Usłyszałam ostatnio fajne hasło - „Reset głowy”!
Fajne, prawda?
Każda z nas zna wiele sposobów na resetowanie się, ładowani akumulatorów, czy napinanie silnika inaczej juz dawno byśmy zwariowały. Najprzyjemniejszym wydaje się samotnia, ukryta gdzieś w górach czy w lesie chatka
z cudnym widokiem na świat – no, ale nie mam akurat żadnej pod ręką 😊, wiec odpada, przynajmniej u mnie.
Rzecz, a właściwie, to stan, który bardzo wspomaga odstresowanie się - zmęczenie fizyczne – nie jest to oczywiście jawnym oświeceniem, wiem, ale tylko przypominam 😊. Nienawidzę sprzątać, ale sprzątanie to taka czynność, przy wykonywaniu której, można spokojnie wyłączyć 90% mózgu. Zapomnieć o wszystkim, złapać luz. Polecam też spacer, a właściwie długi marsz w szybkim tempie, kiedy uwaga skupia się na tym jak nie połamać sobie nóg o kijki i nie dostać zawału serca, to reset
murowany.
To są takie reseciki codzienne,
nazwijmy je, małymi.
Niestety czasami, czujemy się jak po przejechaniu
przez czołg, przeżuciu i wypluciu, bo mamy w głowie tylko jedną, jedyną myśl. Coś, o czym nie możemy zapomnieć, bo jest dla nas bardzo ważne i zajmuje wszystkie
nasze myśli, przez cały dzień i noc. Nie pozwala odpocząć, skupić się, zastanowić nad rozwiązaniem, wtedy wymagamy, nazwijmy to - wielkiego resetu.
Jak wyzbyć się stresu przed ważnym spotkaniem z klientem, prezentacją dla pracowników bądź szefa lub spotkaniem z adwokatem?
Jakieś pomysły?
Powiem Wam co działa na mnie, mało tego, działa to też na innych, bo metodę to usłyszałam na grupie Panie Swojego Czasu - #kawazbudzynska. Polecam serdecznie, sprawdzone:
- staram się wyeliminować błąd – to on powoduje, że mamy mózgi jak z waty i on wywołuje w nas strach. A więc czego się boisz kobieto? Tu spada na mnie lawina myśli, po 5 minutach już boję się wszystkiego 😊 wiec przechodzę do punktu drugiego;
- gdzie w moim błędzie jestem ja, jako ja, Izabela. Można o mnie powiedzieć, że jestem kiepskim
pracownikiem, szefem, klientem w sklepie, ale wciąż jestem wartościową osobą, nawet wtedy, gdy mnie krytykują. Popełniłam błąd i co z tego, nie ma ludzi nieomylnych! Trafi
mnie szlag? Na pewno, ale jeszcze nie ten ostateczny 😊 znienawidzę się – nie!!! Znielubię się? Może!
Dopiero teraz jest czas na przemyślenie, jak mogę mojemu stresowi zaradzić?
I czy warto?
I czy warto?
Przed ważnym spotkaniem warto poćwiczyć mowę! Odpowiednio się ubrać! Jak dobrze wyglądam, to dobrze się czuję, prawda stara jak świat. Dodać sobie pewności siebie i wzrostu! Zapanować nad emocjami – szczególnie nad mimiką – moje spojrzenia rzucane z pełnym politowaniem na przeciwnika przejdą pewnie do historii 😊, wiec się muszę pilnować! Rozbeczenie się na spotkaniu mam już za sobą, ciągle to sobie wyrzucam i
staram się nie popełnić tego błędu ponownie.
I już! Jeśli z mojego wywodu wynika, że jestem dobrze przygotowana, nauczona, „wygadana”, to problemu nie ma, zapominam o stresie i siadam z książką pod kocykiem. Jeśli jednak wciąż zauważam braki, to je poprawiam tak długo, aż po kolejnym sprawdzeniu
sama stwierdzę – PERFECTO.
Stres odpuszcza, głowa się czyści, mam święty spokój i mogę zająć się czymś innym 😊
Tyle mądrości, a teraz mały P.S. – pamiętajcie, ale to zawsze
miejcie w pamięci fakt , iż zawsze,
ale to zawsze, na odstresowanie działa … butelka wina albo dwie– kolor dowolny 😊.
P.S. 2 - zdjęcia dzięki uprzejmości - Unsplash.com
Pozdrawiam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz