Dziś wracam do spraw szkolno – wychowawczych. Pamiętacie wpis o motywacji? Kiedy nad nim pracowałam znalazłam w neciku, poniższe „przykazania rodzica”, nie ze wszystkimi punktami umiałam się utożsamić, dlatego na tamten czas, chwilowo temat porzuciłam, chciałam wypróbować na sobie
Nie jest to może odkrywcze, ale uważam, że czasami warto pójść krok dalej, żeby mieć własne zdanie w temacie, ale nie za daleko, nie warto tracić czasu na głupoty.
Jak już ktoś, coś obmyślił, to może warto z tego skorzystać?
Poniżej mili Państwo wyniki moich ćwiczeń za Ewą Nowak – pedagog, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży, prowadząca warsztaty dla rodziców w ramach Akademii Zwierciadła.
12 przykazań dla rodzica – checked by me: działają według mnie tylko 3, ale popatrzeć zawsze warto:
1. Traktuj naukę dziecka jako rzecz świętą.
Działa – to jest najważniejszy punkt – nauka przy telewizorze, muzyce czy każdym czymś innym, zwyczajnie rozprasza. Nie wiem czy to specyfika dzieci XXI wieku, ale moje się definitywnie rozpraszają, więc wyeliminowanie tych bodźców, poprawiło jakość nauki i jej czasochłonność. Poza tym owa świętość jest codziennie sprawdzana – odpytujemy z każdego przedmiotu. Pewnie, że wojny były, oczywiście, że tak , ale się w końcu przyzwyczaili i wszelkie dyskusje ustały, nie chodzi wcale o to, by dziecko było wykute na blachę i na pamięć – NIE – chodzi o to, by dać dziecku poczucie własnej pewności siebie, że wie co w trawie piszczy, a jak nie wie, to ma szansę się ze mną dowiedzieć, doczytać, sprawdzić. Poza tym sprawdzamy wszystkie prace domowe, konsultujemy dlaczego coś zostało zrobione tak, a nie inaczej, pokazujemy co można zrobić prościej, lepiej, szybciej. Te dwie rzeczy przede wszystkim uczą dzieci, że nauka jest ważna – rodzice pomagają mi, tłumaczą, martwią się, czyli jestem dla nich ważny – ja sam i to co robię.
2. Zarządź, że wszystkie dzieci uczą się w tym samym czasie.
Działa – i chociaż jeden kończy szybciej, to wie, że drugi się wciąż uczy i w związku z tym używać trzeba słuchawek, nie buszować w kuchni i nie śpiewać na cały głos
3. Pokaż, jak bardzo cenisz rozwijanie pasji.
Działa i nie działa – pasją mojego starszego dziecka są gry, młodszy to pasjonat roweru – tylko w tygodniu, nie ma na to za dużo czasu. Nauki jest bardzo dużo, praca domowa trwa czasami parę godzin – policz, napisz, opowiedz, przeczytaj itd. Wypracowaliśmy kompromisy, dzieciaki widzą na co czasu nie starcza i chociaż próba przepisywania wyników z książki była, to już się skończyła.
4. W dni wolne staraj się rozszerzać wiedzę dziecka.
Nie działa – w wolne dni moje dzieci chcą robić to, na co one same mają ochotę i zazwyczaj, to właśnie robią, poza obowiązkami domowymi. Oczywiście, że spędzamy czas razem, na rowerze, w plenerze, w kinie, ale jakoś pędu do poszerzania wiedzy, zwyczajnie nie widać. Wysłuchają oczywiście pogadanki o zanieczyszczeniu powietrza i poobser
wują gniazdo łabędzia, ale … nic to nie zmienia!
5. Naucz dziecko traktować naukę jak wyzwanie.
Działa i nie działa – nie wszędzie widać wyzwanie - wyzwaniem jest zrozumienie działania siły A na ciało, które dzięki niej wisi w powietrzu, wyzwaniem jest ogarnięcie dyktanda na szóstkę, ale żadnym wyzwaniem nie jest wklepanie na pamięć piętnastu regułek – ogarnij wzór, dodaj zastosowanie regułki i dopiero teraz masz wyzwanie. Z drugiej jednak strony, zawsze odpytuję dzieci wg mojej zasady – o jeden krok dalej – a jak myślisz, co będzie jeśli … kiedy znają odpowiedź, cieszą się jak… dzieci
6. Wpajaj mu pogląd, że mądrość to coś, nad czym trzeba pracować.
Nie działa – głównie dlatego, że się z tym nie zgadzam. IQ odgrywa zasadniczą rolę w procesie nauki, tego nie zmienimy, taki jest fakt. Owszem trzeba pracować, ale moim zdaniem pracuje się nad poziomem wiedzy i najlepiej robić to w kontekście jej możliwego wykorzystania. Nie pracujemy nad poziomem mądrości. Mnie lektura „Pana Tadeusza” do niczego absolutnie posłużyć nie miała i nie posłużyła, wiedziałam to już w podstawówce, nie ma wiec powodu, by wmawiać teraz dzieciom głupoty – naucz się na pamięć historii księstwa litewskiego, to wpłynie na Twoją mądrość – nie, nie wpłynie.
7. Oceniając ludzi zmień kryterium. Na kryterium mądrości.
Nie działa – u mnie nie działa, ja nie porównuję moich dzieci do ich kolegów, wręcz przeciwnie, ucinam wszelkie porównania – „Mnie interesujesz tylko Ty” – to myśl przewodnia.
8. Chwal dziecko za prawdziwy wysiłek i upór.
Działa i nie działa – czasami dziecko trzeba pochwalić nawet za pierdołe, bo różne dzieci mamy. Jednego motywuje jedno, drugiego drugie. Moje dzieci lubią pochwały i się z nich cieszą, nawet jak dotyczą tylko pościelonego łóżka , posprzątanego pokoju czy czystych zębów.
9. Uważaj, jakie bajki czytasz maluchowi.
To jest moim zdaniem zwyczajnie durne, a poza tym już mnie za bardzo nie dotyczy, moje dzieci same czytają. Rozmawiamy o książkach, o fabule i bohaterach, nie zawsze jednak podkreślam drugie dno i zwracam uwagę na wątki - nazwijmy to feministyczne. Jak zrobił coś facet, to zrobił, jak gdzieś jest mądra babka – to jest
10. Jak najczęściej mów dziecku o swoich błędach.
Nie działa – nie bardzo wiem, jak mogłabym zmotywować moje dziecko, opowiadając mu jakim byłam fizycznym debilem w liceum – nie raczej mu tego nie opowiem
11. Nie chwal dziecka za byle co, bo zrozumie, że masz niskie oczekiwania i nie cenisz wysiłku.
Działa i nie działa – ja chwalę dzieci za dobre oceny, gratuluję piątek, cieszę się z ich sukcesów razem z nimi. Nie wiem czy przeginam, czy nie – nie!!! Patrz punkt 8.
12. Podkreślaj sukcesy, zamiast braków.
Działa – każdemu zdarza się tzw. ciężki dzień czy tydzień, bywa. Pomimo wysiłków wpada trója czy jedynka z dyktanda, zamiast wykładu o nieczytaniu, mój syn usłyszał – „Ciężki tydzień masz, co?” Dla udzielonej odpowiedzi warto było czekać - „No! Ale wiesz, już ćwiczyłem z tatą i pamiętam, żeby odmieniać”. Czasem!
Pozdrawiam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz