poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Planująca rodzina, czyli jak ogarnąć obowiązki naszych dzieci

Planująca rodzina, czyli jak ogarnąć obowiązki naszych dzieci



Nie, nie jest to fragment powieści SIFI, ani nie jest wstęp do horroru - opowieść o złych rodzicach – policjantach, to raczej wpis - pochwalenie się małym sukcesem organizacyjnym.
Nigdzie nie jest powiedziane, że dorastające dzieci to „święte krowy”, których głównym obowiązkiem jest - nic nierobienie. Wręcz przeciwnie, dzieci powinny mieć obowiązki domowe, bo w ten sposób uczestniczą w życiu domu i co najważniejsze uczą się! Bo skąd, jak nie z domu mają to wynieść? Za 20 lat, nie będę im prania rozwieszać, ani robić dla nich zakupów, za to przyjdę i piachu naniosę, więc jak to mówią – „do the needfull” 😊

Nowy przydział prac wszedł w życie w styczniu 2019. Każdy dostał „elegancki”, papierowy, miesięczny planer, czyli po prostu wydruk A3 - na biurko – nie sprawdziło się, więc trafiło na ścianę, przygotowany przez mamusię, a zainspirowaną pomysłami #PaniSwojegoCzasu. 




Żeby nie było kłótni i jęków – nowe obowiązki, jak i dotychczasowe aktywnościami – karate, niemiecki, który już się zdezaktualizował, ale to nic, bo w to miejsce pojawiła się siatkówka, zostały w planerach dodane już na samym początku, nie podlegały dyskusjom ani negocjacjom.
Jak działa planer – bardzo prosto!

W poszczególnych dniach zapisujemy klasówki, sprawdziany, kartkówki, prace domowe rozciągnięte w czasie i inne ważne aktywności szkolne i poza szkolne, tak by nic nie umknęło. Mamy miejsce na notatki, lektury, ważne zapiski 😊, a jak trzeba rozwiesić pranie, to nie szukam ochotników, bo takich nie ma, tylko sprawdzam czyja jest kolej w danym tygodniu.

Taka wersja papierowa, darmowa sprawdzała się przez 3 kolejne miesiące, wiec postanowiłam zainwestować w planery suchościeralne, wraz z naklejkami przypominającymi o obowiązkach, ale pomysł ten lekutko zmodyfikowałam. 

Kupiłam planery od Pani Swojego Czasu - suchościeralne, bez dat i nazwy miesięcy, więc wystarczą na lata, a ja nie muszę ukradkiem niczego drukować ... ciiśśśś. Nie mamy natomist naklejek, bo bachorki czytate i pisate, wiec da radę zapisać. 

Obowiązki domowe nie zmieniają się wraz z kolejnym miesiącem, ogarniamy zadania i mam nadzieję, choć trochę dobrze się bawimy, chociaż patrząc na miny Kacpra, zastanawiam się, czy nie zmieniłby matki – na przykład na lepszy model.


Zgodnie z zasadą, to nie ja powinnam być moderatorem planowania moich dzieci, bo to nie są moje plany, nic już robić nie powinnam, ale moje dzieci są dopiero na początku takiego zarządzania swoim czasem i jednak trochę, wciąż z tym walczą. W związku z tym, pomagam organizować plany, odpytuję i przypominam – „zapisz w planerze”.

Kwieceń nie był jakoś szczególnie ogarnięty ze względu na przerwę w szkole - święta, strajk itd. Teraz czekamy na majowego kopniaka - w końcu koniec roku za pasem!!!

Jakoś idzie, powoli. 😊

Każda wielka i maleńka podróż zaczyna się od pierwszego kroku, nasz został zrobiony!

Pozdrawiam!

piątek, 26 kwietnia 2019

SHARE WEEK, czyli moje ulubione blogi



Co roku, w okolicach marca 23 - 27, (tak wiem, czasowo jestem perfect 😊, prawie) w polskiej przestrzeni blogowej pojawia się bardzo miłe zjawisko zwane: SHARE WEEK – wymyślona i zapoczątkowana przez Andrzeja Tucholskiego akcja mająca na celu polecanie przez blogerów, innych, chętnie czytanych, wartościowych blogów.

Nie jestem w tej strefie żadnym autorytetem, a moje blogowanie jest wciąż w strefie raczkowania, dlatego też, jak najbardziej czuję się uprawniona do zapodania, które blogi, moim zdaniem, są wartościowe – oczywiście przede wszystkim z pozycji osoby poczatkującej, uczącej się, ale też z pozycji zwykłego użytkownika, czytelnika.

Nie poświęcam na blogowanie tyle czasu ile bym chciała, głównie z powodu pracy na etacie 😊. Poza tym mam dzieci, męża, rodzinę.  Niemniej jednak, coś tam w mojej blogosferze się dzieje.

Numerem jeden - jak dla mnie jest blog Euniki Jedynak.



Moim największym hobby jest scrapbooking. Tworzenie rzeczy z papieru.  Obserwuje w związku z tym, wiele kanałów na YT z różnymi pracami, blogi i wyzwania, ale od Euniki nauczyłam się wszystkiego, nazwijmy to, około scrapowego.

Nie tylko ważne jest, jak zrobić dobrą kartkę, na co zwrócić uwagę i po co. Ważne jest też jak nasze prace pokazać potencjalnym klientom i gdzie ich znaleźć, gdzie się warto promować i kim tak naprawdę mój potencjalny klient jest. Eunika prowadzi też kursy online, warsztaty scrapbookingowe, połączone zawsze z jakimś przydatnym szkoleniem, np. jak się promować.

Najbardziej wartościowe artykuły:


Pani swojego czasu, to Ola ucząca zarządzania czasem kobiety, które … i tu możecie wstawić wszystko co tylko przyjdzie wam do głowy. 

Kobiety, które pracują na etacie, bez etatu, z biura i z domu, matki, żony i kochanki. Zarządzanie czasem, planowanie i plany łączy z asertywnością, motywacją do działania, chęcią zmiany i ruszenia do przodu, bo „zrobione jest lepsze od doskonałego”.

O webinarach Oli – darmowych, podcastach – darmowych i kursach online – płatnych, krążą już legendy, wiec nie będę się rozpisywać specjalnie – po prostu dołączcie.

Najbardziej wartościowe artykuły:



Nie spodziewałam się po sobie, że kiedykolwiek zainteresuję się fotografią – jakąkolwiek. 

Tymczasem trafiłam przez FB do grupy, w której odbyło się 5-cio dniowe wyzwanie fotograficzne na Instagramie. Tak doszłam do Kamili Dzikowskiej i jej bloga.

Kupiłam sobie nawet kurs – „Jak robić dobre zdjęcia telefonem”, o wrażeniech opowiem w osobnym wpisie 😊

Blog POLECAM serdecznie!

Najbardziej wartościowe artykuły:


Tak oto przedstawia się moja lista TOP 3. 

Powiem wam szczerze, że powoli, ale sukcesywnie rezygnuję z obserwowania innych blogów, czasem wrócę do czegoś – np. do https://worqshop.pl/malujemy-literki-czyli-brush-lettering-podstaw/
Nie mam po co zbierać dodatkowych powiadomień, jeśli w trzech powyższych, mam wszystko 😊.

A jak jest u Was? Oczywiście KAŻDE z Was obserwuje mój blog 😊 za co jestem niezmiernie wdzięczna, a może kogoś jeszcze? Gdzie warto szukać inspiracji?

Pozdrawiam!

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Czy to już czas na książkę? 😊



Nie może być zawsze poważnie, czasem musi być śmiesznie. Co więcej śmiesznie nie tylko u mnie, a właściwie, to nie u mnie w ogóle 😊.

Śledzę kilka blogów, to oczywiste, tak polskich, jak i zagranicznych, bo przecież ekspertką w tym blogowaniu nie jestem ani się nią w żaden sposób nie czuje, to czasami „se” coś tam podpatrzę, zauważę, czasem nawet czymś się zainspiuję.

 Takim właśnie sposobem,  doszłam do przekonania, że  
czas napisać książkę 😊.

Kiedy spoglądam na polskie strony, to każda/każdy, kto prowadzi bloga od jakiegoś czasu – a zwykle 3 lata to już jest absolutny max, właśnie zabiera się za pisanie książki, a właściwie e-booka - to teraz jest modne!

No, to pomyślałam sobie, że jak ja już cały rok nadaję, to też powinnam zacząć nad książką pracować.

LUDZIE! Świat na psy wyraźnie schodzi. A póżniej, to już mam wrażenie, lawinowo idzie.

Ekspert kuźwa, kalibru specjaliście podobnemu, co jedną, taką właśnie „wybitną” powieść ewentualnie poradnik przeczyta, od razu leci do internetow się wymądrzać! 

A jakże - zwykle pod publiczkę, zwykle o niczym, ewentualnie o czymś, co jest chodliwe i chwilowo na czasie. NIE chcemy edukacji seksualnej w szkole, książki o sexie dla dzieci? A fe – Ci Szwedzi,to dopiero naród zboczony. 

A ja właśnie chciałabym poczytać dobrą literaturę w tym temacie, bo mam w domu dwóch nastolatków, a moje własne wychowanie, coś nie bardzo mnie przygotowało na tę właśnie okoliczność  i co? Szach – mat!!!

Kochani moi, takich kwiatków tematycznych, jest oczywiście więcej, mnie osobiście najbardziej ubawiły tematy:

- produktywność - najczęściej w byciu sobą – co to jest w ogóle? Na czym u licha miałaby polegać produktywność w byciu mną? 100 kartek w tygodniu, czy 1000km na rowerze? 


- kreatywność – teraz jak nie jesteś kreatywna i twórcza, to nie jesteś w ogóle, nie istniejesz. No zobaczcie tylko, a ja się właśnie ostatnio dowiedziałam, że Walt Disney został wyrzucony w pracy za… nomen – omen - brak kreatywności właśnie, w związku z czym założył studio Disney’a.



No to już mnie nic w tym temacie nie ździwi!   

- życie w zdrowiu – OK, ja też lubię być zdrowa, dobrze się czuć, zdrowo zjeść, ale jak tego nie robię codziennie, to nie znaczy, że jestem dupą wołową, której życie nie ma sensu – co to za debilizm jest, się pytam?

- planowanie - to jest absolutnie temat numer jeden, wszędzie. Wpiszcie w wyszukiwarkę  google – #planowanie, a dostaniecie setki, tysiące podpowiedzi i to już z 2019 roku, mój ty ogrze!

Popełniłam wpis o planowaniu i to nie jeden. Lubię planować i mieć pod kontrolą swój czas, ponieważ lubię robić wiele rzeczy na raz. NIE oznacza to jednak, że mam robić plany na pakowanie się na wyjazd do Pścimia Dolnego, na sprzątanie kibla czy mycie okien – błagam!

Po to planuję, żeby przede wszystkim mieć czas dla moich dzieci i dla siebie. 

Planuje wpisy na blog, bo wcześniej trzeba je trochę przygotować, planuję prace scrapbooking’owe - zwykle wg zamówień lub kolejności urodzin w rodzinie, ale nie planuje sex’u czy przytulania dzieci, kurczę no!!!

Z takim właśnie delikatnym wnerwem na głupotę, doszłam do wniosku, że jest oto w narodzie całkiem nowa potrzeba i zapotrzebowanie na kolejnego e-booka 😊

Tytuł wielce znaczący - „Czego w życiu nie planować, ludzie dajcie se  czasem na luz” – cena 0zł.

Pozdrawiam!

sobota, 13 kwietnia 2019

Habit traker - kto zna, a kto używa?

  
zdjęcie dzięki uprzejmości - https://www.eunikajedynak.pl/category/blog

Kiedy wpiszecie w wyszukiwarkę internetową, jakąkolwiek hasło - dostanie miliony zwrotek wraz ze zdjęciami. Wyjaśnią Wam, we wszystkich językach świata, jak prowadzić tracket, co monitorować i w jakich kategoriach życia. Nie mam pojęcia czy każda z Was mieć go musi. 

Ja mam! Nic wypasionego, jak na obrazku powyżej, pozdrawiam Cię Eunika. Ja mam zwyklą kartkę w kratkę - jakoś dla mnie lepiej, prościej, bez spiny.

Moim zdaniem, nazwa jest kompletnie z dupy i w ogóle nieadekwatna do czynów, bo nie o monitoring tu chodzi, a o  wyrobienie w sobie nawyku. 

Przyzwyczajenia do robienia czegoś.

Mówią, że jak coś robisz przez 21 dni, codziennie, to wchodzi Ci to w krew. No, ja potrzebowałam o wiele więcej 21 dniowych sesji, ale coś tam jeszcze we mnie udało się wyrobić.

Ja w listę moich nawyków wpisałam 4 rzeczy – aż lub tylko. Nie zawsze mi wychodzą oczywiście, ale przynajmniej pamiętam, że mam coś zrobić, a jak nie pamiętam, to rzucam okiem na listę i pamięć wraca.



Powiem Wam, że wcale to nie jest takie znów łatwe. Normalne jest, że nie zawsze mi się chce coś zrobić, nie zawsze mam na to ochotę i czas, a o czas tu właśnie chodzi 😊.

Jednak odkąd zapamiętałam sobie, że 15 min to TEŻ CZAS, moje nawyki zaczęły się same układać. I szło super do marca. W marcu zaczęłam odpuszczać. A to mi się nie chce, a to kartkę robię, a to zmęczona, chora, głodna, najedzona itd.

Ale wracam – wracam w Pierwszy Dzień Wiosny!

Wracam, bo doszłam do wniosku, po tygodniach nic nierobienia, że z tym „habit’em” było mi dobrze, naprawdę! 

Bardzo mnie to motywuje do działania i pomaga realizować dzienne założenia.
Kiedy to pominęłam, dopadały mnie wyrzuty sumienia – „nic nie robisz, dupa rośnie”, „ależ ja jestem gruba”, aż łzy w oczach stają, ale taka jest prawda - niestety.


Doszłam jednak do wniosku, że jest w tym wszystkim -  jedno, malutkie, malusieńkie ALE … trzeba mądrze nasze  aktywności wybrać i tu właśnie  sprawę schrzaniłam, no bo jak?

„20 brzuszków dziennie” – nienawidzę tego ćwiczenia, zupełnie w niczym nie pomaga mi, a już na pewno nie 20 sztuk i chociaż założyłam się z synem, to i tak nic nie pomogło;

„15min na rowerze stacjonarnym” – to było dobre, służyło mi i się sprawdzało super, ale teraz przesiadam się na normalny rower, więc trzymanie tego w nawykach jest bez sensu, w zamian za to dodam nowe wyzwanie – 300km miesięcznie na rowerze – czyli pedałowanie do pracy i z pracy;

„deska” – kolejna głupota, po której tylko mocniej bolał mnie kręgosłup – brawo ja - 😊, stara i durna.

Tym razem lepiej przemyślałam nawyki, zastanowiłam się nad nimi i zaczynam działać.

Pozdrawiam!


Wiosenne porządki ... na wesoło


Wiosna kojarzy nam się nam nieodmiennie z odnowieniem, zmianą - byle nie ta „dobrą”, porządkami i postanowieniami. Planujemy zmiany i zwykle zaczynamy od odgruzowania tego co stare, po-zimowe, stare.

I ja też tak mam, ale dziś, pozwólcie, że wiosenne porządkowanie przedstawię trochę inaczej i po mojemu.

Nie jestem i nigdy nie byłam zwolenniczką domu – muzeum, bo dom jest do mieszkania, a nie do sprzątania. Oczywiście, że dbam o porządek, bo w czystym otoczeniu lepiej się czujemy i lepiej myślimy, ale nie spędzam życia na sprzątaniu, co to, to nie! 

Dlatego dziś powiem Wam o wiosennych porządkach, które są dla mnie ważne, bo … poprawiają mi nastrój. Nieśmiało też dodam, że do każdego z etapów porządkowania – jak znalazł przyda się butelka i bynajmniej, nie o sok porzeczkowy mi chodzi. 😊

Po pierwsze – balkon.

Uwielbiam mój balkon – każdy mój balkon jaki miałam i jaki jeszcze mieć będę, nie wyobrażam sobie mieszkania bez balkonu. 

Kiedy paliłam, było jasne po co mi balkon, prawda? Teraz nie palę, ale na balkonie spędzam każdą wolną chwilkę – z książką, z kawą, na słonku, sama i w towarzystwie. Na balkonie dobrze mi się pisze, myśli, oddycha.

Balkon to też namiastka ogródka, wiec już planuję, co posiać w tym roku. Królową sezonu będzie maciejka, księżniczkami stokrotki, dwórkami goździki, a paziami zioła! 

Razem z porządkiem na balkonie, przychodzi, jakoś tak naturalnie - mycie okien, warto przecież ten balkon widzieć, nie?!


Po drugie – szafa i buty.

Kto mnie zna, wie że ciuchów u mnie nie zbywa, podobnie jak butów. Nie jestem modową maniaczką, ani chomikiem, więc przynajmniej raz na pół roku, jak nie częściej, robię generalne odgruzowanie szafy. 

Wszystko czego nie miałam na sobie w ciągu ostatniego półrocza, ląduje w worku i trafia do pojemników Caritas, bo wiadome jest, że nie nałożę tego już nigdy. Albo przestało mi się podobać, albo jest już za małe, bo się w praniu skurczyło 😊, czasem bywa, że zwyczajnie jest do bani. 

W ten sposób widzę, co komu potrzeba, bo oczywiście takie porządki robię też w ciuchach dzieciaków, mąż radzi sobie sam!

Z butami jest inaczej, nie wyrzucam ich po pół roku, chyba, że to już naprawdę był ich ostatni sezon! Buty czyszczę, konserwuję i wynoszę do piwnicy, żeby się nie walały w maleńkiej szafeczce lub w przedpokoju.

Po trzecie – apteczka.



Mam nadzieję, że wszelkie infekcje odeszły wraz z zimą i chłodem, ale teraz przyjdzie czas 
na … otarcia, skaleczenia, dziury w kolanach i łokciach, że o twarzy nawet nie wspomnę. 

Miejsc na mapie ciała nastolatka jest mnóstwo, a kiedy już wsiada na rower, hulajnogę czy deskę, to jakby się podwajały. 

Uzupełniamy więc zapasy plastrów, maści dezynfekujących, wody utlenionej i cienkich bandaży, wszystko się przyda. Przed dłuższymi wycieczkami, a potrafimy i 30km dziennie zrobić, dokupujemy też krem z filtrem. Nawet niski faktor chroni przed poparzeniem, a słonko wiosną bywa ostre!

Takie porządki mnie relaksują, nikt ani nic mnie do nich nie zmusza, nie wychyla się z tradycją, powinnościami kobiet, matek i kochanek, bo te mam centralnie w d…e i nic sobie z nich nie robię. Lubię to robić i robię z wielką przyjemnością, bo czyni to moje życie i życie mojej rodziny przyjemniejszym, lżejszym i bardziej kolorowym.

A jak tam Wasze wiosenne porządki? Doniczki gotowe, działka przygotowana? 

Pochwalcie się co Wam poprawi humor na wiosnę?

niedziela, 31 marca 2019

10 a dla mnie pierwsze w życiu - Scrapowisko


Nie wygrałam w losowaniu i nie oddałam zakładek do losowania - nastraszyli na FB, że mogą nie przyjąć, to się nie wychylałam, a co tam. Dałam koleżance, się ucieszyła :), nie o tym jednak będzie mowa.

Moje pierwsze Scrapowisko uważam za super udane, już pomijam sam fakt pobytu w Łodzi - nie do uwierzenia jak szybko miasto się zmienia, buduje, ulepsza i rozkwita.

Jechałam na spotkanie scrapowe z duszą na ramieniu - nie mam kontaktów, znajomości, nikogo nie znałam, jestem początkująca i biorę udział warszatatach i kursach jako uczestnik, a nie prowadząca, nie należę też do żadnego teamu twórczego, więc zawsze to trochę strach na taką imprezę jechać, ale nic to, do odważnych Swiat należy. 



I się naprawdę opłacało.

Zrobiłam sobie super zakupy, zarówno u ulubionych sprzedających, jak i u tych, u których zakupy są trudne z uwagi na ceny - oswoiłam jednego właśnie. Przekonałam się też, że z niektórymi, to warto jednak tylko on-line pozostać.

No to zaczynamy

Pierwsze kroki, największe zakupy, mega radość - Craft O'clock - zdjęcie trochę z "Niemca", ale mam :)



Bardzo, ale to bardzo zależało mi na kolekcji z króliczkami - mam, na kotkach do kartek - mam, na home sweet home do nowego albumu - mam. Pełnia szczęścia!!!


Oswoiłam Studio75. Oni mają cudowne kolekcje, naprawdę. Poza tym maski, media, przeróżne kształty do layoutów - domki, kutki, tagi i masę, masę innych przydasi, ale powiem szczerze, że i ceny czasami wbijają w ziemię. Kupiłam więc pojedyncze papiery, małe bloczki - przede wszystkim Mintay by Karola - polowałam na tą kolekcję od dawna, nowy bloczek wiosenny i elementy do wycinania - idealne do kartek. 


Poznałam miłą Panią ze SnipArt - na pewno zajrzę do sklepu on-line, bo tekturki były poprostu cudne, nie mogłam się zdecydować :) Kupiłam też kuleczki do shakerów - bo wiedziałam co to, po warsztacie z Euniką.



Nie mogłam przejść obojętnie koło - Agaterii, ale na napisy - "wszystkie okazje" jakoś nie mogłam się zdecydować :)


Nie będe wymieniać wszystkich producentów i odwiedzonych sklepów, bo bym Was zanudziła :) Powiem tylko, że wszystko bardzo, ale to bardzo mi sie podoba.

Szarości i zielenie do kartek wielkanocnych ... 


oraz dziecięce kartki do albumu nad którym aktualnie pracuję. 


Dobra - jednak do jednej tylko rzeczy bym sie przyczepiła -  może zawsze tak jest i ludzie się przyzwyczaili, ale dla mnie to conajmniej dziwne - mianowicie, zamknięte warsztaty. Jak ja bym posłuchała o mediach na początek, to może bym sie w kolejnym roku zapisała, a tak dalej nic nie wiem i się nie zapiszę, bo jakoś tego u siebie nie czuję. Nie rozumiem co tu było do ukrywania?

Pojadę jednak w przyszłym roku!!! Nawet dla samych zakupów warto było. 

Pozdrawiam i gratuluję organizatorom. 

czwartek, 21 marca 2019

Brak motywacji – zjawisko znane i bardzo nielubiane



A czemu nielubiane? Ano dlatego, że najczęściej, już samo nasze podejście do motywacja sprawia, że jest ona tak bardzo przez nas pożądana, że wszystko co wiąże się z jej brakiem jest zwyczajnie nielubiane.

Czekałam z tym wpisem bardzo długo.. Czekałam, bo chciałam sobie poukładać, to co usłyszę na webinarze z #Paniswojegoczasu, z tym co sama wiem i stosuję.




Chciałam sprawdzić sobie, jak dalece będzie mi bliskie podejście Oli do kwestii motywacji, czy potrafię się z tym identyfikować i czy będzie to na mnie działać. I wiecie co? Działa! A powiem więcej, zawsze działało!

O ile w pracy, zawsze byłam zwolenniczką pomiarów, wykresów i wskaźników, bo to po prostu odrzuca już na wstępie wszelkie dyskusje, że białe jest białe, o tyle w zarządzaniu moim własnym czasem i własnymi celami, metod SMART nie używam, bo nie ma po co! Moje cele są moje, chcę je realizować po coś i wiem po co, ja wiem, to wystarczy!


Ale wracając do motywacji.
Czym dla nas jest motywacja? Manną z nieba, która ma na nas po prostu spaść, oświecić i powiedzieć – „rusz dupę, właśnie jesteś zmotywowana”, czy raczej uczuciem, które czujemy, kiedy już coś zrobimy i widzimy tego efekt?

Motywacja na pewno nie jest efektywnością – to mit, wiem to i bez Oli Budzyńskiej, ale i ona o tym mówi – można zrobić wszystko, OK prawie wszystko, bardzo efektywnie, bez najmniejszej motywacji. No nikt mi nie powie, że czuje motywację do prasowania czy mycia kibla, a przecież nie chodzimy w wygniecionych ciuchach i nie żyjemy w brudzie.

Więc, kiedy jesteśmy zmotywowani? Oto pytanie, które powinniśmy sobie zadawać, kiedy byłam ostatnio zmotywowana? Co na to wpłynęło? Jak się wtedy czułam? Co zrobiłam? itd.

Powiem Wam, Moje Drogie, że webinar pozwolił mi uświadomić sobie, że właściwie nie mam problemów z motywacją.
Oczywiście, że czasami mi się nie chce nic – no to jest jasne jak słońce! Wtedy po prostu odpuszczam, przecież nic się nie stanie, jak jeden dzień posiedzę i zrobię NIC. Świat będzie dalej istniał!

I, muszę się czymś pochwalić, nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, a zgodnie z kartą pracy zadaną przez Panią Swojego Czasu, postanowiłam się sprawdzić. Czego w swoim obecnym życiu nie robię, bo nie mam do tego motywacji … nie wymyśliłam żadnej takiej rzeczy, pomijając regularną robotę oczywiście - hahaha, a to już sporo moim zdaniem.

Zadałam też sobie po-webinarowe pytanie, w ramach pracy domewej - kiedy ja jestem zmotywowana do działania? 

~ wtedy kiedy dobrze się czuję – poznaje siebie, każdego roku od nowa 😊 naprawdę, jestem coraz starsza i wiem, że dzień zoombie mam w czwartek. Nie wiem jak to działa, ale w czwartek obie moje półkule lekko zamierają, wiec przestałam na siłę wymagać od siebie 100% w czwartki i nic zlego sie w związku z tym nie stało! Kiedy mam 1wszy dzień okresu, też raczej o maratonie nie myślę bo wiem, że nie warto – proste 😊

~ idę w każde zadanie metodą małych kroków – kiedy zrobię punkt 1, to bardziej chce mi się zrobić punkt 2 i 3 i każdy kolejny, wtedy moja motywacja wzrasta, kiedy działam, wtedy mi się chce 😊

~ wynajduję sobie czasem towarzystwo –korzystam wtedy z towarzystwa męża, np. kiedy chodzę z kijkami (zimą nie chodzę) lub syna – on na desce, hulajnodze, rowerze, ja na nogach – tylko czasem przeszkadza mi gadanie, bo się szybciej męczę 😊

~ daję sobie nagrodę – wyznaczam sobie małe przyjemności za każdy tydzień regularnego treningu – to nie musi być wielka paczka chipsów, ale może lody, winko, czekoladka – dla każdego coś miłego 😊

~ żyję zdrowo, a przynajmniej staram się, od kiedy odstawiłam mięso, czuję się naprawdę lepiej fizycznie, nie jestem ociężała, wiecznie zmęczona i senna 😊

~ ruszam się – to pozwala oczyścić umysł i duszę, i mam szansę pogadać ze sobą, dojść do porozumienia i podjąć decyzję – idę jeszcze 2 czy 3km? Robię zadanie A czy B, zaczynam nowe wyzwanie itd. 😊



Ola mówi – sex, ruch, sen i zdrowe jedzenie, ja dorzucam dobry humor i dystans do siebie.

Pozdrawiam!

czwartek, 7 marca 2019

Dzień Kobiet


8 MARCA


Wiecie, że dzień kobiet obchodzimy od 1910 roku? Święto początkowo miało swój dzień 28 lutego, na pamiątkę strajków kobiet i zamieszek w Nowym Jorku.

W 1910 roku Międzynarodówka Socjalistyczna w Kopenhadze ustanowiła obchodzony na całym świecie Dzień Kobiet, który służyć miał krzewieniu idei praw kobiet oraz budowaniu społecznego wsparcia dla powszechnych praw wyborczych dla kobiet. 


Jednak za prawdziwy początek obchodów Dnia Kobiet przyjąć można obchodzone w starożytnym Rzymie Matronalia. Było to święto przypadające na pierwszy tydzień marca, związane z początkiem nowego roku, macierzyństwem i płodnością.
Z okazji tego święta mężowie obdarowywali swoje żony prezentami i spełniali ich życzenia!!!
No to dziewczyny – czekamy!!!

poniedziałek, 4 marca 2019

Ulubieńcy lutego


Komedia


Pamiętacie na pewno MEGA produkcję lat dziewięćdziesiątych (1988) – Kogel-mogel i Galimatias, no to dobra wiadomość jest taka, że 30 lat później powstała część trzecia - Miszmasz 😊
Ja byłam ogromną fanką tych filmów, oglądałam je po 100 razy o czym może zaświadczyć pare osób łącznie z nauczycielami mojej trzeciej klasy liceum 😊, dlatego z ogromną radością w sercu poszłam do kina na część 3.  

I wiecie co? Wcale się nie rozczarowałam.

Pewnie, że to nie ten sam klimat, nie ten już świat, nie te przeżycia szpilek z Holandii 😊, nawet jeśli Holandia wciąż na topie.

To miała być lekka i przyjemna komedia do pośmiania się i spędzenia godziny z niezapomnianymi aktorami i była. Polecam z dwóch powodów – niesamowitej roli Kaśki Skrzyneckiej i tu dodam, że nie gra ona królowej „Makbetowej” i tak w ogóle dla rozluźnienia pośladów.

Apka na telefon


Jak ważne jest nawadnianie organizmu każdy wie i pisać o tym nie będę – to jest oczywiste, kiedy w 60% składamy się z wody.

Ale kiedy zapytamy, ile tej wody wciągu dnia wypił, to zwykle spotkamy się z małą dezorientacją i odpowiedzią – noooo, trochę. Ja postanowiłam pójść o krok dalej, głównie dlatego, że wiecznie się wściekałam na siebie samą, że za mało piję wody a za dużo hektolitrów kawy co jest starym powodem tego, że szybciej się męczę, wciąż tyję i walczę z wypryskami na japie, jak kuźwa nastolatka jakaś. Z tych oto powodow  zainstalowałam sobie darmową wersję przypominacza i kontrolera picia wody - HYDRO.

Sprawdza się u mnie rewelacyjnie, podzielił grzecznie 1,5 litra dziennego zapotrzebowania na wodę – wg wieku, wagi i wysiłku fizycznego, startując – u mnie, bo u Was może być inna godzina startu – od 6 rano szklanką – 200ml wody z cytryną i przypomina mi o jej piciu mniej więcej co półtorej godziny.

Dla mnie BOMBA.

Pozdrawiam!

8 lat bloga nieprzynoszącego żadnych korzyści

  W styczniu 2018 roku, wrzuciłam tu, w nowej przestrzenie blogerskiej, starą straciłam, tak działają bigtechy, nowy post, 8 lat. Wzięłam ud...