Pierwszy raz w życiu zakochałam sie w wieku 14 lat! To była wielka miłość! Odczuwana całym jestestwem od cebulek włosów, ąż po końce palców u stóp i jak to zwykle z taką miłością bywa, zakończona mniej in więcej po 5 miesiącach. 

Wiecie czemu pierwsza miłość nazywana jest pierwszą? Bo po niej przychodzi druga, piąta i szesnasta. Szukamy tego jedynego, aż go znajdziemy i co to kogo obchodzi za którym razem?

Dla większości kobiet, największą miłością są dzieci, kochamy je bezwarunkowo, bezwzględu na ich ich zachowanie, błędy i potknięcia. Dzieciaki potrafią ranić bardzo głęboko, ale te rany zwykle szybko się zabliźniają i o nich zapominamy, bo która z nas nie usłyszała przynajmniej raz w życiu - "to jest obrzydliwe, nie będę tego jeść", po trzech godzinach stania przy garach?

Nie mówię, że wszystkie kobiety tak mają, czy też, że jest to jedyna słuszna droga i każda z nas tak powinna mieć. NIE! Dlatego właśnie są kobiety świadomie decydujące się na nieposiadanie dzieci i chociaż cały świat codziennie je pyta, "a kiedy wnuczek", to one wiedzą, że nigdy! I jest OK. 

Empatia - z greki oznacza "cierpienie", jest to umiejętność odczuwania przez nas, tego co czuje inny człowiek, umiejętność spojrzenia na poglądy czy przekonania innego człowieka i zrozumienie jego własnej rzeczywistości. Empatia to bardzo trudne uczucie, jeśli nienajtrudniejsze dla ludzi, ale stanowi jedyny hamulec w ludzkim mózgu broniący nas przed agresją. 

A teraz popatrzmy za okno! Geje - do gazu, Żydzi - no to już wiadomo, a Polska dla Polaków. Jest poprostu wstyd za wszytskich tych ograniczonych półgłówków zarówno z pierwszych stron gazet, jak i z marginesu społecznego. Takiej agresji zwyczajnie nie kumam, no nie kumam. 

Nie jest się też za bardzo empatycnym czlowiekiem, kiedy dziecko mówi "boli mnie kolano", bo właśnie wyrżnęło się na rowerze, a Ty odpowiadasz "daj spokój, ledwo zadrapane". A zdarza się, co nie? Dziecko odczuwa ból, więc nie wmawiaj mu, że jest inaczej, a jak nie wierzysz to pieprznij się na rowerze - boli jak jasna cholera, wiem coś o tym!

Wdzięczność - trenuję wdzięczność od bardzo dawna. Uważam, że zapisanie każdego dnia wieczorem, za co dziś jesteśmy wdzięczni, ma super oczyszczające właściwości. Po całym dniu wnerwu i złości przypominasz sobie, może tylko tą jedną jedyną rzecz, za którą możesz być wdzięczna i reszta wypada z głowy - extra uczucie, polecam. Nie myślcie jednak, że wdzięcznym można czy wręcz trzeba być tylko za wielkie rzeczy! "A mnie nic dziś dobrego nie spotkało, za co mam być wdzięczna"? Może za to, że pani w spożywczaku się do Ciebie uśmiechnęła, lub właśnie listonosz wtargał na III pięro 6kg książek, które zamówiłaś? A może dziś wdzięczna będziesz swojemu psu, bo wyciągnął Cię na długi spacer, który Cię całkowicie odprężył? 

Wdzięczność to też sztuka przyjmowania prezentów i ciosów, szczególnie w relacjach, nie zawsze wytrwamy w równowadze i czasami zwyczajnie oddamy, bo jesteśmy ludźmi. Najważniejsze, że o tym wiemy i wracamu do owej równowagi. 

Radość - to że nie śmieję się jak idiota, na każdym zdjęciu, nie znaczy, że nie jestem radosną osobą, serio serio. Mam raczej wesołe usposobienie, nie jestem ponurakiem, ale też nie cieszę się jak głupi do sera, z każdego usłyszanego dowcipu czy mema. Powiem więcej ryczę na każdym niemalże filmie familijnym, co daje sporo radości moim dzieciom :)

Radość w naszym życiu występuje nierozerwalnie ze smutkiem. Jest tych dwóch uczuć w nas i we mnie samej sporo, ważne jest by pilnować między nimi równowagi. Nikt nie może nam powiedzieć, kiedy mamy być smutni, a kieyd radośni. Czy też tego, że tacy dziś właśnie jesteśmy. Każdy ma gorszy czy też wręcz melancholijny dzień, kiedy potrzebujemy pobyć ze sobą samym, najlepiej w ciszy i pod kocykiem. Nie ma w tym nic złego. Pamiętajcie jednak o tym, że smutek trzeba mieć pod kontrolą i to srogiego kontrolera, bo przedłużający się stan permanentnego smutku, jest najczęściej objawem depresji. Więc jeśli jest w Waszym otoczeniu wesołek ze smutnymi oczami, to może podpytajcie jak długo to trwa i czy nie potrzebuje pomocy i wygadania się, tylko na litość boską, nie mówcie, będzie dobrze!

Jest jeszcze wiele pozytywnych w nas uczuć, każdy ma własne. Każdy też, ma prawo czuć inaczej niż ja czy Ty, a nawet cały świat! Ważne jest jedno, nie wolno naszymi uczuciami krzywdzić czy przytłaczać innych ludzi. 

Wydaje mi się też, że te pozytywne uczucia, te "dobre", przeżywamy odważniej, a te "złe" ukrywamy, czy to przed samym sobą, czy też przed światem, ale to działać będzie, tylko do czasu, bo każda czara w końcu się przelewa i zwyczajnie wybuchamy, co wprawia w osłupienie nie tylko nasze otoczenie, ale często nas samych. 

O uczuciach trzeba mówić - głośno. Nie podoba mi się twoje zachowanie, twoje słowa mnie ranią, dlaczego się na mnie złościsz? Przeżywanie i uświadomienie sobie gamy naszych uczuć, czyni nas ludźmi dojrzałymi emocjonalnie, a jeśli tego nie potrafimy, to musimy poszukać pomocy u specjalistów, bo nic tak nie niszczy ludzkiego życia, jak frustracja. 

Pozdrawiam

środa, 14 października 2020


Zdarza mi się wrzucić na blog polecajki :) Zwykle polecam Wam książki, czasem jakiś kosmetyk, coś smacznego - gofry polecam zawsze, a dziś zapraszam na polecajki z mediów społecznościowych.

Mój grid na IG, jest oczywiście pełen scrapbookingu - od papierów, po prace konkurencji, ale nie znaczy, to że tylko scrapbookiniem żyję. Dziś chciałabym polecić kilka kont, gdzie spotkać możecie naprawdę wartościowych ludzi i treści, a przy okazji pośmiać się do woli i czegoś nauczyć :)

@Janinadaily - na pierwszy ogień idzie Janina, czyli konto Pani od statystyki na IG. Nie tylko o statystyce Janina mówi, komentuje najważniejsze wydarzenia i dramy, wspomaga wartościowe fundacje, kocha swojego kota i foki, a przede wszystkim ma bajeczne poczucie humoru, wszytsko w punkt. Serdecznie polecam! A na deser zapraszam do zakupu jej książki - TUTAJ - poprostu - KUP JĄ :)

@celestebarber - przezabawna babka z ogromnym dystansem do siebie samej, która pokazuje prawdziwą kobietę, z prawdziwym ciałem w prześmiewczym kontraście do zdjęć i filmików różnej maści celebrytek - MEGA, zawsze poprawia mi humor i zawsze działa

@przestrzenpelnaczasu_krk - jak wiecie jestem ogromną fanką Pani Swojego Czasu. Ola jest przedsiębiorczynią kojarzoną przede wszystkim z on-linem, chociaż ma oczywiście produkty fizyczne - planery, kalendarze, pisadła, nawet super kolorowe skarpetki - każda inna w parze :) 

Ale...ale właśnie w końcowce września OTWARŁA się w Krakowie Przestrzeń Pełna Czasu, czyli ... i tu brak słów mam! Kawiarnia, czytelnia, pracownia, sklep, kanapy i stoliki na 300m kwadratowych, a wszystko w cudnej aranżacji kolorów i przytulności. 

Jeśli ktoś marzy by otworzyć swoje miejsce na ziemi, np. kawiarnię, to polecam tam wejść i popatrzeć, nie wiem czy znajdziecie większą inspirację w necie!
Niezmiennie polecam produkty PSC - TUTAJ, mój różowy planer wzbudza zachwyt nie tylko u mnie :)

Żeby nie było, że ja wiecznie na IG siedzę, to dla odmiany zapraszam Was do Spotify, gdzie absolutną moją mistrzynią słowa jest Asia Okuniewska, czyli tu_Okuniewska. 

Aśka nagrywa 3 podkasty, pierwszy, tu_okuniewska, jest formą jęj pamiętnika, gdzie komentuje rzeczywistość i jej życie na Islandii. Drugi to mistrzowskie -  Ja i moje przyjaciółki idiotki - o idiotkowaniu w miłości, typach przeróżnych, którzy nas robią, a my i tak za nimi tęsknimy. POLECAM - nawet jeśli jesteś szczęśliwie zakochana i nie masz problemów z idiotkowaniem. Ja słucham idąc swoje 2km dziennie i śmieję sie w głos. Trzeci podkast - tym razem sponsorowany, to - Dziewczyny z sąsiedztwa - gdzie Aśka rozmawia z super wartościowymi kobietami o ich życiu, pasjach, biznesach itd.  Poschajcie koniecznie, najlepiej wszystkiego! 

pozdrawiam!

poniedziałek, 5 października 2020

Wartości, czyli moich 7 życiowych drogowskazów


Oczywiście, że specjalnie wrzucam dziś grafikę nawiązującą do halloween, bo absolutnie nie zgadzam się z narracją nienawiści, która tak bardzo rozgościła się w naszych internetach, że z buciorami zaczyna wchodzić w nasze życie. Nie zgadzam się też na to, by ktokolwiek mówił mi jakie ja święta powinnam obchodzić, jak się na nich zachowywać czy ubierać i co ma mnie  śmieszyć, a smucić! Wiem, co dla mnie w życiu jest ważne, jak to podtrzymywać i pielęgnować i żaden pajac z kotem tego nie zmieni. 

Mamy dziwny świat, naprawdę. Tak dziwny, że powoli nie ogarniam. Nie ogarniam jak polityk  w stosunkowo dużym kraju, wciąż chyba demoktarycznym, w centralnej Europie XXI wieku,  może mówić publicznie, że ludzie nie będący katolikami, powinni (oczywiśce pod prawem) podpisać deklarację poszanowania wartości religii katolickiej w Polsce, a jak nie, to będzie to podstawą do deportacji i nie ponosi z tego tytułu żadnych, ale to żadnych konsekwencji prawnych. Kurwa, chyba mnie deportują! Serio, no w mojej religii - zaznaczam - katolickiej, takiego ścierwa nie ma! Ja się w ten kanon nie wpisuję, a nawet się z niego wypisuję. 

Nie oglądam telewizji - nie ma czego to po pierwsze, a po drugie jak słyszę wypowiedzi naszych "rządzących" to krwawe sceny ich mordu do bańki mi wskakują, a raczej spokojnym człowiekiem jestem. Radio też omijam, muza jest na necie. Jak już od czasu do czasu, stwierdzam, że przydało by się sprawdzić, co się na Świecie dzieje i czy nas jeszcze Unii Europejskiej nie wykopali, to czasem na coś spojrzę, potem to sześć razy w głowie przefiltruję i dopiero mogę powiedzieć, że czegoś tam się dowiedziam. 

Najczęściej dowiaduję się, że ludzie są osamotnieni, pozbawieni nadzieji na lepsze jutro, na żadne jutro, a jeszcze na dodatek pandemia i zozprzestrzeniający się wirus bez absolunie żadnej kontroli i przeciwdziałania, ale deportować chcą. Ministrem edukacji zostaje homofob, idiota bez jakiegokolwiek przygotowania, nigdy z edukacją nie związany, nie ma pojęcia o niczym poza walką z LGBT i gender, nie żeby inni byli jakoś mądrzejsi, ale ten niestety będzie miał może wpływ na to, co w szkolnych książkach znajdą moje dzieci, boszcz!!!

Można zwariować, naprawdę można. 

Ale jeszcze walczę by w psychiatryku nie skończyć, a w walce tej pomagają mi moje wartości, takie małe słówka i czyny, które trzymają mnie na powierzchni. Nie są one dla każdego takie same, a nawet nie tak samo ważne, a wybranie ich spośrod morza wartości, którymi teoretycznie ludzie się w życiu kierują jest mega trudne, mega! 

Dlaczego mega trudne? Bo wartości to nie powinny, a nawet nie mogą absolutnie być pustymi słowami rzucanymi na wiatr. Jeśli dajmy na to, twoją wartością jest akceptacja, to jak ją stosujesz na codzień? Jak ją pielęgnujesz? I po czym ją w Twoim życiu poznam? 

Jednym z filarów mojego życia jest Rodzina - ta moja 4 osobowa, jak i ta siostrzana i braterska, dlatego dbam o kontakty, relacje. Świętuję urodziny i inne ważne rocznice, nawet jeśli to jest tylko wykonanie telefonu - niewiele prawda?

Kolejnym ważnym dla mnie punktem jest Wdzięczność - od kiedy zaczęłam uświadamiać sobie, za ile rzeczy w ciągu dnia jestem wdzięczna, to każdy z tych dni jest mega udany, naprawdę, bo czy nie warto być wdzięcznym za niespodziewane "ja też Cię kocham"?

Niezależność - od zawsze kieruje się na polu bitwy niezależnością i tą finansową, i tą społeczną, i tą osobistą. Nie tylko chodzę własnymi drogami, ale namawiam do tego innych. 

Zdrowie - pilnuje tego u siebie i innych w mojej rodzinie, badam się regularnie, ortopeda się klania, ale jest nadzieja :) Kiedy ja będę mieć zdrowie i siłę, to i w mojej rodzinie jej nie zabraknie

Pasja - dla mnie mega ważna rzecz i nie chodzi tylko o spędzanie wolnego czasu, ale o robienie czegoś fajnego dla siebie i innych, kocham scrapbooking i rowerowanie, czytam dużo i zachęcam do tego moje dzieci - czasem działa, czasem nie!

Odpowiedzialność - oczywiście, że zdarzyło mi sie przejechać na czerwonym, ale tak szybko :) jednak odpowiedzialność to u mnie ważna rzecz, chodzę na wszytstkie wybory, póki mogę, bo nie wiadomo co tam komu we łbie zakwitnie, bo czuję sie odpowiedzialna z ten kraj i to co z niego zostanie dla moich dzieci i wnuków. Nie oceniam innych pochopnie, nie rzucam słów na wiatr i tego uczę dzieciaki. Odpowiedzialne zachowanie, odpowiedzialne życie, również to ekologiczne!

Równość - ja naprawdę uważam, że wszyscy są na świecie równi, serio. Nie interesuje mnie czy masz miliony i złoty chodnik do domu, czy jesteś gejem, muzułmaninem czy Żydem, dopóki jesteś zwyczajnie przyzwoitym człowiekiem, nie robisz innym krzywdy i nie nawołujesz do nienawiści i zbierasz gowna swojego psa z trawnika, dla mnie jesteś super! Kiedy mówię o kimś idiota, to znaczy, że tego dowiódł. Słowem, czynem, postawą. 

Nie ma u mnie na liście takich rzeczy jak sprawiedliwość, dobroć, posłuszeństow, odwaga czy pracowitość. Czy to oznacza, że jestem niesprawiedliwa? Albo leniwa? Nie! Po prostu na codzień nie mam takiej potrzeby i jakoś szczególnie tych wartości, nie pielęgnuję. 

Lista 100 najbardziej popularnych wartości jest dostępna na necia, zachęcam do ćwiczenia. Wybierzcie z listy 7, ale tylko 7 wartości, którymi najbardziej i najczęściej kierujecie się w życiu. To jest bardzo pouczające doświadczenie, kiedy tylko zastanowisz się: - miłość - OK, ale jak ją na codzień ofiaruję? 

Jeśli macie ochotę, to podzielcie sie nimi ze mną - nikomu nie powiem :)

Pozdrawiam

niedziela, 27 września 2020

Czy "naprawdę" oznacza doskonale?

 


Na wstępie chciałabym zadeklarować wszem i wobec, iż od dziś nie czytam poradnikow, żadnych! 

No dobra, chyba, że nowa książka Janiny Bąk, będzie poradnikiem, to przeczytam. 

Przebrnęłam ostatnio przez "Kochaj wystarczająco dobrze", chciałam to skonfrontować troche ze swoim podejściem do życia, że "naprawdę", wcale nie oznacza "doskonale", te słowa nie są tożsame i czas najwyższy zacząć to ogarniać, życie staje się wtedy bardziej znośne, serio. 

Wiem dobrze co mowię, bo stosunkow niedawno wyzwoliłam się z dziwnych przekonań, które ktoś, kiedyś wrzucił mi do głowy, a przede wszystkim pozbyłam się chęci dąrzenia do perfekcjonizmu. Porzuciłam doskonałość i zachowuję zdrową głowę ... chyba. 

Ale do brzegu ... 

Naprawdę lubię coś robić, ale nie jestem w tym doskonała. No nie jestem! Są dużo lepsi. Czy oznacza to, że powinnam porzucić hmm ... na przykład moje hobby? 

Nie, wcale to tego, nie oznacza!

Znam ludzi, którzy się wiecznie czegoś uczą. I nie chodzi mi ty o naukę, która daje jakby wymierne korzyści, pogłębiającą dziedzinę, w której się specjalizują, bo ja też się sporo uczę i uczyś się warto, żeby nie było, do pracy, ale takich ludzi, którzy dziś uczą się kaligrafii, a jutro programowania, a pojutrze air jogi. Zastanawiam się po co to robią? Co takie skakanie z kwiatka na kwiatek daje, kiedy po wszystkich tych naukach i tak zastanawiasz się 2 godziny jak zrobić pomidorową!? I kiedy robisz to dla własnego zabicia wolnego czasu, to OK, ale kiedy uczysz się całe życie jak prowadzić biznes, w związku z tym nigdy nie wypuszczasz w świat swojego produktu, to sorry, ale marnujesz życie. Nigdy się nie przekonasz czy coś jest dobre, póki twoi klienci tego nie kupią i nie ocenią, wtedy można sie poduczyc i coś zmienić, udoskolalić. 

A z innej beczki ...

Kto nam włożył do głów, że powinniśmy być doskonałymi partnerami? I co to cholery oznacza? Jestem dobrym partnerem, nawet wg tego poradnika. Rozumiem odrębność innych ludzi, rozumiem, że nie można przygniatać swoimi potrzebami i uczuciami, a jednak zastanawiam się, a właściwie zastanawiałam się, czy to aby już doskonale, czy tylko dobrze. Tymczasem wystarczy, że jestem wystarczająco dobra - serio! Wystarczająco, czyli dokładnie tyle ile mogę lub chcę dać. 

Partnerstwo, to pół biedy, najgorzej w naszym społeczeństwie wygląda mit doskonałej mamy. Pracuje, pilnuje, kocha, zaradzi, dostrzeże, pomoże, nakarmi, posprząta, ugotuje i to wszystko w pełnym makijażu z uśmiechem na ustach i w 5 minut. A kiedy ktoś chce w czymkolwiek pomóc, to nie, dziękuję zrobię to sama! Bo zrobię to przecież doskonale!

Nie mam tak, dzielę sie obowiązkami, a niektóre wręcz wyrzuciłam ze swojego planu dnia i mam się z tym naprawdę świetnie. Bo dla mnie najlepsza mama, to ta, która ma czas dla dzieci, a nie wyprasowane prześcieradło, serio! człowiek nie jest robotem, ma czasem gorszy dzień, potrzebuje chwili lub dwóch dla siebie i na swoje sprawy. Nie jest przez to gorszy! Jest poprostu inny. 

Jeszcze jeden poradnik i trafię na terapię, serio! Będę "teraupełtować" w sobie cokolwiek  :) Dlatego porzucam ten typ literatury i żyję dalej po swojemu, według swoich wartości i doświadczeń. 

Kierowanie się w życiu własnymi wartościami nie jest łatwe i każdy o tym wie, a wybranie z ich morza, tylko siedmiu dla siebie, to droga bardzo bolesna! 

O tym już niedługo, a ćwiczenie  takie, serdecznie polecam. 

Pozdrawiam!

wtorek, 22 września 2020

Można mieć wszystko, ale nie wszystko naraz

 


Mam w życiu dwa ulubione cytaty. I powiem Wam szczerzę, że odkąd zamienila  ich cytowanie, na realne stosowanie, w swoim codziennym działaniu, wszystko zmieniło się nie do poznania. 
In plus oczywiście, inaczej dupy bym nikomu nie zawracała.

1. Zrobione, jest lepsze od doskonałego - to powiedzenie Pani Swojego Czasu, które stosuje z okładem od 2ch lat ... i działa rewelacyjnie. 
Można wiecznie jęczęć, że się czegoś nie umie, nie zna, nie potrafi, że coś jest zbyt trudne lub zbyt wymagające, można, tylko co to da? Czy siedzenie i marnowanie czasu zbliża nas do "doskonałości", czy posuwa choć odrobinę do przodu - NIE! 
Natomiast daleko, bardzo daleko zajdziemy korzystając z powyższego powiedzenia i zasady małych kroków. Wdrażaj i realizuj małymi krokami, podziel słonia na malutkie zadania i ruszaj. Nawet jeśli masz 15min dziennie, to i tak jest więcej niż nic, a samym siedzeniem i rozmyślaniem nad sukcesami, do niczego nie dojdziesz. 

W październiku rusza wyzwanie Fundacji Kobieta Niezależna, Można dołączyć tutaj, które polega na ruszaniu się, czytaniu i dokumentowaniu swoich osiągnięć, łatwizna prawda, ale po koleji.

W pierwszym miesiącu:
📍chodzimy/biegamy 2km dziennie, lub 4km co drugi dzień, ale tylko co drugi, jak opuścisz dwa treningi, odpadasz
📍 wyniki dokumentujesz w Endomondo - to mnie martwi, bo apka często ze mną nie gada, ale się zobaczy. 
📍dwa razy w tygodniu zastanawiasz się nad tym za co jesteś wdzięczna, łatwizna dla mnie, "wdzięcznik" prowadzę od roku z okładam, super ćwiczenie, polecam
📍z 7 pozycji wybierasz jedną książkę, czytasz i opisujesz 10 lekcji, ktore dla siebie z niej wyciągnęłaś

Kolejne miesiące zawierają inne wyzwania, ale chodzenie / bieganie jest niezmienne. 
To nie jest takie sobie chodzenie czy bieganie, wyzwanie ma na celu zwiększenie Twojej dyscypliny ruchowej, wyrobienie w Tobie dobrych nawyków, np kiedy pobiegasz, to wypijesz więcej wody - samo zdrowie, dodanie Ci pewności siebie - MOGĘ i ROBIĘ. Jeśli tak jak ja, masz nawyk spacerowania i ruszania się, to poćwiczysz wdzięczność i przeczytasz fajne książki. Widzisz, warto!

2. Można mieć wszystko, ale nie wszystko na raz. Powiem Wam, że odkąd to sobie wrzuciłam do głowy, stresuję się 100 razy mniej, serio. No nie da się zrobić wszystkiego naraz, zwyczajnie tak to działa. Jak chcesz mieć świetną relację z przyjaciółmi, to nie będziesz mieć super wyglancowanej chaty, bo w tym czasie jesteś na elo melo z kumpelą, a nie na szmacie w łazience. 

Nie da się mieć super rozkręconego biznesu na macierzyńskim, bo to czas dla Ciebie i nowego dziecka, często wymagającego, to takie łagodne określenie na darcie ryja 24h/24h :), kiedy to już sobie uzmysłowisz i połowę lub większość odpuścisz, to czas, który zostanie Ci podarowany, wykorzystasz potrójnie. 

Bardzo bym chciała scrapować codziennie, ale się nie da. Mam robotę na etacie, dzieci, szkoły, dom itd, więc nic na siłę nie kombinuję, wykorzystuję czas, kiedy dzieci są na treningu, czasem godzina, czasem 20 minut, czwartek wieczór, godzina na livie, już wszystkim weszło w krew i soboty, tyle ile mogę, czyli od popołudnia do wieczora. Ile w tym czasie ogarnę, tyle mam! Nauczyłam się planować posty, wpisy na FP, blog. Wykorzystuję 15min dziennie, żeby spisać w zeszyciku plan i zapisać fajną myśl, potem zbieram wszystko w całość i voila.

Nie warto marnować życia na nic nierobienie, ale też nie ma co wrzucać sobie setek zadań, które i tam pozostaną niezrobione, a nam pozostanie frustacja i samoocenianie, które w wypadku kobiet, zbyt łaskawe nie jest!

Z niewiadomych nam przyczyn, wciaż dążymy do doskonałości, tylko nie za bardzo sami wiemy, czym ta doskonałość miałaby być, ale o tym będzie szeroko za tydzień!

Pozdrawiam


wtorek, 15 września 2020

Body positive


Od zeszłego tygodnia, czy już nawet już od 2, jesteśmy świadkami medialnej dramy z gwiazdami polskiego fitnesu w roli głównej. Nie podam nazwiska jednej z nich, bo na proces mnie nie stać, dodam - żona piłkarza - nawet znanego. Pozew wycofano! Ale Pani blogerka zapowiedziała, że ... "nie przeprosi" - no żesz ...

Owa Pani, młoda i szczupła, wytrenowana, bo co innego ma do roboty, przebrała się w poduszki i odtańczyła taniec grubaski, zdjęcia w necie obarczyła oczywiście, bo jak by inaczej, podpisem - body positive. Kiedy jej post został skrytykowany przez jedną z polskich blogerek - tu nazwisko przytaczam z radością Maja Staśko, grzecznie upominając iż ciało i figura jest rzeczą niezbywalną i nie można się z niej poprostu rozebrać, celebrytka pozwała blogerkę.

Ja się pytam, gdzie tu jest body positive? Gdzie tu jest reflekcja i rozum? Czy już zawsze w naszym życiu będzie sie liczyć, tylko i wyłącznie kasa? Czy nikt z nas nie może głośno mówić, że Pani A lub B nie tylko opowiada i pokazuje głupoty, a na dodatek swoim działaniem krzywdzi ludzi? 

To, że Pani celebrytka zarabia na tworzeniu swojej marki i fit orbity, nie czyni z niej żadnego eksperta w kwesti ciałopozytywności, która jest RELACJĄ przyjacielską z własnym ciałem, a nie ktorżniczym go traktowaniem, celem pozbycia się "balastu". Poczucie bycia szczęśliwą rodzi się i przechowuje w naszych mózgach, a nie w przez kogoś wymyślonej diecie, batoniku, nowym przyrządzie czy kostiumie do ćwiczeń, by tylko i wyłącznie pomnażać własny hajs.  

Bycie empatycznym oznacza wykazywanie się poczuciem "wejścia w buty" drugiej osoby, NIM wypowie lub pokaże się cokolwiek. Szczególnie pokaże! Polecam doczytanie na ten temat owej Pani. 

Ruch body possitive powstał w 1996 r. z inicjatywy cierpiącej na zaburzenia odżywiania, pisarki i producentki Connie Sobczak oraz psychoterapautki Elizabeth Scott. Obie Panie połączyły siły i stworzyły ruch, w którym najważniejsza jest somoakcepracja 

Żyć ciałopowytywnie, to znaczy, jak dla mnie, patrzeć w lustro bez obrzydzenia dla samej siebie i swojego ciała. Nie jest to absolutnie propagowanie otyłości, a każdy kto tak uważa jest poprostu idiotą. Jeżeli uważasz, że można coś w twoim wyglądzie zmienić, to OK - idź i działaj, ale nie kosztem tygodniowych głodówek, godzin na siłowni i hektolitrów potu, by zrzucić 2kg. 
Ciało pozytywność to niemówienie o sobie "góra tłuszczu" czy "wokek na kości", to mówienie - to jestem ja, tak wyglądam, taką siebie kocham i z taką sobą lubię żyć. Jeden tylko punkt, gdzie mówię głośne NIE -  bez włosów pod pachami! Błagam!

Nasze ciała nie muszą zachwycać nikogo, poza nami samymi!!!

Zdrowy tryb życia, to 3 najważniejsze jego filary - zdrowy i w odpowiedniej ilości dostarczany organizmowi SEN, normalny RUCH, czyli spacery, przemieszczanie się na rowerze czy też pieszo, a nie tylko samochodem  i zdrowe pożywienie, 5 porcji warzyw i owoców dziennie. Niektórzy dodają do tego sex :)

Lubisz siłownię - ćwicz! Lubisz diety - nie żryj, ale nie oceniaj i nie baw sie w psychologa, bo jeden przedmiot na szemranej uczelni, nie czyni Cię psychologiem! 

Pozdrawiam

niedziela, 6 września 2020

Pandemia, czy to krzyk Matki Natury

To mój blog i moje zdanie, nie trzeba czytać, począwszy od każdego dowolnego miejsca, z którym się nie zgadzacie. Ale jak się nie zgadzacie, to może, mimo wszystko i właśnie dlatego, że się nie zgadzasz, warto owo zdanie poznać do końca?

Groźna choroba, która zabiła już na świecie wiele milionów ludzi, to jak dla mnie bardzo głośny krzyk Matki Natury,  która mówi nam dosadnie -  albo zaczniecie szanować świat i Ziemię, która od minionów lat nosi wasze dupy, albo sama się z Wami rozprawię i to badziewiem, które wymyśliliście. Najgłośniejsz chyba wrzask, który usłyszeliśmy, ale mam wrażenie, że tylko na chwilę.

Czy wiecie o tym, że to właśnie pandemia spowodowała, że Chiny PO RAZ PIERWSZY, od niewiadomo jak długiego czasu, przestały się dusić we własnym smogu, a do Wenecji wróciły delfiny - tak, takie rzeczy o pandemi i jej skutkach, też można przeczytać w prasie i necie! 


Jakoś nie wierzę w przypadek, raczej skłaniam się ku przestrodze, że to najwyższy czas, by świat zwolnił, a nawet gwałtownie stanął i zmienił tory po których pędzi. Na razie stanął na 3 miesiące, i uwięził Cię w jakimś M. "Jeśli miałeś szczęście było to M4, a jeśli jakoś dodatkowo świat chciał Cię plasnąć w ryj, to zastał Cię w kawalerce bez balkonu" - Mam wątpiliwości" Radomska - bardzo mi się podoba to zdanie i bardzo tu pasuje. 

Po czasie zamknięcia, wszyscy jak jeden mąż cieszyli się z głupiego spaceru, możliwości wyjścia do sklepu, odwiedzin fryzjera czy kosmetyczki, w miarę swobodnego przemieszczania się nawet poza granice. Czego nas to zamknięcie nauczyło? NICZEGO! Smutna to jak dla mnie wiadomość, niestety. A dlaczego tak uważam? Uważam tak, bo słyszę o czym ludzie dookoła mówią i co wypisują w necie! 

Ponad 500 milionów ofiar śmiertelnych na świecie, a w internecie wciąż pojawiają się głosy o "fałszywej pandemii". Teorie spiskowe na temat epidemii wywołanej przez najbogatszych ludzi świata. Nasz Antek, to przy tym mały pikuś.  Nie będzie jeden z drugim nosił maseczki, bo w maseczce są grzyby - nie wiem jak na to wpadli, ale podpowiadam, można kuźwa wyprać ją, nie będzie jeden z drugim dezynfekował rąk,  bo nie widziali atestu płynu, którym pani w szkole dezynfekuje ręce dzieciom, a w ogóle grypa zabija rocznie więcej osób, niż Covid. 

To ja się zapytam jeszcze raz, czy kupując tampony, prosisz w sklepie o atest? A może przed zakupem obczytujesz strony producenta, by z owym atestem się zapoznać? A kiedy ostatnio szczepiłeś się przeciw grypie, by na nią nie zejść, co? Bo przypominam na grypę lekarstwa są, nawet szczepienia są,  na Covid - NIE! Przestałam komentować te wypowiedzi, poblokowałam wszystkich rodzimych heretyków - celebrytów, czyli pierwszych naukowców i lekarzy w kraju, zwykle po podstawówce i przestałam się denerwować, uważam, że poniżej pewnego poziomu, nie wolno schodzić. 

Czy naprawdę nie widzimy tego, że teraz, kiedy mniej in więcej wróciliśmy na stare tory, to nie wróciliśmy w komplecie, bo zniknął włąśnie z planu dzielnicy znajomy fryzjer, krewetkarnia, w której nie zdąrzyliśmy zjeść, czy kawiarenka, w której nie napijemy się już kawy? 

Wycinamy lasy, oczywiście Polska w czołówce dewastacji własnych lasów w Europie, nie szanujemy przyrody, nie interesuje nas, że każdego w lata w tym kraju właśnie,  wzrasta ilość miejscowości, w których latem brakuje wody, ludzie stali się bardzo wygodni i bardzo egoistyczni, mają wszystko w dupie, dopóki nie dotyka ich coś osobiście. 

Nie zaraziliście się, więc się nie martwicie i nie boicie? Powiedzcie to rodzinom ofiar Covida na całym świecie.

Pozdrawiam!

wtorek, 1 września 2020

Polecajki jesieni


 Jesień to dla jednych czas zadumy, ciepłych kapci i dobrych nawyków, a dla innych zimność i ciemność. Jest jak jest, ale może warto w tym roku pomyśleć, jak ten jesienny czas sobie uprzyjemnić i uczynić go deko ekscytującym?

Ja mam dla Was coś, co sama sprawdziłam na sobie i jestem zachwycona, więc polecam serdecznie na poprawę humoru w jesienny wieczór.

1. Książka numer jeden - "Mam wątpliwości" Aleksandry Radomskiej - Kliku klik - link afiliacyjny, więc dajcie radę, książka opowiada w sposób dosadny, ale i zabawny o wątpliwościach niby dorosłej kobiety, co do jej życiowej roli i przekonań jakimi nakarmił ją świat, nim wkroczyła w owe dorosłe życie, gdzie nic, ale to absolutnie nic z tych "dobrych rad", się nie spełnia :) Polecam gorąco!



2. Książka numer 2 - "Każdego szkoda" - do nabycia przez sklep - kliku klik jak to jest możliwe, że dorosła, wykształcona kobieta, laska jakich mało, ładuje się w związek z popaprańcem i toksyną, opowiedziana z pewspektywy koleżanek. Wartka akcja i świetna narracja, wystarczą dwa wieczory - warto. 

3. Ciepłe eklery - tylko ciepłe zaznaczam, czyli zrobione własnymi rączkami. Mam taki przepis - od mamy, który wychodzi wszystkim, nawet mi, gdzie jak wiecie w kuchni najczęściej odnajduję włącznik światła, więc mogę śmiało powiedzieć, że wyjdzie każdej z Was. Jak coś, to chętnie się podzielę.

4. Herbata z cytryną i miodem - wiem tego polecać nie trzeba, ale chciałabym tylko przypomnieć, jak niewiele do szczęścia potrzeba 

5. Kolor szary - to nietypowa polecajka, ale dla mnie, wręcz duchowa - przemalowaliśmy sypialnię na szaro i mam ochotę siedzieć w niej cały dzień i noc i nawet nic nie robić, tylko tam być. Kolor szary odpręża, wycisza, pozwala się uspokoić i ukoić nerwy, na mnie działa rewelacyjnie.  Nie zachęcam do remontów na jesieni oczywiście, może wystarczy szary kocyk? 

6. Domowe SPA - to juz ostatnia polecajka, żeby Was nie zanudzić po wakacjach. Uwielbiam raz na jakiś czas zaszyć się w łazience na godzinkę z muzyką i lampką wina, może być butelka i zrobić coś dla siebie - gorąca woda, maseczka, piling, paznokcie itd. Po godzinie, jestem jak nowa. Mam nadzieję, że się lubicie i dopieszczacie i takiego SPA to za bardzo polecać i namawiać do niego nie trzeba? Pamiętajcie, bądźcie dla siebie dobre!

To już koniec jesiennych polecajek z mojej wypróbowanej puli. Macie coś czym zechcecie się podzielić ze mną, zapraszam serdecznie do komentowania tu czy na stronie Nie-banalna Izabela.

Mam nadzieję usłyszeć się z Wami w kolejną środę z kolejnym tematem. 

Pozdrawiam!

poniedziałek, 13 lipca 2020

Tegoroczne wakacje


Plany tegorocznych wakacji napawały mnie tylko i wyłącznie bezsilnością i złością! Czemu tak się działo, to chyba nikomu tłumaczyć nie trzeba - niestety!

Marzyliśmy o wyjeździe na Chorwację z naszymi przyjaciółmi, a jeszcze 3 tygodnie temu nie wiedzieliśmy, czy w ogóle ruszymy z wielkiego miasta, gdzieś dalej niż park za domem. 

Koniec końców udało się i spędzimy 2 tygodnie w domku, w lesie, nad jeziorem i z dala od ludzi mamy nadzieję. Będzie basen na wyłączność, rowery, spacery, ognisko i co tam dusza zapragnie. A mimo wszystko w duszy mi nie do końca, wszystko gra!

Teraz, już po czasie zamknięciu w domu, ze zniesionym zakazem wychodzenia, ale wciąż z dużą dozą ostrożności wobec bliższych kontaktów z obcymi ludźmi, dopiero teraz w pełni docenić można wolność, co? 

I jakbym nawet dodała, tą wolność przez duże W. 

Jak to jest strasznie przykro, kiedy nie możesz wyjechać gdzie chcesz, tak zwyczajnie kupić bilet i wio, kiedy nie pójdziesz, ot tak z głupia frant, do kina z dziećmi, kiedy nie wejdziesz do sklepu, bo już właśnie jest tam sześć innych osób, kiedy patrzysz podejrzliwie na każdą osobę bez maski na twarzy.  Teraz dopiero docenić możemy w jakich extra czasach żyjemy. A właściwie żyliśmy! Myślę, że po pandemii świat już nie będzie taki sam, niestety. 

Dziś pierwszy dzień po wyborach prezydenckich! Jestem naprawdę przybita wyborem 51% Polaków, mega kuźwa wściekła! Ja wiem, że nie było na kogo głosować, tak naprawdę ścierają się tylko dwa ugrupowania, a silnej lewicy to już w życiu w tym kraju nie będzie, ale może choć odrobinę rozsądku by obywatel wykazał? By choć odrobinę ograniczyć możnowładztwo jednej osoby, bo to jak wiadomo żaden premier nie rządzi, żaden prezydent, tylko jeden mały ludek z przerośniętym ego!

Tak podzielonego społeczeństwa to jeszcze w tym kraju nie było, a czeka nas niestety 5 kolejnych lat walki i sporów. 

A ponieważ jest to mój blog, będę na nim wyrażać każdą moją opinię!

Na zakończenie dodam, że zobaczymy się i usłyszymy we wrześniu. Życzę wszystkim Wam kochani udanych wakacji, dużo odpoczynku, luzu i dystansu do siebie i innych. 

Pamiętajcie im więcej macie w dupie, tym dłużej żyjecie!

Pozdrawiam!

8 lat bloga nieprzynoszącego żadnych korzyści

  W styczniu 2018 roku, wrzuciłam tu, w nowej przestrzenie blogerskiej, starą straciłam, tak działają bigtechy, nowy post, 8 lat. Wzięłam ud...