poniedziałek, 7 maja 2018

WEGE– co słychać po pierwszym miesiącu.


Właśnie mija miesiąc z moim postanowieniem „ 0 mięsa”.

I wiecie co?

Nie jest źle! Za to już widzę różnicę w odczuciach mojego żołądka po każdym posiłku. I myślę, że właśnie, polubił mnie bardziej!
Pewnie, że czasami mam ochotę sięgnąć po kabanosa, ale odmówienie go sobie, nie rujnuje mojego świata 😊 no i tęsknię trochę za plackiem po węgiersku, ale i na to znalazłam sposób.
Przekonałam się za to, że w zmianie – dużej zmianie -  żywienia – najważniejszy jest upór i wytrwałość w dążeniu do celu oraz dyscyplina.  Żadna tajemnica, co?
Przyda się również „kilka narzędzi”, ale większość z nich, każdy w domu ma.

UPÓR

Jeżeli nie zamierzacie jeść ciągle brokułów, marchwi i pieczarek, radzę rozejrzeć się za dobrą książką z łatwymi przepisami i maksymalnym czasem przygotowania – 1h.

Najważniejsze, to mieć w sobie zacięcie, żeby znaleźć fajnie i smaczne przepisy.


Jeżeli nie zamierzacie inwestować od razu w książki, znajdźcie pasujący do siebie blog, na którym ktoś takimi przepisami się dzieli. Mnie osobiście spodobał się - http://www.pozielonemu.pl/ i http://roslinozerka.blogspot.com/; zajrzyjcie tam, może i Was zainteresuje 😊

Dużo fajnych przepisów znajduje się też w najnowszej książce LIDLA – to propozycja dla osób robiących tam zakupy i zbierających naklejki – jedna wada – trudność wykonania, ale się da!

Sama robię, a kucharką, to nie jestem zbyt dobrą.


Poza przepisami, ważne są zakupy. Niestety!
Pamiętajcie o tym, że jeśli lubicie przekąski – kabanosy, paszteciki itd., musicie mieć w lodówce jakieś zastępstwo, kiedy wracam do domu po pracy i 6,5km na rowerze, nie mogę czekać godziny, aż przygotuję coś do jedzenia. Wtedy sprawdza się każdy serek i ser – oczywiście camembert jest najlepszy, jogurt, kefir itd.

DYSCYPLINA

No z tym u mnie różnie, ale na razie się udaje.
Nie wolno zostawiać jedzenia przypadkowi. Dlatego właśnie, co drugi dzień gotuję sobie obiad do pracy, robię śniadania i dbam o przekąski. Wolę zostawić już coś przygotowanego, na kolejny dzień i zjeść wegetariańską pizzę z przypadku, niż liczyć na to, że uda mi się kupić coś wegetariańskiego.
Lubię jeść, lubię kiedy pachnie, ma smak i wygląd, więc chociaż nie przepadam za kuchnią, gotuję! Zainwestowałam też w świeże zioła – nic nie równa się z zapachem świeżej bazylii.

NARZĘDZIA

O dobrym, ostrym nożu i porządniej obieraczce do warzyw, to nawet nie będę wspominać 😊

Blender  - bardzo, ale to bardzo często wykorzystuję! Wiele rzeczy zmiksowanych, po pierwsze lepiej smakuje, a po drugie lepiej wygląda – szpinak.

Patelnia do grillowania – mam i nie żałuję, że zakupiłam! Po prostu warzywa grillowane smakują lepiej, niż te smażone 😊 a przede wszystkim zioła nie tracą swoich właściwości i zapachu, bo nie toną w oleju. Tajemnicą tej patelni, podobnie jak narzędzia poniżej, jest rozgrzanie. Patelnia musi się bardzo mocno nagrzać – jak grill, przygotowujemy danie krótko, ale intensywnie i wszystko jest pyszne.

Garnek wok – to już dość spora inwestycja, jeśli chcemy mieć coś dobrego. Wybrałam taki, który ma chropowate ścianki, by podsmażone warzywa nie spadały na dół, tylko miękły w odrobinie niższej temperaturze i nie przypalały się. Wok może służyć również do gotowania na parze – z odpowiednim koszyczkiem i do duszenia potraw – z pokrywką. To smażenie szybkie, by wszystko było chrupkie 😊   A najważniejsze , na koniec przyrządzania potrawy, wciąż mamy miejsce by wszystko pomieszać, np. w sosie sojowym, łącząc smaki i aromaty.

Na razie odkryłam tyle, jak na pierwszy miesiąc – nieźle!

Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

8 lat bloga nieprzynoszącego żadnych korzyści

  W styczniu 2018 roku, wrzuciłam tu, w nowej przestrzenie blogerskiej, starą straciłam, tak działają bigtechy, nowy post, 8 lat. Wzięłam ud...