Właśnie mija miesiąc z
moim postanowieniem „ 0 mięsa”.
I wiecie co?
Nie jest źle! Za to już
widzę różnicę w odczuciach mojego żołądka po każdym posiłku. I myślę, że
właśnie, polubił mnie bardziej!
Pewnie, że czasami mam
ochotę sięgnąć po kabanosa, ale odmówienie go sobie, nie rujnuje mojego świata 😊 no i tęsknię trochę za plackiem po węgiersku, ale i na
to znalazłam sposób.
Przekonałam się za to,
że w zmianie – dużej zmianie - żywienia
– najważniejszy jest upór i wytrwałość w dążeniu do celu oraz dyscyplina. Żadna tajemnica, co?
Przyda się również
„kilka narzędzi”, ale większość z nich, każdy w domu ma.
UPÓR
Jeżeli nie zamierzacie
jeść ciągle brokułów, marchwi i pieczarek, radzę rozejrzeć się za dobrą książką
z łatwymi przepisami i maksymalnym czasem przygotowania – 1h.
Najważniejsze, to mieć w
sobie zacięcie, żeby znaleźć fajnie i smaczne przepisy.
Jeżeli nie zamierzacie
inwestować od razu w książki, znajdźcie pasujący do siebie blog, na którym ktoś
takimi przepisami się dzieli. Mnie osobiście spodobał się - http://www.pozielonemu.pl/ i http://roslinozerka.blogspot.com/; zajrzyjcie tam, może i Was zainteresuje 😊
Dużo fajnych przepisów
znajduje się też w najnowszej książce LIDLA – to propozycja dla osób robiących
tam zakupy i zbierających naklejki – jedna wada – trudność wykonania, ale się
da!
Sama robię, a kucharką,
to nie jestem zbyt dobrą.
Poza przepisami, ważne
są zakupy. Niestety!
Pamiętajcie o tym, że
jeśli lubicie przekąski – kabanosy, paszteciki itd., musicie mieć w lodówce
jakieś zastępstwo, kiedy wracam do domu po pracy i 6,5km na rowerze, nie mogę
czekać godziny, aż przygotuję coś do jedzenia. Wtedy sprawdza się każdy serek i
ser – oczywiście camembert jest najlepszy, jogurt, kefir itd.
DYSCYPLINA
No z tym u mnie różnie,
ale na razie się udaje.
Nie wolno zostawiać
jedzenia przypadkowi. Dlatego właśnie, co drugi dzień gotuję sobie obiad do
pracy, robię śniadania i dbam o przekąski. Wolę zostawić już coś
przygotowanego, na kolejny dzień i zjeść wegetariańską pizzę z przypadku, niż
liczyć na to, że uda mi się kupić coś wegetariańskiego.
Lubię jeść, lubię kiedy
pachnie, ma smak i wygląd, więc chociaż nie przepadam za kuchnią, gotuję!
Zainwestowałam też w świeże zioła – nic nie równa się z zapachem świeżej
bazylii.
NARZĘDZIA
O dobrym, ostrym nożu i
porządniej obieraczce do warzyw, to nawet nie będę wspominać 😊
Blender - bardzo, ale to bardzo często wykorzystuję!
Wiele rzeczy zmiksowanych, po pierwsze lepiej smakuje, a po drugie lepiej
wygląda – szpinak.
Patelnia do grillowania – mam i nie żałuję, że zakupiłam! Po prostu warzywa
grillowane smakują lepiej, niż te smażone 😊 a przede
wszystkim zioła nie tracą swoich właściwości i zapachu, bo nie toną w oleju.
Tajemnicą tej patelni, podobnie jak narzędzia poniżej, jest rozgrzanie.
Patelnia musi się bardzo mocno nagrzać – jak grill, przygotowujemy danie
krótko, ale intensywnie i wszystko jest pyszne.
Garnek wok – to już dość spora
inwestycja, jeśli chcemy mieć coś dobrego. Wybrałam taki, który ma chropowate ścianki,
by podsmażone warzywa nie spadały na dół, tylko miękły w odrobinie niższej
temperaturze i nie przypalały się. Wok może służyć również do gotowania na
parze – z odpowiednim koszyczkiem i do duszenia potraw – z pokrywką. To
smażenie szybkie, by wszystko było chrupkie 😊 A najważniejsze , na koniec przyrządzania
potrawy, wciąż mamy miejsce by wszystko pomieszać, np. w sosie sojowym, łącząc
smaki i aromaty.
Na razie odkryłam tyle,
jak na pierwszy miesiąc – nieźle!
Pozdrawiam!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz