piątek, 1 listopada 2019

Cmentarze - cudowny świat ciszy



Uwielbiam cmentarze, naprawdę i odwiedzam nie tylko te, gdzie hmmm …"mam znajomych" i nie tylko w listopadzie, ale zawsze kiedy mam ku temu sposobność.  A już nigdy nie oparłam się tym, z którymi wiąże się jakaś historia, które robią na mnie wrażenie lub zafascynowały mnie widziane z lotu ptaka. 

Nie lubię łazić po muzeach, skansenach, czy starych kościołach, w ogóle nie lubię łazić bez sensu, ale lubię cmentarze! Lubie spacery po nich. 
Byłam na wielu cmentarzach, w różnych krajach i różnych miastach, może to nie jest do końca normalne, ale co mi tam, co w końcu jest …?

Nie pisałabym o tym, gdybym nie miała w tej materii swoich faworytów, o których chcę Wam w listopadzie właśnie, opowiedzieć.

Wśród wielu odwiedzonych miejsc pochówku, nie tylko katolickich oczywiście, w wielu różnych krajach, największe wrażenie zrobiły na mnie dwie nekropolie. 

Pierwsza z nich, to cmentarz artystów i polityków u podnóża wzgórza Montjuic w Barcelonie. 


Dla niezorientowanych, dodam, że mowa o cmentarzu z książek mojego ukochanego Zafona - "Cień wiatru", gdzie pochowano matkę głównego bohatera. Zaprojektował go w 1883 roku Leandro Albareda. 

Spacerując alejkami, najlepiej w samotności, kocham wręcz takie samotne, powolnie nieśpieszne wędrówki, kiedy nikt mi nad uchem nie brzęczy, kiedy mogę spokojnie pomyśleć, posłuchać ciszy i się powzruszać, zobaczycie wspaniałe rzeźby aniołów, ogromne posągi, mauzolea, grobowce i płyty nagrobne, tak różne od tych spotykanych w Polsce, że aż zadziwiających.

Największe wrażenie na wzgórzu Montjuic zrobiła na mnie stara część cmentarza, co niczym odkrywczym nie jest, bo zwykle stare części cmentarzy, te zabytkowe są przepiękne.

I chociaż to wiedziałam, to ujrzany na własne oczy widok ze zwgórza na port, jest wprost nie do opisania słowami - trzeba to zobaczyć!

Wracamy teraz do domu, do mojej ukochanej Łodzi, gdzie na terenie dawnej fabryki Poznańskiego, przy  Ogrodowej, obowiązkowym punktem do odwiedzenia jest cmentarz żydowski, największa żydowska nekropolia w Europie.

Odkryłam to miejsce przypadkowo, oczywiście wiedziałam o cmentarzu i jego położeniu, ale zwyczajnie pomyliłam linię autobusową, objechałam Manufkę i był ... stał  i czekał na mnie, nie mogłam się oprzeć, a potem wracałam jeszcze  dwa razy.


Cmentarz jest miejscami zaniedbany i opuszczany, chociaż Łodzianie go odnawiają i rewitalizują, więc może uda się przywrócić mu dawną świetność i wartość historyczną na jaką zasługuje, bez dwóch zdań.

Kiedy tam traficie, kierujcie się do jego punktu centralnego, gdzie znajduje się wyjątkowy zabytek – kaplica grobowa rodziny Scheiblerów, kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy aż rozdziawiłam japkę ze zdziwienia, a dech mi z wrażenia odjęło.

Do Łodzi wybrać się warto o każdej porze roku, ale cmentarz najlepiej odwiedzić wiosną lub latem, wtedy wszystko kwitnie, wszystko otacza zieleń, traficie do innego świata, gdzie na zewnątrz tętni prawdziwe życie wielkiego miasta, a w środku panuje niczym niezmącona cisza, sprawdzcie sami.


Mam jeszcze takie marzenie, by odwiedzić cmentarze w  Irlandi i Szkocji. Kiedyś!

Pozdrawiam Was!

P.S.
W tym roku na żadnym nie byłam, bo leżę chora w łóżku :(

Zdjęcia znalezione w necie.
Post nie jest sponsorowany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

8 lat bloga nieprzynoszącego żadnych korzyści

  W styczniu 2018 roku, wrzuciłam tu, w nowej przestrzenie blogerskiej, starą straciłam, tak działają bigtechy, nowy post, 8 lat. Wzięłam ud...