Uwielbiam
cmentarze, naprawdę i odwiedzam nie tylko te, gdzie hmmm …"mam
znajomych" i nie tylko w listopadzie, ale zawsze kiedy mam ku temu sposobność. A już nigdy nie oparłam się tym, z którymi wiąże się jakaś historia,
które robią na mnie wrażenie lub zafascynowały mnie widziane z lotu ptaka.
Nie
lubię łazić po muzeach, skansenach, czy starych kościołach, w ogóle nie lubię łazić bez sensu, ale lubię cmentarze! Lubie spacery po nich.
Byłam
na wielu cmentarzach, w różnych krajach i różnych miastach, może to nie jest do
końca normalne, ale co mi tam, co w końcu jest …?
Nie pisałabym o tym, gdybym nie miała w tej materii swoich faworytów, o których chcę Wam w listopadzie właśnie, opowiedzieć.
Wśród wielu odwiedzonych miejsc pochówku, nie tylko katolickich oczywiście, w wielu różnych krajach, największe wrażenie zrobiły na mnie dwie nekropolie.
Pierwsza z nich, to cmentarz artystów i polityków u podnóża wzgórza Montjuic w Barcelonie.
Dla niezorientowanych, dodam, że mowa o cmentarzu z książek mojego ukochanego Zafona - "Cień wiatru", gdzie pochowano matkę głównego bohatera. Zaprojektował go w 1883 roku Leandro Albareda.
Spacerując alejkami, najlepiej w samotności, kocham wręcz takie samotne, powolnie nieśpieszne wędrówki, kiedy nikt mi nad uchem nie brzęczy, kiedy mogę spokojnie pomyśleć, posłuchać ciszy i się powzruszać, zobaczycie wspaniałe rzeźby aniołów, ogromne posągi, mauzolea, grobowce i płyty nagrobne, tak różne od tych spotykanych w Polsce, że aż zadziwiających.
Największe wrażenie na wzgórzu Montjuic zrobiła na mnie stara część cmentarza, co niczym odkrywczym nie jest, bo zwykle stare części cmentarzy, te zabytkowe są przepiękne.
I chociaż to wiedziałam, to ujrzany na własne oczy widok ze zwgórza na port, jest wprost nie do opisania słowami - trzeba to zobaczyć!
Wracamy teraz do domu, do mojej ukochanej Łodzi, gdzie na terenie dawnej fabryki Poznańskiego, przy Ogrodowej, obowiązkowym punktem do odwiedzenia
jest cmentarz żydowski, największa żydowska nekropolia w Europie.
Odkryłam to miejsce przypadkowo, oczywiście wiedziałam o cmentarzu i jego położeniu, ale zwyczajnie pomyliłam linię autobusową, objechałam Manufkę i był ... stał i czekał na mnie, nie mogłam się oprzeć, a potem wracałam jeszcze dwa razy.
Cmentarz jest miejscami zaniedbany i opuszczany, chociaż Łodzianie go odnawiają i rewitalizują, więc może uda się przywrócić mu dawną świetność i wartość historyczną na jaką zasługuje, bez dwóch zdań.
Kiedy tam traficie, kierujcie się do jego punktu centralnego, gdzie znajduje się wyjątkowy zabytek –
kaplica grobowa rodziny Scheiblerów, kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy aż
rozdziawiłam japkę ze zdziwienia, a dech mi z wrażenia odjęło.
Do Łodzi wybrać się warto o każdej porze roku, ale cmentarz najlepiej odwiedzić wiosną lub latem, wtedy wszystko kwitnie, wszystko otacza zieleń, traficie do innego świata, gdzie na zewnątrz tętni prawdziwe życie wielkiego miasta, a w środku panuje niczym niezmącona cisza, sprawdzcie sami.
Mam jeszcze takie marzenie, by odwiedzić cmentarze w Irlandi i Szkocji. Kiedyś!
Pozdrawiam Was!
P.S.
W tym roku na żadnym nie byłam, bo leżę chora w łóżku :(
P.S.
W tym roku na żadnym nie byłam, bo leżę chora w łóżku :(
Zdjęcia znalezione w necie.
Post nie jest sponsorowany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz