sobota, 13 kwietnia 2019

Habit traker - kto zna, a kto używa?

  
zdjęcie dzięki uprzejmości - https://www.eunikajedynak.pl/category/blog

Kiedy wpiszecie w wyszukiwarkę internetową, jakąkolwiek hasło - dostanie miliony zwrotek wraz ze zdjęciami. Wyjaśnią Wam, we wszystkich językach świata, jak prowadzić tracket, co monitorować i w jakich kategoriach życia. Nie mam pojęcia czy każda z Was mieć go musi. 

Ja mam! Nic wypasionego, jak na obrazku powyżej, pozdrawiam Cię Eunika. Ja mam zwyklą kartkę w kratkę - jakoś dla mnie lepiej, prościej, bez spiny.

Moim zdaniem, nazwa jest kompletnie z dupy i w ogóle nieadekwatna do czynów, bo nie o monitoring tu chodzi, a o  wyrobienie w sobie nawyku. 

Przyzwyczajenia do robienia czegoś.

Mówią, że jak coś robisz przez 21 dni, codziennie, to wchodzi Ci to w krew. No, ja potrzebowałam o wiele więcej 21 dniowych sesji, ale coś tam jeszcze we mnie udało się wyrobić.

Ja w listę moich nawyków wpisałam 4 rzeczy – aż lub tylko. Nie zawsze mi wychodzą oczywiście, ale przynajmniej pamiętam, że mam coś zrobić, a jak nie pamiętam, to rzucam okiem na listę i pamięć wraca.



Powiem Wam, że wcale to nie jest takie znów łatwe. Normalne jest, że nie zawsze mi się chce coś zrobić, nie zawsze mam na to ochotę i czas, a o czas tu właśnie chodzi 😊.

Jednak odkąd zapamiętałam sobie, że 15 min to TEŻ CZAS, moje nawyki zaczęły się same układać. I szło super do marca. W marcu zaczęłam odpuszczać. A to mi się nie chce, a to kartkę robię, a to zmęczona, chora, głodna, najedzona itd.

Ale wracam – wracam w Pierwszy Dzień Wiosny!

Wracam, bo doszłam do wniosku, po tygodniach nic nierobienia, że z tym „habit’em” było mi dobrze, naprawdę! 

Bardzo mnie to motywuje do działania i pomaga realizować dzienne założenia.
Kiedy to pominęłam, dopadały mnie wyrzuty sumienia – „nic nie robisz, dupa rośnie”, „ależ ja jestem gruba”, aż łzy w oczach stają, ale taka jest prawda - niestety.


Doszłam jednak do wniosku, że jest w tym wszystkim -  jedno, malutkie, malusieńkie ALE … trzeba mądrze nasze  aktywności wybrać i tu właśnie  sprawę schrzaniłam, no bo jak?

„20 brzuszków dziennie” – nienawidzę tego ćwiczenia, zupełnie w niczym nie pomaga mi, a już na pewno nie 20 sztuk i chociaż założyłam się z synem, to i tak nic nie pomogło;

„15min na rowerze stacjonarnym” – to było dobre, służyło mi i się sprawdzało super, ale teraz przesiadam się na normalny rower, więc trzymanie tego w nawykach jest bez sensu, w zamian za to dodam nowe wyzwanie – 300km miesięcznie na rowerze – czyli pedałowanie do pracy i z pracy;

„deska” – kolejna głupota, po której tylko mocniej bolał mnie kręgosłup – brawo ja - 😊, stara i durna.

Tym razem lepiej przemyślałam nawyki, zastanowiłam się nad nimi i zaczynam działać.

Pozdrawiam!


Wiosenne porządki ... na wesoło


Wiosna kojarzy nam się nam nieodmiennie z odnowieniem, zmianą - byle nie ta „dobrą”, porządkami i postanowieniami. Planujemy zmiany i zwykle zaczynamy od odgruzowania tego co stare, po-zimowe, stare.

I ja też tak mam, ale dziś, pozwólcie, że wiosenne porządkowanie przedstawię trochę inaczej i po mojemu.

Nie jestem i nigdy nie byłam zwolenniczką domu – muzeum, bo dom jest do mieszkania, a nie do sprzątania. Oczywiście, że dbam o porządek, bo w czystym otoczeniu lepiej się czujemy i lepiej myślimy, ale nie spędzam życia na sprzątaniu, co to, to nie! 

Dlatego dziś powiem Wam o wiosennych porządkach, które są dla mnie ważne, bo … poprawiają mi nastrój. Nieśmiało też dodam, że do każdego z etapów porządkowania – jak znalazł przyda się butelka i bynajmniej, nie o sok porzeczkowy mi chodzi. 😊

Po pierwsze – balkon.

Uwielbiam mój balkon – każdy mój balkon jaki miałam i jaki jeszcze mieć będę, nie wyobrażam sobie mieszkania bez balkonu. 

Kiedy paliłam, było jasne po co mi balkon, prawda? Teraz nie palę, ale na balkonie spędzam każdą wolną chwilkę – z książką, z kawą, na słonku, sama i w towarzystwie. Na balkonie dobrze mi się pisze, myśli, oddycha.

Balkon to też namiastka ogródka, wiec już planuję, co posiać w tym roku. Królową sezonu będzie maciejka, księżniczkami stokrotki, dwórkami goździki, a paziami zioła! 

Razem z porządkiem na balkonie, przychodzi, jakoś tak naturalnie - mycie okien, warto przecież ten balkon widzieć, nie?!


Po drugie – szafa i buty.

Kto mnie zna, wie że ciuchów u mnie nie zbywa, podobnie jak butów. Nie jestem modową maniaczką, ani chomikiem, więc przynajmniej raz na pół roku, jak nie częściej, robię generalne odgruzowanie szafy. 

Wszystko czego nie miałam na sobie w ciągu ostatniego półrocza, ląduje w worku i trafia do pojemników Caritas, bo wiadome jest, że nie nałożę tego już nigdy. Albo przestało mi się podobać, albo jest już za małe, bo się w praniu skurczyło 😊, czasem bywa, że zwyczajnie jest do bani. 

W ten sposób widzę, co komu potrzeba, bo oczywiście takie porządki robię też w ciuchach dzieciaków, mąż radzi sobie sam!

Z butami jest inaczej, nie wyrzucam ich po pół roku, chyba, że to już naprawdę był ich ostatni sezon! Buty czyszczę, konserwuję i wynoszę do piwnicy, żeby się nie walały w maleńkiej szafeczce lub w przedpokoju.

Po trzecie – apteczka.



Mam nadzieję, że wszelkie infekcje odeszły wraz z zimą i chłodem, ale teraz przyjdzie czas 
na … otarcia, skaleczenia, dziury w kolanach i łokciach, że o twarzy nawet nie wspomnę. 

Miejsc na mapie ciała nastolatka jest mnóstwo, a kiedy już wsiada na rower, hulajnogę czy deskę, to jakby się podwajały. 

Uzupełniamy więc zapasy plastrów, maści dezynfekujących, wody utlenionej i cienkich bandaży, wszystko się przyda. Przed dłuższymi wycieczkami, a potrafimy i 30km dziennie zrobić, dokupujemy też krem z filtrem. Nawet niski faktor chroni przed poparzeniem, a słonko wiosną bywa ostre!

Takie porządki mnie relaksują, nikt ani nic mnie do nich nie zmusza, nie wychyla się z tradycją, powinnościami kobiet, matek i kochanek, bo te mam centralnie w d…e i nic sobie z nich nie robię. Lubię to robić i robię z wielką przyjemnością, bo czyni to moje życie i życie mojej rodziny przyjemniejszym, lżejszym i bardziej kolorowym.

A jak tam Wasze wiosenne porządki? Doniczki gotowe, działka przygotowana? 

Pochwalcie się co Wam poprawi humor na wiosnę?

niedziela, 31 marca 2019

10 a dla mnie pierwsze w życiu - Scrapowisko


Nie wygrałam w losowaniu i nie oddałam zakładek do losowania - nastraszyli na FB, że mogą nie przyjąć, to się nie wychylałam, a co tam. Dałam koleżance, się ucieszyła :), nie o tym jednak będzie mowa.

Moje pierwsze Scrapowisko uważam za super udane, już pomijam sam fakt pobytu w Łodzi - nie do uwierzenia jak szybko miasto się zmienia, buduje, ulepsza i rozkwita.

Jechałam na spotkanie scrapowe z duszą na ramieniu - nie mam kontaktów, znajomości, nikogo nie znałam, jestem początkująca i biorę udział warszatatach i kursach jako uczestnik, a nie prowadząca, nie należę też do żadnego teamu twórczego, więc zawsze to trochę strach na taką imprezę jechać, ale nic to, do odważnych Swiat należy. 



I się naprawdę opłacało.

Zrobiłam sobie super zakupy, zarówno u ulubionych sprzedających, jak i u tych, u których zakupy są trudne z uwagi na ceny - oswoiłam jednego właśnie. Przekonałam się też, że z niektórymi, to warto jednak tylko on-line pozostać.

No to zaczynamy

Pierwsze kroki, największe zakupy, mega radość - Craft O'clock - zdjęcie trochę z "Niemca", ale mam :)



Bardzo, ale to bardzo zależało mi na kolekcji z króliczkami - mam, na kotkach do kartek - mam, na home sweet home do nowego albumu - mam. Pełnia szczęścia!!!


Oswoiłam Studio75. Oni mają cudowne kolekcje, naprawdę. Poza tym maski, media, przeróżne kształty do layoutów - domki, kutki, tagi i masę, masę innych przydasi, ale powiem szczerze, że i ceny czasami wbijają w ziemię. Kupiłam więc pojedyncze papiery, małe bloczki - przede wszystkim Mintay by Karola - polowałam na tą kolekcję od dawna, nowy bloczek wiosenny i elementy do wycinania - idealne do kartek. 


Poznałam miłą Panią ze SnipArt - na pewno zajrzę do sklepu on-line, bo tekturki były poprostu cudne, nie mogłam się zdecydować :) Kupiłam też kuleczki do shakerów - bo wiedziałam co to, po warsztacie z Euniką.



Nie mogłam przejść obojętnie koło - Agaterii, ale na napisy - "wszystkie okazje" jakoś nie mogłam się zdecydować :)


Nie będe wymieniać wszystkich producentów i odwiedzonych sklepów, bo bym Was zanudziła :) Powiem tylko, że wszystko bardzo, ale to bardzo mi sie podoba.

Szarości i zielenie do kartek wielkanocnych ... 


oraz dziecięce kartki do albumu nad którym aktualnie pracuję. 


Dobra - jednak do jednej tylko rzeczy bym sie przyczepiła -  może zawsze tak jest i ludzie się przyzwyczaili, ale dla mnie to conajmniej dziwne - mianowicie, zamknięte warsztaty. Jak ja bym posłuchała o mediach na początek, to może bym sie w kolejnym roku zapisała, a tak dalej nic nie wiem i się nie zapiszę, bo jakoś tego u siebie nie czuję. Nie rozumiem co tu było do ukrywania?

Pojadę jednak w przyszłym roku!!! Nawet dla samych zakupów warto było. 

Pozdrawiam i gratuluję organizatorom. 

czwartek, 21 marca 2019

Brak motywacji – zjawisko znane i bardzo nielubiane



A czemu nielubiane? Ano dlatego, że najczęściej, już samo nasze podejście do motywacja sprawia, że jest ona tak bardzo przez nas pożądana, że wszystko co wiąże się z jej brakiem jest zwyczajnie nielubiane.

Czekałam z tym wpisem bardzo długo.. Czekałam, bo chciałam sobie poukładać, to co usłyszę na webinarze z #Paniswojegoczasu, z tym co sama wiem i stosuję.




Chciałam sprawdzić sobie, jak dalece będzie mi bliskie podejście Oli do kwestii motywacji, czy potrafię się z tym identyfikować i czy będzie to na mnie działać. I wiecie co? Działa! A powiem więcej, zawsze działało!

O ile w pracy, zawsze byłam zwolenniczką pomiarów, wykresów i wskaźników, bo to po prostu odrzuca już na wstępie wszelkie dyskusje, że białe jest białe, o tyle w zarządzaniu moim własnym czasem i własnymi celami, metod SMART nie używam, bo nie ma po co! Moje cele są moje, chcę je realizować po coś i wiem po co, ja wiem, to wystarczy!


Ale wracając do motywacji.
Czym dla nas jest motywacja? Manną z nieba, która ma na nas po prostu spaść, oświecić i powiedzieć – „rusz dupę, właśnie jesteś zmotywowana”, czy raczej uczuciem, które czujemy, kiedy już coś zrobimy i widzimy tego efekt?

Motywacja na pewno nie jest efektywnością – to mit, wiem to i bez Oli Budzyńskiej, ale i ona o tym mówi – można zrobić wszystko, OK prawie wszystko, bardzo efektywnie, bez najmniejszej motywacji. No nikt mi nie powie, że czuje motywację do prasowania czy mycia kibla, a przecież nie chodzimy w wygniecionych ciuchach i nie żyjemy w brudzie.

Więc, kiedy jesteśmy zmotywowani? Oto pytanie, które powinniśmy sobie zadawać, kiedy byłam ostatnio zmotywowana? Co na to wpłynęło? Jak się wtedy czułam? Co zrobiłam? itd.

Powiem Wam, Moje Drogie, że webinar pozwolił mi uświadomić sobie, że właściwie nie mam problemów z motywacją.
Oczywiście, że czasami mi się nie chce nic – no to jest jasne jak słońce! Wtedy po prostu odpuszczam, przecież nic się nie stanie, jak jeden dzień posiedzę i zrobię NIC. Świat będzie dalej istniał!

I, muszę się czymś pochwalić, nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, a zgodnie z kartą pracy zadaną przez Panią Swojego Czasu, postanowiłam się sprawdzić. Czego w swoim obecnym życiu nie robię, bo nie mam do tego motywacji … nie wymyśliłam żadnej takiej rzeczy, pomijając regularną robotę oczywiście - hahaha, a to już sporo moim zdaniem.

Zadałam też sobie po-webinarowe pytanie, w ramach pracy domewej - kiedy ja jestem zmotywowana do działania? 

~ wtedy kiedy dobrze się czuję – poznaje siebie, każdego roku od nowa 😊 naprawdę, jestem coraz starsza i wiem, że dzień zoombie mam w czwartek. Nie wiem jak to działa, ale w czwartek obie moje półkule lekko zamierają, wiec przestałam na siłę wymagać od siebie 100% w czwartki i nic zlego sie w związku z tym nie stało! Kiedy mam 1wszy dzień okresu, też raczej o maratonie nie myślę bo wiem, że nie warto – proste 😊

~ idę w każde zadanie metodą małych kroków – kiedy zrobię punkt 1, to bardziej chce mi się zrobić punkt 2 i 3 i każdy kolejny, wtedy moja motywacja wzrasta, kiedy działam, wtedy mi się chce 😊

~ wynajduję sobie czasem towarzystwo –korzystam wtedy z towarzystwa męża, np. kiedy chodzę z kijkami (zimą nie chodzę) lub syna – on na desce, hulajnodze, rowerze, ja na nogach – tylko czasem przeszkadza mi gadanie, bo się szybciej męczę 😊

~ daję sobie nagrodę – wyznaczam sobie małe przyjemności za każdy tydzień regularnego treningu – to nie musi być wielka paczka chipsów, ale może lody, winko, czekoladka – dla każdego coś miłego 😊

~ żyję zdrowo, a przynajmniej staram się, od kiedy odstawiłam mięso, czuję się naprawdę lepiej fizycznie, nie jestem ociężała, wiecznie zmęczona i senna 😊

~ ruszam się – to pozwala oczyścić umysł i duszę, i mam szansę pogadać ze sobą, dojść do porozumienia i podjąć decyzję – idę jeszcze 2 czy 3km? Robię zadanie A czy B, zaczynam nowe wyzwanie itd. 😊



Ola mówi – sex, ruch, sen i zdrowe jedzenie, ja dorzucam dobry humor i dystans do siebie.

Pozdrawiam!

czwartek, 7 marca 2019

Dzień Kobiet


8 MARCA


Wiecie, że dzień kobiet obchodzimy od 1910 roku? Święto początkowo miało swój dzień 28 lutego, na pamiątkę strajków kobiet i zamieszek w Nowym Jorku.

W 1910 roku Międzynarodówka Socjalistyczna w Kopenhadze ustanowiła obchodzony na całym świecie Dzień Kobiet, który służyć miał krzewieniu idei praw kobiet oraz budowaniu społecznego wsparcia dla powszechnych praw wyborczych dla kobiet. 


Jednak za prawdziwy początek obchodów Dnia Kobiet przyjąć można obchodzone w starożytnym Rzymie Matronalia. Było to święto przypadające na pierwszy tydzień marca, związane z początkiem nowego roku, macierzyństwem i płodnością.
Z okazji tego święta mężowie obdarowywali swoje żony prezentami i spełniali ich życzenia!!!
No to dziewczyny – czekamy!!!

poniedziałek, 4 marca 2019

Ulubieńcy lutego


Komedia


Pamiętacie na pewno MEGA produkcję lat dziewięćdziesiątych (1988) – Kogel-mogel i Galimatias, no to dobra wiadomość jest taka, że 30 lat później powstała część trzecia - Miszmasz 😊
Ja byłam ogromną fanką tych filmów, oglądałam je po 100 razy o czym może zaświadczyć pare osób łącznie z nauczycielami mojej trzeciej klasy liceum 😊, dlatego z ogromną radością w sercu poszłam do kina na część 3.  

I wiecie co? Wcale się nie rozczarowałam.

Pewnie, że to nie ten sam klimat, nie ten już świat, nie te przeżycia szpilek z Holandii 😊, nawet jeśli Holandia wciąż na topie.

To miała być lekka i przyjemna komedia do pośmiania się i spędzenia godziny z niezapomnianymi aktorami i była. Polecam z dwóch powodów – niesamowitej roli Kaśki Skrzyneckiej i tu dodam, że nie gra ona królowej „Makbetowej” i tak w ogóle dla rozluźnienia pośladów.

Apka na telefon


Jak ważne jest nawadnianie organizmu każdy wie i pisać o tym nie będę – to jest oczywiste, kiedy w 60% składamy się z wody.

Ale kiedy zapytamy, ile tej wody wciągu dnia wypił, to zwykle spotkamy się z małą dezorientacją i odpowiedzią – noooo, trochę. Ja postanowiłam pójść o krok dalej, głównie dlatego, że wiecznie się wściekałam na siebie samą, że za mało piję wody a za dużo hektolitrów kawy co jest starym powodem tego, że szybciej się męczę, wciąż tyję i walczę z wypryskami na japie, jak kuźwa nastolatka jakaś. Z tych oto powodow  zainstalowałam sobie darmową wersję przypominacza i kontrolera picia wody - HYDRO.

Sprawdza się u mnie rewelacyjnie, podzielił grzecznie 1,5 litra dziennego zapotrzebowania na wodę – wg wieku, wagi i wysiłku fizycznego, startując – u mnie, bo u Was może być inna godzina startu – od 6 rano szklanką – 200ml wody z cytryną i przypomina mi o jej piciu mniej więcej co półtorej godziny.

Dla mnie BOMBA.

Pozdrawiam!

sobota, 16 lutego 2019

Podobno w czasie całego życia człowiek się przebranżawia średnio 3 razy




Podobno w czasie całego życia człowiek się przebranżawia średnio 3 razy. 

Wiecie dlaczego o tym piszę, bo dość już mam serdecznie tego wiecznego jęczenia. O, jak mi źle, jak mnie szef nie docenia, jak mi mało płacą itd. Jest Ci kobieto źle, to zmień coś – SAMA, nikt za Ciebie tego nie zrobi.

Oczywiście, jako potwierdzenie jakieś tam reguły, czy nie potwierdzenie jej, nie ważne, znam ludzi, którzy całe swoje życie spędzili w jednym miejscu pracy i nie mam nic przeciwko nim, zupełnie nie. Fajnie, że niektórzy czy to z bobrową – ściągnięte, czy inną pomocą znajdują już za pierwszym razem swoją drogę życia, przynajmniej zawodowego i nią kroczą – z głową dumnie uniesioną lub wciśniętą między kolana, ale zawsze! Natomiast niewielu znam ludzi niejęczących.

Przykładów przebranżowień w naszych czasach, cała masa – ja ekonomistka, pracuje jako konsultant systemu IT – już w czasie studiów wiedziałam, że w banku, to ja raczej pracować nie będę, na księgową też się nie nadaję, więc trochę z przypadku, a trochę z nudów, wpadłam do SAP’a – na chwilę i tak mi zeszło kilkanaście lat. A już nawet nie wspomnę, że terapeutką też miałam być 😊.

Mam znajomą – inżyniera, po politechnice gdańskiej, która jest projektantką ogrodów – bo jej z fabrykami po drodze nie było, zmieniła!
Najlepszym przykładem przebranżawiającej się kobity – jest moja Aga! Pozdrawiam Cię Kochana! Jakich ona szkół nie kończyła, czym się nie zajmowała, w końcu odnalazła swój brzeg!

W czym więc jest problem? W lenistwie? W poczuciu wyższości? W przekorze – macie mnie i się cieszcie?

Ogarnijmy się, no naprawdę! Źle Ci? Zmień! Po prostu!

Nie chcesz, nie masz siły, odwagi czy czego tam jeszcze – NIE JĘCZ.

Pozdrawiam!

niedziela, 3 lutego 2019

Ulubieńcy stycznia


Wraz z końcem miesiąca, prezentuje Paniom i Panom, jeśli jakiś tu zagląda, moich ulubieńców. Rzeczy, które są przydatne, niezmiernie pożyteczne i czynią nasze życie, zdrowie i urodę dużo prostszymi w zorganizowaniu i utrzymaniu :)

Startujemy więc z pierwszymi. 


Czekacie do wiosny? Ja bardzo!!!

Lubię ciepełko, lubię kiedy jestem zdrowa, a dzień jest długi i jasny. 

Lubię lekkie ubrania i odkryte buty ... i tu proszę Pań  bardzo często pojawia sie pierwszy problem. 

NOGI, a właściewie stopy. 

Umęczone skarpetami, pełnymi, nierzadko ciężkimi, z korzuchem butami, mogą w końcu ponownie ujrzeć światło słonka, a tu nagle okazuje się, że są do tego zupełnie nieprzygotowane. 

Niecierpiałam tego uczucia - "nieprzygotowania" już jako nastolatka, wiec jako osoba dorosła konsekwentnie z nim walczę, a najlepszą jak dla mnie bronią jest mój najcudowniejszy zestaw - tarka i balsam. 


A co najważniejsze, nie za miliony!!!

Jeśli chodzi o tarki, to można by całe poematy napisać, co też nie raz i nie dwa blogerki udawadniały - ja powiem tyle - Lilli Beauty, nic dodać, nic ująć i jeśli się nie mylę - całe 7,50 zł. 

Jeśli chodzi o balsam, to wierna jestem marce ze zdjęcia od wielu, wielu lat i nigdy się na niej nie zawiodłam, a zaznaczam, że należę do kobiet, które się przy balsamowaniu męczą, więc codzinne balsamowanie odpada, nim jeszcze wystartuje :)

Wystarczy jeden "zabieg" miesięcznie, w zaciuszu własnej łazienki z lampką wina i świeczuszkami przy dźwiękach ulubionej muzyczki, tudzież wrzasków - "mamo, długo jeszcze?"

Zachęcam - wraz z całym tłumem lekarzy o dbanie o stopy. Pamętajcie, razem z sercem muszą nam posłużyć bardzo, bardzo długo.

Pozdrawiam! 


czwartek, 10 stycznia 2019

3 dni z cudami



A mówią, że w internetach, to same głupoty można znaleźć. A tu proszę - właśnie zakończyłam wczoraj wieczorem 😊 3-dniowe wyzwanie -  Nie dla postanowień noworocznych - w 2019 roku będę wymiatać”

Prowadząca mistrz zarządzania czasem Ola Budzynska, której grupę na FB Panie Swojego Czasu powinna znać każda babka.

I właśnie w tym celu, żeby Wam pokazać, że ktoś taki jest, popełniam ten wpis.

Popełniam go również dlatego, że jestem nakręcona, zmotywowana, a przede wszystkim szczęśliwa, że moje dotychczasowe pomysły na planowanie i podążanie za planami jest kurna, super dobre!!!

To, nad czym mogę i będę pracować, to zarządzanie czasem w myśl słów 15min, to też czas!!!

Dzień pierwszy - zrobiłam podsumowanie swoich osiągnięć zeszłorocznych i jest nieźle, naprawdę

Zrealizowałam pięć swoich celów, szósty w połowie, natomiast trzech w ogóle.  I tu Ola powie bo były z dupy i ma rację to nie były moje cele, dla mnie, one były - tylko ze mną. Jeden z nich odrzuciłam niemalże na początku roku,  po konsultacji z mężem.

Dzień drugi -  zastanowiłam się, co konkretnie dla mnie oznacza to, że dałam im 100% realizacji lub 0% realizacji - FAKTY, tylko fakty 😊, działania.

Dzień trzeci, jak się okazuje najtrudniejszy dla mnie, to nowe cele. I nie planowanie i określanie moich celów jest trudne, a kompletnie nowe do nich podejście, mianowicie wizja. Moja wizja siebie, gdzie i kim chcę być w mojej wizji, nie za rok, miesiąc czy za pięć lat. Moja wizja, jest moja i jej czas realizacji jest też mój, a tylko jednym z kroków do jej spełnienia, są plany na przyszły rok.

I ktoś mi zaraz wrzuci, żeby nie powiedzieć zainputuje kobieto jesteś korpo ludkiem od zarania dziejów i ty dopiero teraz odkrywasz, że cele buduje się na podstawie wizji i misji?  

I oczywiście, że moja odpowiedź będzie tylko jedna spieprzaj dziadu. Wiem o tym, aż za dobrze i właśnie dlatego tak ciężko było mi przenieść to na grunt prywatny. 

Wizja, jaka wizja ja to ja, cała doskonała 😊.

Tymczasem, po wczorajszej rozkmince, późną porą wieczorową mam to! Dzięki Ola.


Pozdrawiam!

niedziela, 6 stycznia 2019

Tematy i temaciki, problemy i problemiki, czyli witam Was w 2019



O czym jeszcze?

Na co możecie liczyć w Nowym Roku?

Na pewno na eksperymenty na razie trzymam się formy i poprawności prowadzenia bloga - chyba, a w tym roku chciałabym zrobić coś nowego, nowego dla mnie.

Pierwsza zmiana -  nowa szata i nowe strony w głównym menu - Lifestyle oraz WEGE.

Postanowiłam przenieść te rzeczy w osobne zakładki, żeby było łatwiej znaleźć wpisy, jak ktoś chce cos sprawdzić, do czegoś wrócić

Poza tym opisywanie czego nie jem, już się trochę mi przejadło, wiec postanowiłam pójść krok dalej.



Kolejne nowości to na przykład wyzwanie książkowe  właściwie i tak prowadzę stronę z recenzjami, wiec widać dokładnie co i ile zostało przeczytane :)


Wymiana książkowa lub wyprzedaż na FB podejrzałam ten pomysł na innym blogu i postanowiłam wykorzystać na swoim koncie więcej osób będzie mogło to zobaczyć, oczywiście wszelkie przebiegi i akcje umieszczę również na blogu.

Moim zdaniem wart uwagi jest również pomysł na minimalizm w szafie. Nie lubię zakupów i wydawania kasy na ciuchy, a ubrać się trzeba, więc kilka sprawdzonych kompletów, na każdą okazję, się przyda przy okazji sprawdzimy jak to zrobić i czy w ogóle warto?



Kalendarz fotograficzny ten pomysł chodzi za mną już bardzo długo, w zeszłym roku wzięłam udział w wyzwaniu tydzień w biało czarnej fotografii bez ludzi, bardzo mi się spodobało, teraz może ja coś wymyślę? Zobaczymy!



1 - 2 ulubione rzeczy w miesiącu zaczynamy od  Ulubieńcy Stycznia, wpis na blogu, już 31.01 zapraszam!




Nie zabraknie oczywiście porad śmieszne? W zasadzie są to moje doświadczenia, które poprostu opisuje. Można skorzystać, ale nie trzeba! 

Cykl pierwszy, to oszczędzanie start połowa stycznia zapraszam serdecznie, będzie i poważnie, i śmiesznie!

8 lat bloga nieprzynoszącego żadnych korzyści

  W styczniu 2018 roku, wrzuciłam tu, w nowej przestrzenie blogerskiej, starą straciłam, tak działają bigtechy, nowy post, 8 lat. Wzięłam ud...