niedziela, 2 maja 2021

Nie bądź k... babą


"Nie bądź kurwa babą". 

Zakrzyk ten, dość popularny w pewnych grupach społecznych, szczególnie tych mocno zakorzenionych pod sklepem typu "żabka", a także wśród naszych domorosłych i samozwańczych obrońców budowli sakralnych, to takie "delikatne" powiedzenie - na ... nie jęcz, nie narzekaj, nie marudź, nie płacz i ogólnie weź się w garść.

Znacie to? Na pewno! Nie raz i nie dwa, każda z nas to usłyszała! 

Nie ma, moim zdaniem, drugiego, tak błędnego i krzywdzącego rozumienia kobiety i kobiecości jak w owym powiedzeniu, no nie ma! 

Dlatego, ty sam idioto z piwem w grabie, usiądź i płacz, że tą babą nie jesteś, może twoje życie było by cudem! 

Ja pomijam już porody. Po pierwsze cesarskie, a po drugie jesteśmy kobietami i wiemy już mniej in więcej od wczesnego dzieciństwa, że prawdopodobnie dzieci mieć będziemy, więc zmilczmy.

Jednak jakoś tak, już od dzieciństwa najłatwiej tym dziewczynkom to jednak nie jest. Jak mają szczęście i w bocianowej loterii trafią na normalnych rodziców, to nic się nie dzieje. Kiedy jednak bocian popełnia błąd, to nie minie dziewczynki walka z białymi rajstopkami, wieczne ustawiania, bzdurne wymagania bycia grzeczną i miłą, i to nie dlatego, że kogoś lubimy i szanujemy, ale dlatego, że dziewczynka ma być cicha, grzeczna, a najlepiej niewidzialna.  

W wieku nastoletnim pojawiają się kolejne przestrogi i kolejne idiotyczne rady dobrej ciotki. Zamiast rzetelnej nauki, wiedzy i pomocy z buzującymi hormonami, daje się nam kolejne przestrogi i dalej karmi nas nakazem bycia grzeczną. A wszyscy wiemy, że akurat "grzeczna dziewczynka" jest tu raczej oksymoronem, bo masz być po prostu cnotliwa. 

Dorosłym nam, też jakoś za lekko nie jest. Praca, kariera, rachunki, zarobki, kredyty, szkoły naszych dzieci, dom, lekarze i wymieniać tak by można było w nieskończoność. Tymczasem my wciąż jesteśmy. Radzimy sobie, a co więcej, wiele z nas, tak zwaną kobiecą słabość, przekuwa w siłę heroski z najstarszych legend. 

Znacie na pewno nie jedną rozwódkę z dzieckiem? Ja znam kilka i uwierzcie mi, żadna z nich nie jest słaba, żadna, absolutnie. Pewnie, że ryczą w poduszke. O dwunastej w nocy zapraszają Cię na drinka, bo mają doła. Biorą na żądanie szósty wolny dzień z rzędu, bo zwyczajnie dziś nie mają siły wstać z łóżka, bo prawdopodobnie nie starczy na życie do pierwszego, bo znowu wzywają do szkoły, bo oczko w rajstopach leci, a na dworze minus dwadzieścia.  Jednak każda z nich, wstaje tego siódmego dnia rano, odrodzona jak feniks z popiołu, pożycza kasę od przyjaciółki czy matki i robi koszmarną awanturę w szkole o niesłuszne pomówienie jej dziecka. To jest moje drogie klasa sama w sobie. 

Znacie kobiety walczące z chorobami swoich dzieci? A takie, które dla dzieci właśnie walczą ze swoją chorobą? Czy one komukolwiek mogą wydawać się słabe? 

Nie wiem jak Wy, ale ja płaczę naprawdę rzadko, właściwie tylko wtedy (nie liczę wzruszenia na komediach romantycznych i wszystkich filamach familijnych), kiedy jest mi naprawdę źle, ale tak mega kurwa źle! Rycze godzinę. Wstaję, poprawiam koronę, wypijam wino, kolejność dowolna i dalej zapieprzam, bo po pierwsze mam dla kogo, a po drugie nie mam wyjścia.   Moje akumulatory znowu działają i ruszam taranem do przodu. 

Płacz nie jest oznaką słabości, jest natomisast oczyszczeniem się z niemocy, osaczenia, wymagań, oczekiwań i przekonań, co do których się nie zgadzamy i z którymi walczymy. Walczymy najczęściej same i w samotności. 

sobota, 10 kwietnia 2021

"Czego próbujesz nie wiedzieć"


Siedzę sobie spokojnie w sypialni. Światło lampki, wygodna pozycja i książka na dobry koniec dnia. Nic się nie dzieje. Przebiegam szybko kilka rozdziałów, chwilę zastanawiam się nad treścią pierwszej części i nagle jest. Już je widzę kątem oka, a mój mózg zaczyna się rozkręcać pomimo wieczorowej pory, wskakuje na obroty. Jest, pytanie, które zmieni amplitudę mojego wieczoru conajmniej o kilka stopni w skali Beauforta. 

To jeszcze nie dziesiątka, ale i tak już wiem, że owo pytanie, zostanie ze mną na długo. 

"Czego próbujesz nie wiedzieć?" - pyta Susan Scott w książce Odważne rozmowy

I już po delikatnej, wieczornej lekturze. Często tak mam, a właściwie zawsze. Wystarczy zdanie, pytanie, kontekst i już rozkminka na pół nocy.

Podnoszę oczy z nad książki, głęboki wdech, jeden i drugi, a potem trzeci. W jednej sekundzie całe tysiące odpowiedzi przewala się przez moją głowę. Nie wszystkie z nich są dobre, miłe, grzeczne, czy pokorne, a do tego, wiele z nich wyciska z oczu łzy. Bo wiecie; człowiek składa sie z wielu kawałków. Niektóre z nich kochamy innych nienawidzimy, nie wszystkie z nich dopuszczamy do głosu, nawet w naszej własnej głowie. Odzywają się jednak do nas. Zwykle niespodziewanie, nagle, z siłą wodospadu, właśnie wtedy, gdy natrafiamy na pytanie, które wedrze się nam do serca. Z pozoru niewinne. Pewnie wielu ludzi je poprostu odczyta i zapomni. Pójdzie dalej. We mnie zostało!

Smutne jest, że o tak wielu rzeczach próbuję nie wiedzieć. I chociaż smutek nie jest uczuciem złym, bo przecież dotyka bezpośrednio duszy, naszego mięciutkiego wnętrza, co pozwala nam się wypłakać, oczyścić, zebrać do kupy. Wejść na nowy start. Szanujmy smutek i czerpmy z niego. 

Próbujemy najczęściej nie wiedzieć o rzeczach, które nas bolą. Bólu nie lubi nikt, oczywista oczywistość. 

Mnie boli na przykład, że tak wielu ludzi na świecie głoduje. Kurwa, mamy XXI wiek, rozkręconą technikę, naukę, latamy w kosmos, a tego cholernego światowego głodu, nie potrafimy opanować. Nie pamiętam o tym jednak na codzień. Wyrzucam jedzenie, kupuję za dużo, marnuję. Nie znam żadnych organizacji charytatywnych, które wspierają zapobieganie światowemu głodowi, znacie takie?

Jednak pomimu bólu, jaki odczuwam na tą myśl, nic nie robię, czyli próbuje nie wiedzieć? To była pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po przeczytaniu tego pytania. Ja wiem, że nie da się naprawić całego świata, ale można jakąś cegiełkę dorzucić, co nie? 

W dzisiejszym świecie social mediów, które przypominam powstaly dla rozrywki, atakuja nas, tak używam słowa atakują, zewsząd historie depresji. Ozdrowień, zmagań, zapobiegania, leczenia, kontrolowania nastrojów, zanurzania się we własnych emocjach, a ja się tego boję. Jak jasna cholera boję sie depresji, więc próbuję o tych wszystkich przypadkach zwyczajnie nie wiedzieć. Może to głupie, przyziemne, dziwne, ale już tak mam. Nie oznacza to, że wyparłam ją z głowy, obserwuje otoczenie, wyciągam wnioski, nasłuchuję. Jednak to boli, a bólu nikt nie lubi, prawda?

O czym jeszcze próbuję nie wiedzieć? O wielu rzeczach, serio. 

Nie nadają sie tu, ale są spisane w moim wnętrzu i czekaja na naprawienie. Dopuściłam je do głosu, lawina ruszyła, czas działać. 

Nie mówię, że już jutro, bo na wszystko musi przyjść odpowiedni czas, ale nie chcę pozwalać dłużej na obojętność i rezygnację. Wiecie, najpierw trzeba posklejać pewne kawałki. 

Przeczytałam ostatnio, że pytania są jak otwarte okna, a odpowiedzi jak ściany, zgadzam się. Absolutnie się zgadzam!

Pozdrawiam!


P.S. Wygooglowałam organizacje charytatywne wspiarające walkę ze światowym głodem

głód na świecie

UNICEF POLSKA

Na googlowaniu nie skończyłam, Wam też polecam. 

środa, 24 marca 2021

2 książki, które powinna przeczytać każda kobieta

Dwie, a nawet cztery, ale tej trzeciej jeszcze nie mam, a czwartą dopiero czytam.

Tak więc dziś, skupimy sie na dwóch. 

Ja jeszcze nie doszłam do siebie, po ich przeczytaniu.


Pierwsze moje odkrycie, to polecajka od Magdy Mołek -
"Czuła przewodniczka", autorstwa Natalii De Barbaro - psycholożki, poetki, felietonistki. Jej felietony znajdziecie w "Wysokich Obcasach" i "Charaterach". Pisarka prowadzi też sesje coachingowe i warsztaty autorskie dla kobiet - "Własny Pokój". Tu zapraszam

O czym jest książka? O powrotach kobiet do samych siebie. O odnalezieniu swojego JA, o wydobyciu na wierzch swoich potrzeb, marzeń, swojego życia. 

Górnolotnie? 

No, jak się okazuje wciąż - niekoniecznie! 

Niestety i nasze pokolenie, oby ostatnie, bo jednak my jako matki i żony i ludzie, jesteśmy bardziej świadome, doznało nauk typu - dziewczynka, tak się nie zachowuje! Dziewczynka jest miła. Dziewczynka musi być grzeczna. Dziewczynka jest szczęśliwa, wtedy i tylko wtedy, kiedy wszyscy ją lubią! Znacie to? To nasze przekonania, ktore karmią naszą wewnętrzną Potulną. To ona dba o innych, zapominając całkowiecie o kobiecie, w której mieszka. 

Nie mam absolutnie żadnego problemu z wyrażaniem siebie i swoich przekonań. Moja mama jest bardzo silną osobą, wiele przeszła w życiu i zawsze powtarzała mi "licz na siebie". Nauczyła mnie co to praca, wolność, niezależność, pasja. Teraz więc wrzeszczę, kiedy trzeba, głośno domagam się uwagi, mam własne zdanie na dany temat, a jak go nie mam, to mówię, że się nie znam. Nie przepraszam, kiedy nie mam za co! Nie sprzątam, po to tylko, by lepiej było komuś, bo tak wypada, tak jest po dziewczyńsku - mam to w dupie! Wychodzę z założenia - które działa w 100% - kiedy ja jestem szczęśliwa i spełniona, ludzie wokół mnie to czują i też są szczęśliwi, a umyć okna umie każdy. 

Nie uwierzycie jednak, jak wiele kobiet, nawet w moim otoczeniu, tak nie ma. Jak milkną, kiedy ktoś ma inne zdanie, jak nie zwracają uwagi, kiedy ktoś mówi - zrób tak, bo ja tak mówię i tak będzie lepiej. Ale lepiej dla kogo?  Dla rozmówcy? "Uśmiechnij się, wiec potulnie krzywią twarz" - Maryla, jakże wciąż żywa i prawdziwa, co?

Boisz się, że nie jesteś idealną matką, żoną, pracownikiem? Obawiasz sie , że nie spełniasz założeń kogoś tam, co do twojej osoby - sięgnij po tą książkę, staniesz do pionu - własnego pionu! I zrozumiesz, że to Ty jesteś najważniejsza!  

A zapewniam, że Potulna, to dopiero początek!!!

nawet jeśli, jesteś jak ja! Znasz swoje prawa i znasz siebie, to też przeczytaj, może zauważysz coś u znajomej, córki, siostry i zwyczajnie będziesz umiała pomóc!



Drugą polecajką są "Seksuolożki" autorstwa Marty Szarejko - czyli, sekrety gabinetów seksuolożek w Polsce. "Seks jest papierkiem lakmusowym relacji" - to cytat z książki, każdy może go tłumaczyć, wg swojego uznania, jeśli tylko wie, co to papierek lakmusowy :)

zapraszam

Czy w naszych relacjach, ważne są relacje, czy seks? Dlaczego ludzie sądzą, że seks wyznacza dobre lub zle relacje w związku, czy istnieje w relacji coś poza seksem? Skąd bierze się przyjemność z sexu? I czy Polski potrafią czerpać taką przyjemność? Co o sexie mówią nasze przekonania, rodzina czy kościół, a co nauka.

Naprawdę warto poczytać, bo tematow tam poruszanych jest o wiele więcej, a każdy ważny i bardzo interesujący. Warto poszerzać horyzonty, wiadomo! A powiem tylko na koniec, że jest już i część druga :)

Pozdrawiam!

piątek, 12 lutego 2021

Polecajki stycznia - książki

 


W tym miesiącu polecam Wam 3 książki - pozycje OBOWIĄZKOWE!

Pierwsza to, "Ja i moje przyjaciółki idiotki" Joanny Okuniewskiej. Wspominałam już kiedyś o idiotkowaniu, to częsta przypadłość ludzi, bez względu na płeć, wiek, wykształcenie. 
To stan, kiedy jesteśmy dla kogoś dobrzy, a on czy ona nas "robi", czyli wykorzystuje nasze uczucia, naszą potrzebę kochania i zwyczajnie nas oszukuje. 
Cudowna, ciepła, zabawna i jakże prawdziwa rozkminka idiotkowania, a na deser - tłumaczenia textów piosenek miłosnych, a jakże, do każdego rozdziału, takie wprowadzenie, nawiązanie, taki deser przed obiadem. Polecam!

Druga pozycja książkowa już z zabawą i miłym czasem, nie ma nic wspólnego, to jest straszna opowieść o strasznych czasam i tzw miłosierdziu i opiece księży i zakonnic nad dziećmi wywlekanymim z rodzinnych domów w Kanadzie. Tak, tak w Kanadzie, naszej wyśnionej i wymarzonej ziemii obiecanej. "21 śmierci Toby'ego Obeda" Joanny Gierak-Onoszko. 

Kanada nie ma w swojej historii, tzw "dzikiego zachodu", nie ma walki zbrojnej czy planowanej eksterminacji, ale w swojej historii ma zamykanie rdzennych dzieci w szkołach z internatem, prowadzonych głównie przez chrześcijańskie duchowieństwo. Gdzie nie obce staje się dzieciom wykorzystywanie, bicie, głodzenie, praca ponad siły, brak opieki - jakiejkolwiek, tej podstawowej nawet. 

Wstrząsająca opowieść. 

Pod koniec ubiegłego wieku Kanada zaczyna rozliczać się z przeszłością, z patologią!!! Jak jej idzie? Poczytajcie!



I pozycia numer 3, ale jak dla mnie na razie książka 2021, bo w tym roku ją przeczytałam, wydanie było chyba pod koniec 2020, czyli "Gorzko gorzko" Joanny Bator. Historia 4 pokoleń kobiet, pisana z perspektywy tej nam współczesnej, najmłodszej. Historia rodzinna z moderstwami w tle. 

Wyobrażacie sobie, że to właśnie Wy odkrywacie takie fakty we własnych rodzinach? Wiele tajemnic skrywają stare świstki zaplątane gdzieś w książkach czy rodzinnych albumach, wiele niedopowiedzianych zdań, czy ściszonych rozmów, prowadzi nas do faktów mrocznych i zapomnianych, które nam właśnie "robią" naszą własną historię. 

Nic więcej nie powiem, bo musiałabym zaspamować! Idźcie i czytajcie! WARTO!

Pozdrawiam


wtorek, 2 lutego 2021

2021 - będzie dobry czy raczej skreślimy go już na starcie

 



Powiem szczerze, że jeszcze tak beznadziejnie zaczętego roku i samego stycznia, w moim życiu - już dość długim, nie było. No nie pamiętam tak zrypanego startu jak ten. 

Styczeń stoi u mnie pod wyzwaniem chorób, a nie tam jakiejś kreatywności, nie zrobiłam jeszcze żadnej pracy w tym miesiącu, żadnej!!! Masakra.

Minął już planistyczny haj, teraz trzeba zacząć realizować swoje zadania, a tu z nikąd widoku na jakąkolwiek poprawę, czasu wolnego nie widać. 

Nie po to jednak planuję, by narzekać, że nic się nie dzieje. Nie dzieje się, bo wszytsko jest odłożone i podporządkowane chwili obecnej, a teraźniejszczość zaskoczyła nas - całą moją rodzinę -  intensywnością i zadaniami jakie się nie śnią nawet filozofom.

W tym roku nie planuję żadnych podróży - nie planuję, bo końca pandemii nie widać, szczepienia w połowie lata i to przy dobrych wiatrach, więc nie mam co się spinać. Zagraniczne wojaże, muszą jeszcze poczekać. 
Jednak wciąż podróżować można wewnątrz kraju, zamierzam więc coś tam uskuteczniać, w miarę możliwości oczywiście. W kwietniu chciałabym wyskoczyć do Krakowa do przestrzeni pełnej czasu, a w maju planuję spędzić weekend w Łodzi, czy się uda? Kiedy w końcu otworzą hotele, to pewnie tak, zobaczymy. W przypadku obu moim planowanych wypadów chciałabym podróżować z dziećmi, więc oprócz moich potrzeb, trzeba zapewnić coś dzieciom. I tu jak znalazł kreatywność się przyda - tylko oby pandemia minęła, bo potrzebuję baseny na Fali :)

Rowerowanie - to jest najprzyjemniejsza forma spędzania czasu wolnego, jak dla mnie. Kiedy tylko stopnieje śnieg, zamierzam wskoczyć na "poprawiony" deko, mój różowy skarb. Potrzebuje w nim porządnego hamulca tylnego pod ręką, a nie tylko w pedałach, bo nie mam siły hamować. W tym roku zamierzam jeździć dużo z chłopcami, wszystkimi trzema, po okolicach Czewy, nawet jeśli część trasy trzeba będzie pokonać pociągiem - kreatywność jak znalazł. 

Zdrowie - póki co pracuję nad "kropkami ruchu", czyli codziennym dodatkowycm czasem poświęconym na ruch. Tu kreatywność przydaje się bardzo, bo nie można zafixować sie na jedno, np codzienny spacer. Dlaczego? Dlatego, że jak leje i piździ wiatr, a u nas ma to miejsce bardzo często, to spacer jest najgorszą formą ruchu, jaka istnieje, przynajmniej dla mnie. Psa bym z domu nie wygoniła, wtedy przesiadam się na bieżnie i idę sobie na niej 30 min lub ćwiczę jogę w domu. Ważne jest by się poruszać, ale nie cierpiąc przy tym :)
Kiedy tylko nasi lekarze postanowią nas znowu leczyć i diagnozować, zrobię wszystkie roczne badania, łącznie w USG piersi. Robiłam taki cykl w połowie 2019, wszystko było OK, ale jak wiemy wszyscy, prześwietlenie płuc warto robić raz w roku :) 

Pasja - najważniejszymi planami rozwijającymi mój warsztat i umiejętności są zloty scrapowe i warszataty on-line. I o ile z warsztatami on-line, nie mam najmniejszych problemów, o tyle zloty stoją wciąż pod znakiem zapytania, oczywiście przez pandemię! 
Poczyniłam rownież pewne ruchy w kierunku zakupów, głównie nowych narzędzi - mam juz piękną gilotynę do papierów i nie zawaham się jej użyć :) Pare rzeczy wciąż czeka w kolejce, ale i one się doczekają. W tym roku poza kartkami stawiam na albumy, pierwsze prace dostępne będą już pod koniec lutego na Craft Iza, zapraszam już dziś.
Planowałam w tym roku również nawiązanie współprac, szczególnie z kwiaciarniami i sklepikami z rękodziełem, ale to poczeka jeszcze, tak czuje w kościach. 

Po koszmarnum styczniu zweryfikowałam trochę swoje siły, a przede wszystkim możliwości. Zmodyfikowałam plany na I kwartał, wprowadziłam rutyny poranne i wieczorne, przestałam chcieć wszystkiego na raz i powoli ruszam. 

Opowiem Wam jeszcze jedną anegdotkę. Zawsze, a właściwie do zakończenia studiów myślałam, ze jestem sową. Czyli, pospać lubię, bo jestem aktywna wieczorem i w nocy. 
No ... ale teraz, to jestem przekonana, tak wiecie na granicy z pewnością, że stałam się człowiekiem amebą albo połową ziemniaka. Pospać rano lubię wciąż, ale o 22:00 mam odcięcie prądu, po tej magicznej godzinie, nie myślę, nie czuję, nie odpowiadam na pytania. 
A i dodatkowo w ciągu dnia drzemką nie pogardzę. Nie, nie jestem w ciąży!

Ameba! Ewentualnie ziemniak!

A jak tam u Was? Do przesilenia wiosennego jeszcze daleko, śpicie wciąż? Czy może aktywnie działacie na wszystkich polach?

Pozdrawiam!

niedziela, 17 stycznia 2021

One little word, czyli słówko na 2021


To mój drugi raz z rzędu, kiedy to, wybieram sobie słowo przewodnie na kolejny czekający mnie rok życia. 

Kiedy usłyszałam, a właściwie zastosowałam słowo przewodnie po raz pierwszy w 2020 roku , byłam dość sceptyczna. Nie koniecznie wiedziałam jak do tego podejść, jak ugryźć, więc poszłam trochę na żywioł. W tym roku jednak, zadałam sobie odrolinę więcej trudu i nim postanowiłam i postawiłam na słowo KREATYWNOŚĆ, dwa razy przemyślałam co to dla mnie znaczy i jak ową kreatywność w sobie chcę rozwijać. 

Czym jednak jest owa kreatywność? 

Jak dla mnie, jest radością z odkrywania. Kiedy ktoś postanowił ruszyć z kanapy na maraton, to jest to osoba kreatywna, taka, która chce odkryć w sobie nowe możliwości. Odkryje przecież w sobie morze dyscypliny, pokonywania słabości, radzenia sobie ze zmęczeniem, zniechęceniem i deszczem, kiedy leje już tydzień, a trening sam się nie zrobi. 

Czyż nie jest kreatywny ktoś, kto pozwala innym odkryć w sobie pokłady dobroci, bo właśnie wciągnął go w wolontariat w schronisku dla psów? 

Kreatywność to też odkrywanie nowych kierunków. Nie oszukujmy się jednak, nie każda z nas jest Konopnicką czy Coco Chanel i nie o takie trendy oczywiście mi chodzi. Ale czy nowym trendem w Twoim życiu nie może być choćby obchodzenia imienin wszystkich dzieci, kota czy homika, no kto nam zabroni? A może nowym kierunkiem dla Twojej rodziny będzie zdrowe odżywianie, codzinny spacer czy sobota w kinie?

Moja kreatywność w 2021, idzie oczywiście w kierunku tworzenia. Chciałabym w tym roku popróbować nowego - nowych technik, faktur, kształtów i rozwinąć swoje własne projekty scrapowe. Nawiązać nowe znajomości, popchnąć sprzedaż i ulepszyć warsztat.  Może nawet dołączyć do DT? 

Jednak i na polu rodzina, kreatywnością wykazać się muszę, bo bachory przy komputerach uschną, a szkola online spowoduje, że powstanie proste i nieskomplikowane pokolenie cyber idiotów. Tego dla moich dzieci nie chcę, dlatego w tym przypadku, trzeba się wręcz na wyżyny kreatywności wzbić, inaczej wciaż bedę odbierać połaczenie z pokoju obok, a tam ryk - "mamo, mam kartkowkę z angielskiego" :)

Więcej jednak o wplataniu słowa kreatywność w moje roczne cele, opowiem za tydzień w poście o planowaniu. 

Zapytacie, a jak ja mam w sobie  kreatywność odnaleźć

W bardzo prosty sposób, a nawet sposobów 15, które nie są tu przedstawione według jakiejkolwiek ważności, chronologii czy terminu spożycia, to są rzeczy, które poprostu pomagają wyjść z utartych szlaków i własnej skorupy. 

Zapraszam azali :)

1. Odrzuć na chwilę swoją naturę - jeśli dzień zaczynasz od kawy i fajki, spróbuj przez miesiąc zacząć go od wody z cytryną. Poczuj możliwości jakie daje Ci poranny jogging, chwila z muzyką czy też 10minut ciszy. Wyjdź na momencik ze swojej rutyny!

2. Codziennie posłuchaj muzyki - nie masz ulubionego gatunku czy wykonawcy - szukaj. Poeksperymentuj, daj sobie szansę. Muzyka uwrażliwia, otwiera głowę i serce.

3. Naładuj baterie - ludzie wciąż błędnie uważają, że na odpoczynek trzeba mieć specjalny czas i warunki, tymczasem na naładowanie naszych baterii wystarczy 30min spaceru, odkurzenie mieszkania czy chwila w wannie, po prostu na ten czas trzeba wyłączyć myślenie i odpocząć.

4. Prowadź dziennik lub wdzięcznik - zapisz codziennie co dziś zrobiłaś lub za co jesteś wdzięczna, to bardzo rozwija i pomaga wyrzucić z głowy niepowodzenia i przykrości.

5. Poczytaj codziennie - cokolwiek lubisz, na co masz ochotę i czas. Ludzie pamiętajmy, że 15min to też czas, który mozna wykorzystać, a książka zamiast telefonu przed snem ułatwia zasypianie i poprawia jakość snu.

6. Wybierz dzień w miesiącu i przez rok w tym samym czasie zrób jedno zdjęcie, brzmi jak fanaberia, ale efekt końcowy, czyli 12 fotek z twojego życia, będzie czadowy. Pomyśl, raz impreza, raz sobota w łóżku, a raz spacer w deszczu.

7. Spędź trochę czasu tylko z sobą - ja taki czas uwielbiam i bardzo go potrzebuje. Nieważne czy to jest spacer, wypad na zakupy czy przejażdżka rowerowa, ja muszę pobyć tylko ze sobą. 

8. Napij się kawy/herbaty - odkrywaj nowe smaki i gatunki, niech to będzie chwila Twojego relaksu.

9. Idź na spacer - może być w deszczu, słońcu czy wietrze, ruch i fizyczne zmęczenie, to idealne lekarstwo na stres i bolący kręgosłup. 

10. Nie bądź perfekcjonistką - perfekcjonizm nas wyniszcza, blokuje nasze działania - no bo jak nie na 100%, to w ogóle, tymczasem wystarczy być wystarczającą, zarówno dla siebie, jak i innych.

11. Nie oglądaj telewizji - po pierwsze tylko wkurza i niepotrzebnie podnosi ciśnienie, po drugie zabiera czas, który można spożytkować na działanie, a działanie to odkrywanie, a odkrywanie to kreatywność.

12. Prowadź listy - to dla tych mało zorganizowanych, nie nie, nie tylko. Ja na przykład mam listę książek do przeczytania, do której to wciąż dopisuję nowe tytuły, ale kiedy wchodzę, niby przypadkiem, do księgarni, to nie tracę godziny na wybieranie i szukanie i zastanawianie się. Jak dla mnie, super sprawa, oszczędność czasu i energii. Mam też listę życzeń, czyli prezentów dla mnie, ode mnie i jak tylko zwalnia sie kaska, mam prezent.

13. Napisz list - broń Cię boszcz do byłego. Napisz do koleżanki ze studiów czy liceum, a może i nawet z podstawówki, do cioci czy babci. Pisanie odręczne ma wręcz terapeutyczną moc, że nie wspomnę o wspomaganiu, każdej nauki.

14. Ustal czas na kreatywność - u mnie działa wyśmienicie, wszyscy moi bliscy wiedzą, że czwartek 20:30 robię kartę z mapką, w soboty mam kursy lub pracuję nad nową pracą, w dni kiedy dzieciaki jadą na treningi, mam 1,5 godziny na scrapbooking, blog, zdjęcia czy cokolwiek twórczego.

15. Bądź dla siebie dobra - nie oceniaj się krytycznie, nie mów o sobie źle, nie pozwól,by opinia innych o tobie psuła Ci humor, dzień czy miesiąc. pamiętaj, że opinia jest jak dupa, każdy ma własną.

To nie są rady "dobrej ciotki", tylko sprawdzone sposoby na poszukiwanie siebie w sobie. Wielu terapeutów i psychologów podpowie ci takie lub podobne działania na odreagowanie stresu, znalezienie spokoju i wyciszenie się. 

Nie jest to jednak sposób na uleczenie depresji czy nerwic, a ja nie jestem lekarzem, podpowiadam tylko co działa i co pozwala nam na odkrywanie swoich talentów i pasji.

 Pozdrawiam!

P.S. Już wiem, że w tym roku kratywnością OGROMNĄ muszę sie wykazać, jeśli cokolwiek chcę osiągnąć:)

środa, 13 stycznia 2021

Podsumowanie 2020

 


Historia zapisywania moich planów jest niezwykle długa, jednak bardzo prosta. Robiłam to zawsze, pomimo tego, że nie używałam planera pełnego czasu, do dziś nie wiem jak to możliwe. Pewnie dlatego, że jeszcze go na rynku nie było! :)

Zawsze zapisywałam co mam zamiar w danym czasie osiągnąć, co kupiś, gdzie pojechać. Plany te zwykle lądowały w moim kalendarzu lub na luźnych kartkach i szybciej lub wolniej, zadania  się realizowały. Ale, nie zawsze!

Dlatego właśnie od jakiegoś już czasu, robię wnikliwe podsumowania ubiegłego okresu i moich w tym czasie działań. U mnie, nie jest to tylko podsumowanie roku, bo to jest zdecydowanie zbyt poźno, by podjąć środki zaradcze, jeśli coś utkneło i coś jeszcze zmienić można, jakoś zmodyfikować i zadziałać, tak by cel został osiągnięty. Moje podsumowania są zwykle kwartalne i wyglądają zawsze tak samo. 

Sprawdzam czy dany cel się realizuje, czy też nie! Jeśli wszystko idzie po mojej myśli, niczego nie zmieniam, dalej odhaczam zadania i idę do przodu. Jeśli jednak widzę, że coś kuleje, z jakiegoś powodu nie realizuję zadań i nie posuwam się do przodu, to znak, że trzeba odpowiedzieć sobie na kilka pytań.

Nie jest to moja odkrywcza spostrzegawczość i wiedza wrodzona, co to, to nie. Nauczyłam się tego od Pani Swojego Czasu i bardzo sobię tę wiedzę cenię, podobnie jak kilka innych sztuczek, które porządkują planowanie i nie powodują, że na koniec roku nie budzisz się z ręką w nocniku i jęczysz - "znowu w życiu mi nie wyszło".

Zachęcam, więc dziś do podsumowania i szczególnego skupienia się na  tych zadaniach niezrealizowanych, czyli do znalezienia własnych odpowiedzi na poniższe pytania:

1. dlaczego chciałam ten cel realizować - co mną kierowało w styczniu, czy kiedy tam sobie ten cel postawiłam, że było to dla mnie ważne?

Ja chciałam zmienić zawartość garderoby, nie mam już 20lat, ale mam za to jedną - słownie jedną parę jeansów, jak mam coś skompletować poza "pracowymi ciuchami", to szlag mnie trafia, na modzie sie nie znam i jej nie lubię, ale wiem dokładnie, co  ja lubię, a czego nie nałożę na stówkę. 

2. czy miałam plan jak ten cel zrealizować - jakieś zadania, harmonogram? No to brzmi dumnie, ale zapisałaś sobie, że w środę i w sobotę przez 30min ćwiczysz, czy tylko o tym pomyślałaś?

Oczywiście, że plan był, tylko jakoś mało dokładny, mało skrupulatny i mało nastawiony na mnie samą. 

3. czy planując cokolwiek, bierzesz pod uwagę swoje dotychczasowe zadania i obowiązki, np. że w tygodniu 8 godzin dziennie jesteś w pracy, a jeszcze godzinę na dojazdy potrzebujesz, no i w tym czasie, to raczej książki pisać się nie da?

No, i tu niekoniecznie zmierzyłam sily na zamiary, bo zawsze jakiś wydatek był ważniejszy, a to spodnie na chłopaków za krótkie, a to malowanie, a to pierdyliard innych rzeczy, ważniejszych niż moje ciuchy, dodam, że ciuchy od Kamińskiej :)

4. czy ktoś Cię w Twoich działaniach wspiera - masz kogoś kto Cię motywuje, pomaga Ci  wyjść z planistycznego dołka, kiedy pierwszy haj planowania i celów życia mija? 

No niekoniecznie! Ja nie miałam, bo nie potrzebowałam, tak wtedy myslałam, a może jednak warto było takie wsparcie zorganizować, np umówić się z siostrą na wspólne zakupy? 

5. czy realizujesz bo musisz, czy realizujesz, bo sprawia Ci to przyjemność?

Ja musiałam, bo nie cierpię zakupów, a jak wiemy z musu to się sok robi, a nie plany realizuje, jak Cię coś nie rajcuje i nie sprawia przyjemności, to się nie uda, poprostu, chyba że masz naprawdę potrzebę zrobienia czegoś, bo się inaczej świat zawali.

Pomyśli ktoś, no wariatka, zaplanowała zmianę ubrań, nie kupiła ich i jeszcze o tym pisze. 
No przecież, ja idę kupuję i mam!

No OK, ale ja tak nie umiem. Nie lubię chodzić na zakupy, nigdy nic na mnie nie pasuje, nie wygląda i  się nie nadaje na dłuższą metę. Najczęsciej to coś trafia na samo dno szafy, a po pół roku ląduje w śmieciach. Więc tak zaplanowałam to. Zaplanowałam jednak pobieżnie, uzależniłam pod czynników zewnętrznych, a nie od swoich działań, więc nie wyszło, jasne jak słońce!

Teraz pytanie najważniejsze. Czy dalej ten cel, pomimo tego, że pozostaje niezrealizowany dziś,  jest dla mnie ważny? Czy dalej chcę go realizować? Dlaczego jest ważny lub nie? Co to mi da, że go zrealizuję? Czy zmieni to moje życie? I co się stanie jeśli go już realizować nie chcę? 

NIC. 

Nic się nie stanie, poza tym, że jedyne jeansy mogą mi się na tyłku rozejść, spaść z dupy i wstyd będzie, nic więcej się nie stanie. Można z realizacji czegoś zrezygnować i dobrze się z tym czuć, bo z plany można zwyczajnie odpuścić, kiedy to już absolutnie nie potrafimy odpowiedzieć na pierwsze "dlaczego" z pytania numer 1.

To jak? Ma to sens? 

Robicie podsumowania? Odpuszczacie czasem sobie, czy zawsze taranem do przodu, nawet kiedy na końcu rzygacie tęczą, ale zadanie jest zrobione, więc o co caman?

Ja tak nie mam, dlatego moje podsumowania robię raz na 3 miesiące, wtedy wiem dlaczego coś robię, dlaczego robić czegoś nie chcę i co mogę jeszcze sobie wrzucić. 

Dziś to już wszytsko, teraz lecę planować 2021. 

Pozdrawiam!

sobota, 2 stycznia 2021

Co nowego w 2021?

 


Pewnie nikogo nie ździwię, ale na wielkie zmiany w moim nowym roku blogowania się nie zanosi, jednak o małych nowościach, chętnie Wam opowiem.

Zaczynamy od regularności, a w zasadzie do powrotu do regularnych wpisów. Ostatnie miesiące 2020 zostały całkowicie pochłonięte przez FanPage Craft Iza i moja Nie-banalna trochę podupadła, ale nic to, wracam!

Strona Nie-banalna Izabela służyła głównie do promowania bloga i moich twórczych odruchów. Odkąd jednak mam osobną stronę do promowania sklepu i scrapbookingu, zabrakło mi jakoś pomysłów i czasu na to pierwsze dziecko, a szkoda, bo sporo osób ją wciąż obserwuje i szkoda tracić tych ludzi. Mam teraz "pomysła", więc do dzieła. 

Kolejno zmieniam grafiki. Potrzeba mi już delikatnie, nowej kolorystyki i zdecydowanie mniej różowego :) Zmianie ulegną także grafiki do prezentacji moich prac scrapbookingowych, a pierwsze jej efekty znajdziecie na mojej stronie Craft Iza już niedługo. Mam nadzieję, że się przyjmie i ujednolici moje miejsca w sieci. Chociaż z drugiej strony, ten blady róż tam pasuje :), się zobaczy. 

Wszyscy mądrzy, Ci od mediów społecznościowych, opowiadają na prawo i lewo, jak to "żrą" na stronach tzw.: posty cykliczne. No u mnie niestety nie działają w ogóle, bynajmniej nie te, które, nie są bezpośrednio związane ze scrapbookingiem. Nie zniechęcam się jednak tak od razu i wrzucam na blog właśnie, cykliczne posty z polecajkami książkowymi - myślę, że raz na miesiąc będzie OK? Przyczytałam ostatnio mnóstwo książek. Zdarzył się wsród nich prawdziwy szajs, np poradniki, ale mam też do pokazania Wam pare perełek, serio!

Blog jest dla mnie pewnym rodzajem pamiętnika. Widać to mam nadzieję w postach typu - Rewolucjonistka , za który oberwało mi się bardzo i co oczywiście mam głęboko w dupie, bo to jest mój blog i będę na nim pisać co mi tylko przyjdzie do głowy, z czym się nie zgadzam lub co mnie rajcuje, ale na pewno nie to, co komuś wydaje sie poprawne. Etapy bycia poprawną mam dawno za sobą, jeśli kiedykolwiek je w ogóle miałam. W naszych czasach dzieje się dużo złych i mega wkurzających rzeczy, należy je opisywać i obalać, dla potomności :) Nigdy w życiu nie zgodzę się na poddańczą rolę kobiety w społeczeństwie i zawsze będę walczyć o swoje prawa, bez względu na to, czy to się komuś podoba czy nie! Jestem dumna, że udało mi się być na proteście o prawa kobiet być. 

O czym więc będzie?

Styczeń, jak od dłuższego już czasu u mnie, pozostanie pod hasłem wszelkich podsumowań i planowania, układania i rozkładania na czynniki pierwsze, moich nowych celów na 2021 rok. I zawoła tu ktoś, nie bez maleńkiej racji - "Po co Ci to całe planowanie, kiedy w 2020 nic z planów nie wyszło"? 

Wyszło, wyszło! 

Plany, na które szans nie było - bo na ten przykład zamknęli nas wszyskich w domach, zaowocowały innymi planami, które już w 100% się ziściły. W tym roku również zamierzam wymiatać z PSC. Polecam wszystkim, szczególnie tym, którzy wciąż żyją w przekonaniu, że stare należy odciąć od nowego grubą kreską - wskakujcie i kupujcie, bo tylko 20 zeta, więc mega tanio -  WYZWANIE #WYMIATAMZPSC. Dodatkowo Ola planuje właśnie w styczniu, dokładnie 6.01.2021 o 21:00 darmowy, ogólnodostępny webinar, którego gwiazdą będzie jej nowa książka -  "Jak zorganizować się w 21 dni". Zapisy na FB na stronie @panieswojegoczasu - trzeba się zapisać!!!

Po podsumowaniach znajdziemy swoje "One Little Word", czyli słowo przewodnie na 2021. Bawiliście się w to kiedyś? Moim słówkiem na 2020 była wrażliwość. Na niej opierałam swoje cele i działania, a co za tym idzie, więcej uwagi poświęcałam wrażliwości na codzień. To było mega ciekawe doświadczenie, bardzo rozwijające i odświeżające myślenie i postrzeganie wielu rzeczy i ludzi, nie znaczy to, że mniej przeklinałam, no tego to się chyba nikt po mnie nie spodziewał?
Mam już oczywiście moje słówko na  rok 2021, jest nim ... już niedługo się dowiecie, ale może macie jakieś typy? 

Luty zaobfituje w rozprawianie się z naszymi własnymi przekonaniami oraz przekonaniami innych ludzi, co do naszej osoby.  Złotymi radami koleżanek i babci Krysi i naszą na nie reakcją oraz wszelkimi krzywdzącymi, złymi lub szemranymi opiniami dotyczącymi psychoterapii. 

Opowiem Wam o moim zdaniu (ten temat czekał na publikację rok) na temat mojego ulubionego powiedzenia, które, dam sobie obciąć rękę, każda kobieta chociaż raz w życiu usłyszała, czyli - "Nie bądź kurwa babą". 

Przypomnę sobie, a może i również Wam, jakie mamy prawa i jak z nich najlepiej skorzystać lub wręcz przeciwnie, jak je olać. Nie wiem czy wiecie, ale mamy prawo do zrobienia czegoś, ale mamy też prawo, by tego czy innego nie robić. To jest mega ważne w życiu, serio!

A w marcu skupimy się na moich urodzinach :) Taki żarcik! 
Wiosną jak zawsze zachęcam wszystkich do ruchu - moją ulubioną formą ruchu, jest oczywiście rower! Mam zamiar dużo jeździć i dużo o tym mówić. Idąc lub jadąc na rowerze słucham podkastów. Nie lubię audiobook'ów, spróbuje i Was do podkastów zachęcić - a jest kilkanaście naprawdę dobrych, polskich pogadanek na Spotify. 

Pod koniec marca podsumujemy też kwartał. Co się miało wydarzyć, a co dokładnie zrobiliśmy. Można żyć bez planowania, ale czy to prowadzi do samorealizacji? Niekoniecznie, a nawet nigdy - nie. 

Nie mogę się już doczekać. Pozdrawiam Waszystkich i raz jeszcze życzę wszystkiego najlepszego w nowym roku.






środa, 4 listopada 2020

Uczucia, ciąg dalszy


Dziś kolejna część postu o uczuciach. Teraz kolej na te "niepozytywne", ale jakże ludzkie i nam bliskie! Szczególnie często odczuwany je w czasie tej cholernej pandemii i w obliczu najnowszych ogłoszeń wydmyszki, jaką jest nasz tak zwany "trybunał konstytucyjny"

Złość - jestem wściekła od 22 października. Wściekła, to mało powiedziane, jestem wkurwiona na maxa. Grupa polityków, starych dziadów i bab, którym już na pewno ciąża nie grozi, właśnie zakazało aborcji w Polsce ze zwględu na wady embrionalnych płodów. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, oznacza to tyle, że kobieta, która wie, że dziecko urodzić się ma tylko po to, by umrzeć za godzinę czy dwie, MUSI kuwra urodzić!!! Musi, bo tak zdecydowali parszywi, wredni i upośledzeni bezmózgowcy bez empatii. 

Złość w ludziach oznacza, że zostają przekroczone nasze granice, moje właśnie ktoś podeptał, odebrał mi prawa. A nasza "narodowa bohaterka", chyba najbardziej znienawidzona baba w tym kraju, nie ustaje w pomysłach, teraz postuluje zakazu aborcji w przypadku czynu zabronionego, czyli gwałtu. Przejdzie?  

Zazdrość - nie jestem zazdrośnicą, ale w tym roku zazdrościłam, życząc szczerze jak najlepszego wypoczynku, mojej przyjaciołce, która to poleciała sobie do Grecji na tydzień i pławiła się w czyściutkiej wodzie pod słonecznym niebem, kiedy to ja siedziałam na wsi, gdzie nawet zasięgu nie było. Tak Gosia, o Tobie mowa! 

Jednak, słuchając podkastu "Ja i moje przyjaciółki idiotki", czyli o idiotkowaniu w związkach, mam dreszcze, serio. Ludzie są zazdrośni, nie tylko o relacje i nie tylko w relacjach, np w związkach, najczęściej gatunek ludzki zazdrości innym prestiżu i kasy - płytkie, co? To, że jedno i drugie wiąże się z ciężką, wielogodzinną, codzienną pracą, nikt już nie mówi, niestety!

Zawiść - to uczucie o jenen stopień wyższe niż niż zazdrość, powoduje w ludziach pojawienie się wrogości w stosunku do osoby, której czegoś zazdrościmy. Na szczęście nie znam baby wrednej. Nie umiem nawet postawić się w takiej sytuacji, by tak czegoś zazdrościć, by znielubieć kogoś. Nie!

Nienawiść - ostatnimi czasy gości w nas pewnie często, co? Tak jak teraz podzielonego społeczeństwa w tym kraju jeszcze nie było, bynajmniej ja nie kojarzę. Nie przypominam sobie by jakikolwiek rząd, poza obecnym, nawoływał do wojny, dolewał oliwy do ognia w czasie protestów, straszył prokuratorami, zaszczuwał uczniów i dyrektorow szkół i wzywał faszystów do bicia kobiet w obronie kościołów, których nikt nie atakuje. Kurwa! 

Nie wiem czy może istnieć nienawiść, bez zawiści, ale ja osobiście nienawidzę tylko jednej osoby na tym świecie. Pomińmy milczeniem!

Smutek i strata - o smutku i jego różnych formach, pisałam już troszkę przy radości, ale teraz spójrzmy na niego w perspektywie straty. Zauważyłam ostatnio, że ludzie bardzo jakoś luźno podchodzą do żałoby i do uczucia straty w ogóle. "A było, minęło..." Nie chodzi mi o to, że nie ubierają się na czarno i nie przyginają tak przywdziani przez bity rok, jakby to w czymś komuś pomagało, serio, nie znam nikogo, komu czerń w czasie żałoby pomogła stratę przeboleć, tylko zwyczajnie, na żałobę sobie nie pozwalają. Tymczasem uczucie straty, szczególnie nieprzerobione w głowie uczucie straty,  jest bardzo podstępne i potrafi wrócić w najmniej oczekiwanej chwili. 

Każde z uczuć, które człowiek w sobie ma, żyją w jako takiej symbiozie i to powoduje, że jesteśmy ludźmi. Potrafimy odczuwać, współczuć i lubić, ale też złościć się i płakać, a nasze zrównoważone uczucia odróżniają nas od zwierząt, chyba! :)

Dziwny mamy czas i dziwny kraj, niestety! 

środa, 28 października 2020

Rewolucjonistka :)

Dziś miała być druga część wpisu o uczuciach, ale jedynym uczuciem, które mnie przepełnia dziś duma, pełen wzrusz, ale i złość!

***** *** te kilka gwiadek staje się symbilem Polki walczącej, bo podobno, to nie ładnie jak kobieta przeklina, serio? Czemu nikt wczęśniej mi tego nie poweidział, ale cóż człowiek całe życie się uczy, a i tak beznadziejne nauki ma w dupie.

Wrócilam z protestu przeciw decyzji "trybunału konstytucyjnego" w kwesti zakazu aborcji, kiedy płód ma ciężkie i nieodwracalne wady genetyczne. Przez 27 lat obowiązywał w Polsce tzw. kompromis aborcyjny, wypracowany, wynegocjowany, nie idealny, ale był. W roku 2019 w Polsce - 40mln mieszkańców, z powodu wad genetycznych płodu dokonano 1170 aborcji, dużo? Nie sądzę! Te 1170 kobiet miało wybór i go dokonało. W bólach, w cierpieniu niewyobrażalnym, po badaniach, ze wskazania. Te kobiety dokonaly wyboru, zdecydowały, że nie urodzą dziecka, które umrze za 2 godziny. One miały wybór, teraz każda z nas, takiego wyboru, już nie ma. Nie ma, bo dwie stare prukwy i kilku starych dziadów zadecydowało, że nie i chuj! Zakaz aborcji nie oznacza, że jej nie będzie, to jest chyba oczywiste dla wszystkich, czy nie? Ona będzie! Będzie tylko niebezpieczna i droga, bo zagraniczna!

Dawno się tak nie bałam, naprawdę! Przeczytałam poradnik manifestującego, zapisałam numer do prawnika na ręce, nie malowałam się - no może być gaz, zabrałam czarną parasolkę, mój jedyny rekwizyt i pojechałam do centrum, sama. Szłam alejami, tak tymi słynnymi alejami, w tą i z powrotem. Na ulicach pełno ludzi w różnym wieku, dużo młodzieży, ale przede wszystkim całe rodziny! Całe rodziny! Mężowie wspierający swoje żony, matki z dorastającymi dziewczynami, ale również z młodymi chłopcami! Ludzie niosą różniste transparenty - drukowane, malowane, odręcznie pisane, pełna mobilizacja. Najbardziej rusza mnie napis - "Nie będę bohaterką na żądanie". Na ulicy zaczepiam młode dziewczyny z transparentami na kartonie i pytam o miejsce zbiórki, bo nie doczytałam na fejsie, nim odpowiedziały, odwraca się do nas policjant i mówi "teraz marsz jest pod sądem", uśmiecha się zza maski, widać to, śmieją mu się oczy! Policja w Częstochowie zabezpiecza ulice i skrzyżowania, by nic nie stało się idącym w marszu. Dziękujemy i idziemy w tamtym kierunku. 

Dołączyłam nieśmiało do tłumu, jestem sama, więc trochę przyczajam innych i spływa na mnie spokój. Masa ludzi. Ludzi zjednoczonych w jednej, konkretnej, słusznej sprawie. Na balkonie kamienicy stoi dwoje starszych ludzi i macha do nas flagami Polski i Unii Europejskiej, zauważamy to, wszyscy przystają i biją brawo, wiwatują! Na każdym skrzyżowaniu trąbiące samochody, kierowcy machają do idących w marszu, wystawiają przez szyby palce ze znakiem Victorii. Maszerujący znowu wiwatują i tak za każdym razem, a właściwie cały czas, bo klaksony na ulicach nie milkną. 

Jest spokojnie, nie ma żadnych prowakacji, ale wiemy, że pod Jasną Górą czekają bojówki faszystowskie, ups - prawicowe. Bronią kościoła przed kobietami, na wczorajsze wezwanie wodza, kurwa! Tam policja odgradza kordonem od siebie obie grupy, bardzo dobrze!!!

Stałam się rewolucjonistką, w wieku 45 lat, panie! To jest wojna, inaczej bym tego nie nazwała! Tego nie można inaczej nazwać! 

Nie pojadę do Warszawy, dlatego z tego miejsca, dziękuję wszystkim moim siostrom, które tam pojadą i będą walczyć o nas wszystkie, o nasze prawo do podejmowania decyzji, o naszym życiu i zdrowiu lub śmierci.  

Pozdrawiam!

P.S. Mam nadzieję, że doczekam wnuczki i będę jej mogła to opowiedzieć, oby tylko w wolnym kraju, gdzie prawa kobiet będą i będą respektowane!


niedziela, 18 października 2020

Uczucia

 

Zdjęcie z netu - strona lifeorlove.com

Zastanawialiście się kiedyś, jak by wyglądało nasze życie, gdybyśmy nie umieli czuć? Wiem, wiem, wielu na świecie jest ludzi, którzy nie tyle nie czują, co nie potrafią wczuć się i dojrzeć uczuć innych. Ale na post o psychopatach, jeszcze nie pora.

Wiele mamy w sobie uczuć i o wszystkich nie da się opowiedzieć czy pomyśleć w jednym poście, więc podzielę go na dwia części, dziś pomyślmy o pozytywach.

Uczucia, czyli nasze emocje, są często przez nas samych traktowane po macoszemu. Ukrywamy, je, chowamy, wypieramy się ich? Po co? Dlaczego? Najczęściej dlatego, że takie, a nie inne mamy przekonania - facet nie płacze! Kobiety są silne! Tymczasem to zwyczajna bzdura, każdy z nas ma prawo do wszytskich uczuć i emocji tego świata, każdy. Dopóki nie robimy krzywdy innym, czujmy co chcemy. 

Miłość -  jest jej moim zdaniem nieskończenie wiele, nie tyle rodzajów, co powiedziałabym natężeń odczuwania miłości. Pierwszy raz w życiu zakochałam sie w wieku 14 lat! To była wielka miłość! Odczuwana całym jestestwem od cebulek włosów, ąż po końce palców u stóp i jak to zwykle z taką miłością bywa, zakończona mniej in więcej po 5 miesiącach. 

Wiecie czemu pierwsza miłość nazywana jest pierwszą? Bo po niej przychodzi druga, piąta i szesnasta. Szukamy tego jedynego, aż go znajdziemy i co to kogo obchodzi za którym razem?

Dla większości kobiet, największą miłością są dzieci, kochamy je bezwarunkowo, bezwzględu na ich ich zachowanie, błędy i potknięcia. Dzieciaki potrafią ranić bardzo głęboko, ale te rany zwykle szybko się zabliźniają i o nich zapominamy, bo która z nas nie usłyszała przynajmniej raz w życiu - "to jest obrzydliwe, nie będę tego jeść", po trzech godzinach stania przy garach?

Nie mówię, że wszystkie kobiety tak mają, czy też, że jest to jedyna słuszna droga i każda z nas tak powinna mieć. NIE! Dlatego właśnie są kobiety świadomie decydujące się na nieposiadanie dzieci i chociaż cały świat codziennie je pyta, "a kiedy wnuczek", to one wiedzą, że nigdy! I jest OK. 

Empatia - z greki oznacza "cierpienie", jest to umiejętność odczuwania przez nas, tego co czuje inny człowiek, umiejętność spojrzenia na poglądy czy przekonania innego człowieka i zrozumienie jego własnej rzeczywistości. Empatia to bardzo trudne uczucie, jeśli nienajtrudniejsze dla ludzi, ale stanowi jedyny hamulec w ludzkim mózgu broniący nas przed agresją. 

A teraz popatrzmy za okno! Geje - do gazu, Żydzi - no to już wiadomo, a Polska dla Polaków. Jest poprostu wstyd za wszytskich tych ograniczonych półgłówków zarówno z pierwszych stron gazet, jak i z marginesu społecznego. Takiej agresji zwyczajnie nie kumam, no nie kumam. 

Nie jest się też za bardzo empatycnym czlowiekiem, kiedy dziecko mówi "boli mnie kolano", bo właśnie wyrżnęło się na rowerze, a Ty odpowiadasz "daj spokój, ledwo zadrapane". A zdarza się, co nie? Dziecko odczuwa ból, więc nie wmawiaj mu, że jest inaczej, a jak nie wierzysz to pieprznij się na rowerze - boli jak jasna cholera, wiem coś o tym!

Wdzięczność - trenuję wdzięczność od bardzo dawna. Uważam, że zapisanie każdego dnia wieczorem, za co dziś jesteśmy wdzięczni, ma super oczyszczające właściwości. Po całym dniu wnerwu i złości przypominasz sobie, może tylko tą jedną jedyną rzecz, za którą możesz być wdzięczna i reszta wypada z głowy - extra uczucie, polecam. Nie myślcie jednak, że wdzięcznym można czy wręcz trzeba być tylko za wielkie rzeczy! "A mnie nic dziś dobrego nie spotkało, za co mam być wdzięczna"? Może za to, że pani w spożywczaku się do Ciebie uśmiechnęła, lub właśnie listonosz wtargał na III pięro 6kg książek, które zamówiłaś? A może dziś wdzięczna będziesz swojemu psu, bo wyciągnął Cię na długi spacer, który Cię całkowicie odprężył? 

Wdzięczność to też sztuka przyjmowania prezentów i ciosów, szczególnie w relacjach, nie zawsze wytrwamy w równowadze i czasami zwyczajnie oddamy, bo jesteśmy ludźmi. Najważniejsze, że o tym wiemy i wracamu do owej równowagi. 

Radość - to że nie śmieję się jak idiota, na każdym zdjęciu, nie znaczy, że nie jestem radosną osobą, serio serio. Mam raczej wesołe usposobienie, nie jestem ponurakiem, ale też nie cieszę się jak głupi do sera, z każdego usłyszanego dowcipu czy mema. Powiem więcej ryczę na każdym niemalże filmie familijnym, co daje sporo radości moim dzieciom :)

Radość w naszym życiu występuje nierozerwalnie ze smutkiem. Jest tych dwóch uczuć w nas i we mnie samej sporo, ważne jest by pilnować między nimi równowagi. Nikt nie może nam powiedzieć, kiedy mamy być smutni, a kieyd radośni. Czy też tego, że tacy dziś właśnie jesteśmy. Każdy ma gorszy czy też wręcz melancholijny dzień, kiedy potrzebujemy pobyć ze sobą samym, najlepiej w ciszy i pod kocykiem. Nie ma w tym nic złego. Pamiętajcie jednak o tym, że smutek trzeba mieć pod kontrolą i to srogiego kontrolera, bo przedłużający się stan permanentnego smutku, jest najczęściej objawem depresji. Więc jeśli jest w Waszym otoczeniu wesołek ze smutnymi oczami, to może podpytajcie jak długo to trwa i czy nie potrzebuje pomocy i wygadania się, tylko na litość boską, nie mówcie, będzie dobrze!

Jest jeszcze wiele pozytywnych w nas uczuć, każdy ma własne. Każdy też, ma prawo czuć inaczej niż ja czy Ty, a nawet cały świat! Ważne jest jedno, nie wolno naszymi uczuciami krzywdzić czy przytłaczać innych ludzi. 

Wydaje mi się też, że te pozytywne uczucia, te "dobre", przeżywamy odważniej, a te "złe" ukrywamy, czy to przed samym sobą, czy też przed światem, ale to działać będzie, tylko do czasu, bo każda czara w końcu się przelewa i zwyczajnie wybuchamy, co wprawia w osłupienie nie tylko nasze otoczenie, ale często nas samych. 

O uczuciach trzeba mówić - głośno. Nie podoba mi się twoje zachowanie, twoje słowa mnie ranią, dlaczego się na mnie złościsz? Przeżywanie i uświadomienie sobie gamy naszych uczuć, czyni nas ludźmi dojrzałymi emocjonalnie, a jeśli tego nie potrafimy, to musimy poszukać pomocy u specjalistów, bo nic tak nie niszczy ludzkiego życia, jak frustracja. 

Pozdrawiam

8 lat bloga nieprzynoszącego żadnych korzyści

  W styczniu 2018 roku, wrzuciłam tu, w nowej przestrzenie blogerskiej, starą straciłam, tak działają bigtechy, nowy post, 8 lat. Wzięłam ud...